Rozdział:5
"Pojawia się przy nim smok, a piłka niczym SMOCZY CIOS wpada do bramki. 1:0 dla Raimon'a, gospodarze wychodzą na prowadzenie. Zapowiada się na to, że to będzie bardzo szybki mecz. "Nie chwal dnia przed zachodem słońca." I ponownie kolejny gol zdobyty przez Kevin'a. Chłopcy zbijali sobie żółwiki i stali się zbyt pewnie siebie.
Nie wiedzieli jednak, że przeciwnik chowa coś w zanadrzu.
"STÓJ I DRŻYJ, I DRŻYJ I STÓJ I PATRZ I PŁACZ I NAS SIĘ BÓJ."... "
* No One's POV *
Cieszcie się prowadzeniem póki możecie, to tylko wasze złudzenie. Niestety ta biedna jedenastka Raimon'a nie zdawała sobie sprawy, co się teraz zadzieje. Od ponad trzydziestu minut trener magicznych mruczy tajemne zaklęcie, które ma osłabić rywala.
"STÓJ I DRŻYJ I DRŻYJ I STÓJ I PATRZ I PŁACZ I NAS SIĘ BÓJ." - to nie są zwykłe słowa. Taka mantra łatwo ogłupia, a zwłaszcza tych pewnych siebie. A właśnie ci piłkarze tacy byli. Wprowadziło to wielkie zamieszanie w zespole, zaczęli się kłócić, ni z to ni z owąd. Ich podania nie są już tak dokładne i celne, gdyż każde nagle zapragnął trzymać piłkę przy nodze jak najdłużej. Przeciwnicy stosują strategię, która doskonale mydli ich oczy. Mark wydaje zbyt chaotyczne polecenia, które nie są do końca zrozumiałe. Nagle cała reszta Inazumy staje w miejscu, jak wryta.
- Ey, co wy.. - krzyczy zdenerwowany Mark, sam nie mogąc zrobić kompletnie nic.
Wszyscy nie wykonują żadnych ruchu, zupełnie jakby ugrzęźli w wyimaginowanych ruchomych piaskach. Dzięki temu przeciwnicy z gracją ich omijali z łatwością. Gdy kapitan - Wiktor, znajduje się blisko pola, bez wahania celuje piłką, a ta niczym PHANTONOWY STRZAŁ leci w stronę bezbronnego bramkarza. Niestety Evans nie może nawet dosięgnąć piłki. To wszystko przez tak zwaną BLOKADĘ DUCHA.To kolejna zmyłka, dystrakcja i przede wszystkim zburzenia wiary w swoje umiejętności. Raimon jest bezbronne i podłamane, czy wyjdzie z tego stanu? Nie mija sekunda, a do ich bramki wpada kolejny strzał, a zanim kolejny.
I tak oto mamy 2:3, goście depczą im po piętach. Czyżby zbyt szybko skreślili rywala? Koniec pierwszej połowy, czas poukładać wymieszane myśli. Zawiedzeni i zmęczeni chłopcy udają się na chwilę odpoczynku.
- Ey, co wy.. - krzyczy zdenerwowany Mark, sam nie mogąc zrobić kompletnie nic.
Wszyscy nie wykonują żadnych ruchu, zupełnie jakby ugrzęźli w wyimaginowanych ruchomych piaskach. Dzięki temu przeciwnicy z gracją ich omijali z łatwością. Gdy kapitan - Wiktor, znajduje się blisko pola, bez wahania celuje piłką, a ta niczym PHANTONOWY STRZAŁ leci w stronę bezbronnego bramkarza. Niestety Evans nie może nawet dosięgnąć piłki. To wszystko przez tak zwaną BLOKADĘ DUCHA.To kolejna zmyłka, dystrakcja i przede wszystkim zburzenia wiary w swoje umiejętności. Raimon jest bezbronne i podłamane, czy wyjdzie z tego stanu? Nie mija sekunda, a do ich bramki wpada kolejny strzał, a zanim kolejny.
I tak oto mamy 2:3, goście depczą im po piętach. Czyżby zbyt szybko skreślili rywala? Koniec pierwszej połowy, czas poukładać wymieszane myśli. Zawiedzeni i zmęczeni chłopcy udają się na chwilę odpoczynku.
- Co się właśnie stało? - wydukała wbita w ławkę Celia.
- Sam nie wiem... - odrzekł zmieszany Mark, drapiąc się po głowie.
Zza okna na mecz spoglądała również Nelly Raimon, która widząc to co się stało zaprzestała oglądania 2 połowy. Nie ukrywała, że ta sytuacja sprawia jej przyjemność.- Sam nie wiem... - odrzekł zmieszany Mark, drapiąc się po głowie.
- Ja się boje. - krzyknął Jack, kręcąc się ze strachu. - Nie gram
- Przesadzasz... - urwał Todd.
- Nie mogliśmy się nawet ruszyć. - pisnął mały Timmy.
- Myślicie, że rzucił na was klątwę? - palnął Willy.
- Przecież ten trener ciągle coś bełkota pod nosem. - rzekła panna Evans.
- Masz rację, nie zauważyłam tego. - wymamrotał przejęty Blaze.
- Nie wiem co zrobił.. ale postaram się to rozgryźć w następnej połowie. - warknął Mark, zaciskając pieści. - Macie podawać do naszych napastników, to nasza jedyna nadzieja.
Tymczasem nie daleko boiska ktoś jeszcze oglądał mecz. Był to Jude Sharp, to nie pomyłka - dobrze czytacie. Po meczu z Markiem postanowił się bliżej mu przyjrzeć, ponieważ wywarł na nim duże wrażenie. Jednak po 1 połowie, tak samo jak Nelly wyszedł. Czas na 2 połowę! Rozpoczynają ją piłkarze z Raimon'a. Axel bez namysłu podaję piłkę do tyłu, co strasznie dziwi Evans'a. To kolejna sztuczka, nie zapominajmy, że Axel też ma zapasowe karty w rękawie. Chciał rozwikłać tajemnicę ich taktyk, jeszcze nie wiedział jak, dlatego zaimprowizował. Podał do Timmy'ego, a Timmy podaje do Grim'a. Mimo tego, że Kevin jest kryty, piłka trafia do niego. Niestety nie jest w stanie jej dosięgnąć, przez zostaje wyrzucona na boisko. Ponownie przy piłce jest Timmy i piłkę dostaje Blaze. Dragonfly wyrywa mu jednak piłkę z pod nóg.
- Idiota. - warknął Axel, starając się go dogonić.
Strzela, ale ponownie... na nic.
- Żałosny. - upokarza tym Kevin'a.
- Zaraz jak ci przywalę...
- Zluzuj Kevin. - zatrzymał jego pięść Steve.
- Idiota. - warknął Axel, starając się go dogonić.
Strzela, ale ponownie... na nic.
- Żałosny. - upokarza tym Kevin'a.
- Zaraz jak ci przywalę...
- Zluzuj Kevin. - zatrzymał jego pięść Steve.
* Mark's POV *
Nie rozumiem tego. Początek był dla nas taki gładki, wszyscy byli pewni wygranej. A tu.. kukuryku! Nie ma tak łatwo. Nasza gra niespodziewanie zmienia się, staje się coraz to gorsza. Co tutaj robić? Czuję się zagubiony i głowa pulsuje w rytm samby Podsumujmy pewne kwestie. Dan mówiła, że ich trener coś mamrocze. Czy to możliwie, że wyśmiałem coś co na prawdę się dzieje? To przez to jego "bulgotanie" stajemy się jak figury woskowe. Teraz tylko muszę usłyszeć, te słowa. No dajesz, trzeba się skupić. Był ode mnie daleko, a jego usta ledwo się ruszały. To zadanie staje coraz trudniejsze, a co za tym idzie - niewykonalne.
"STÓJ I DRŻYJ I DRŻYJ I STÓJ I PATRZ I PŁACZ I NAS SIĘ BÓJ" - powtarzałem w swojej głowie. Mam cię, w końcu rozumiem, o co im chodzi. Stosowali tę taktykę od dawna, ale nikt jej nie rozgryzł, jestem pierwszym. Wiedziałem, że jeśli puszczę kolejną bramkę, nie wejdziemy do strefy football'u. A co się z tym wiąże? Moje największe marzenie zostanie rozbite na drobne kawałki, a klub rozwiązany. Jeszcze raz w skupieniu popatrzyłem na ich ustawienie, Wiem co zrobić! Oni nie są na jednej i tej samej pozycji, zmieniają się. Dodatkowo dekoncentrują nas przez te dziwne słowa. Klasnąłem w ręce, by zagłuszyć ich podstęp i otumanić chłopaków. i krzyknąłem : FALE MOCY Z BRAMKI LEĆ!
- Falo mocy z bramki leć! - krzyknąłem i wtedy wszyscy wyrwali sie z magicznego transu.
Byli zdolni do tego by się normalnie ruszać. Cała na przód! Gdy usłyszałem, że Wiktor pędzi w moją stronę, byłem gotowy. Wiedziałem, że nie jestem w stanie otwartą ręką tego złapać, wzniosłem pięść do góry, a piłka śmignęła ogniście po mojej rękawicy.
- Falo mocy z bramki leć! - krzyknąłem i wtedy wszyscy wyrwali sie z magicznego transu.
Byli zdolni do tego by się normalnie ruszać. Cała na przód! Gdy usłyszałem, że Wiktor pędzi w moją stronę, byłem gotowy. Wiedziałem, że nie jestem w stanie otwartą ręką tego złapać, wzniosłem pięść do góry, a piłka śmignęła ogniście po mojej rękawicy.
- Jak ty to zrobiłeś? - podbiegł zdyszany Axel.
- Ta formacje i taktyka to podpucha. Jest dystrakcją dla nas, musimy się skupić.
- Ufam ci, chyba wiesz co robisz. - sapnął, zbijając ze mną żółwika.
- Ufam ci, chyba wiesz co robisz. - sapnął, zbijając ze mną żółwika.
Teraz nie traćmy czasu i atakujmy. Jeśli nie połączymy naszych sił, to koniec. Z wszystkim, z nami. Nie zwlekałem dłużej i zamaszystym ruchem podałem do Timmego, a ten pokierował piłkę do Dragonfly'ja.
- Kevin. - złapał go za ramię Axel.
- Zostaw mnie... dam sobie radę bez swoich rad. - warknął.
- Podaj mi piłkę, a nie pożałujesz.
Chyba rozgryźli bramkarza. Przyglądałem się tej akcji z zaciekawieniem. Smoczym Ciosem Kevin celuje prosto w Blaze'a, który swoim ognistym tornadem kieruje piłkę prosto do bramki. Bramkarz jest bezsilni. Chłopaki ponawiają atak i kolejny goool. Słyszę gwizdek... czuję ogromną euforię. To koniec, 4:3 dla nas. To oznacza, że... zagramy w strefie football'u! Jejciu czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na tym globie. Zabrzmiały fanfary, ale kto wychodzi na boisko
- Diana! - krzyczy tłum ludzi, zgromadzonych wokół boiska.
- Kevin. - złapał go za ramię Axel.
- Zostaw mnie... dam sobie radę bez swoich rad. - warknął.
- Podaj mi piłkę, a nie pożałujesz.
Chyba rozgryźli bramkarza. Przyglądałem się tej akcji z zaciekawieniem. Smoczym Ciosem Kevin celuje prosto w Blaze'a, który swoim ognistym tornadem kieruje piłkę prosto do bramki. Bramkarz jest bezsilni. Chłopaki ponawiają atak i kolejny goool. Słyszę gwizdek... czuję ogromną euforię. To koniec, 4:3 dla nas. To oznacza, że... zagramy w strefie football'u! Jejciu czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na tym globie. Zabrzmiały fanfary, ale kto wychodzi na boisko
- Diana! - krzyczy tłum ludzi, zgromadzonych wokół boiska.
Nagle słyszę jej anielski śpiew. I zabrzmiało ostre brzmienie gitary. To ona na dodatek gra na gitarze? Przez jej śpiew wszyscy zaczynają nam coraz głośniej wiwatować. Wszyscy krzyczą jej imię, a ja zmieszany stoję i zdaję sobie sprawy, że moja siostra już nie jest taka sama, jak kiedyś.
* No One's POV *
Tymczasem na wielki, stadionie wyglądającym niczym dmuchawiec. Znaleźli się tu wszyscy trenerzy, reprezentujący każdy zespół z Japonii. Tajemnicze postacie ubrane na czarno trzymają wielką szklaną kartkę z mnóstwem karteczek, a w między czasie w tle grała głośna, skoczna muzyka. Nagle wychodzi mały, gruby człowiek ubrany w marynarkę i okulary. Ten moment zwiastuje rozpoczęcie wielkiego losowania. Kto jako pierwszy otworzy legendarną Strefę Football'u? Będzie to... Dzikie Gimnazjum oraz Gimnazujm Raimon'a! Stawka rośnie coraz to wyżej, czy nasi bohaterowie zdołają sprostać takiej presji?
* Diana's POV *
Tak, jest mamy to! Patrzę jak chłopcy, jeden na drugiego się kładzie i krzyczy z euforii. Jakże to wygląda dziwnie, a zarazem piękne. Nagle zauważyłam, że część ludzi przygląda się mojej osobie.
- Diana! - wrzasnął ktoś z tłumu
Wtedy zostałam wywołana do tablicy i muszę to zaśpiewać. Nawet nie wiem skąd wzięła się gitara w mojej ręce, tak bardzo nosi mnie pasja do muzyki. Chyba zapomniałam, że w USA robię furorę... jestem prawie pewna, że jestem znana na całym świecie. Po udanym występie, podeszłam do zaszokowanych chłopaków.
- Diana! - wrzasnął ktoś z tłumu
Wtedy zostałam wywołana do tablicy i muszę to zaśpiewać. Nawet nie wiem skąd wzięła się gitara w mojej ręce, tak bardzo nosi mnie pasja do muzyki. Chyba zapomniałam, że w USA robię furorę... jestem prawie pewna, że jestem znana na całym świecie. Po udanym występie, podeszłam do zaszokowanych chłopaków.
- Co jeszcze skrywasz niewiasto? - westchnął Max.
- Masz mi coś do powiedzenia? - wyrwał się mój brat.
Wszyscy skupili swój wzrok na mnie.
- Dobrze... W USA zaczęłam moją "karierę" piosenkarki i oto jestem.. - odparłam skromnie, drapiąc cię po głowie.
- Zdolna bestia. - powiedział Nathan, czochrając moje włosy.
Postanowiliśmy opić naszą wygraną. Wybraliśmy najpyszniejsze potrawy i zakręcone shaki. Uznałam, że ja też zrobię coś szalonego.. nie wezmę tabletek. Przekonałam siebie, że przecież bez jednej dawki, nic mi się nie stanie... Prawda?
a oto kolejny rozdział!
i kolejna ciekawostka o Dianie.
co jeszcze skrywa ta dziewczyna?!
dowiecie się następnym rozdziale!
see ya! :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz