sobota, 7 listopada 2015



Rozdział:21


- Rezygnujemy z meczu... - wyrwał się David, a Jude tylko pokiwał głową.
- Jaja se robicie? - wyskoczył Nathan.
- Czekałem na moment, aż zagram z Tobą, odkąd pierwszy raz poharatałeś mi żebra swoimi strzałami. - podszedłem bliżej. - Zagrasz ten mecz, czy tego chcesz czy nie. Uratujesz swoją dumę albo pogrążysz siebie i swoje marzenie ze sobą."

* Jude's POV *

♫ 


Kompletnie go nie rozumiem. Tego jego głupkowatego uśmieszku, nawet w takich sytuacjach w których nikomu nie jest wesoło. Ten człowiek za każdym razem mnie intryguje i wkurza w tym samym czasie. Spoglądam na niego, a on nadal nie zdejmuje tego banana z gęby. 
- To nie ma sensu, Mark. - mruczę pod nosem.
- Stary, oczywiście, że ma! - podszedł do mnie i popatrzył mi głęboko w oczy. - Czy nie chciałeś grać fair? 
- Skąd ty...
- Czytam ci w myślach Sharp. - pokiwał na moje zdziwienie głową. - A teraz... przestań się mazgaić i rozegrajmy ten mecz jak prawdziwi piłkarze.
Jest dokładnie taki sam jak mój ojciec. Za dzieciaka, za każdym razem jak grałem z nim w piłkę, często upadałem to on mówił mi zawsze "przestań się mazgaić" .
- Panie Kahaiti czy zostanie pan naszym trenerem? - słyszę za sobą głos King'a.
Asystent naszego trenera niepewnie kiwa twierdząco głową.
- No to co... - zączał trzeć ręce z podekscytowania.- Dajmy sobie kilka minut przerwy i równo o 16 zagramy mecz, co ty na to? - Wyciągnął do mnie rękę, a ja uścisnąłem ją pewnie.
- Zniszczę cię Evans.
- Nie mogę się doczekać, Sharp. - odparł, udając się w stronę wyjścia.

* No One's POV *

Mężczyzna z nadludzkim spokojem wchodzi do furgonetki, jakby nic się nie stało. Tymczasem ludzie pozostali na terenie szkoły, by skrupulatnie i dokładnie obszukać każdy, nawet najmniejszy zakamarek. Kiedy ujęty znajduje się już w areszcie, tam zostaje zsypany mnóstwem pytań detektywa. 
- Może mi Pan powiedzieć po co te wszystkie groźby, "niespodzianki"? - trzasnął pięścią w stół. - Niewinne dzieci mogły zginąć!
Ray nieustannie milczał. Patrzył prosto przed siebie. 
- Nic mi nie powiesz? - brnął w zaparte detektyw. - To choć zobacz mecz swoich podopiecznych.
- Po co. - skrzywił się. - Są nic warci.
- Może jak zobaczysz ich zaangażowanie, to przypomnisz sobie stare dobre czasy.
Tak, dobrze słyszycie, Ray kiedyś grał w piłkę nożną. A mianowicie jego ojciec. Był jednym z rozgrywających  w RAIMONIE, dobrze czytacie. Dokładnie tak, był pośród legendarnego David'a i innych. Najpierw to on był liderem, wygrywał każde spotkanie. Do póki nie przyszedł do zespołu ktoś ambitniejszy - David Evans. Zagarnął jego fanów, jego wszystko, stał się idolem drużyny, a nawet został jej kapitanem. David zajął jego miejsce, a przez to ojciec Darka był najgorszy z drużyny, po meczu zostawał potem obrzucany różnymi śmieciami, gdyż grał do niczego. David go przyćmiewał, to powodowało w nim wielki gniew, który przelewał na Ray'a. Widząc teraz jego wnuka czuje podwójną nienawiść. Nie potrafi tego opanować, pragnie zemsty, pragnie wyginięcia gatunku Evans'a. Przez to, że sport poniżał jego mistrza i ojca teraz on chce się odegrać na sporcie. Tymczasem wybiła godzina 16. Obie drużyny zebrały się na boisku, stanęły na przeciw siebie. Kapitanowie spojrzeli sobie głęboko w oczy, tłum powoli się zbierał na trybunach.
- Powodzenia. - odparł Mark, gdy sędzie kazał podać im ręce.
- Rozniosę wasz zespół, kochaniutki. 
- Miło to słyszeć. - skwitował brązowooki. - Wygra lepszy!
Czas zacząć grę, oczywiście jako że są gośćmi, zaczyna Raimon. Szybkie podanie, a przy piłce napastnik Dragonfly. Jego świetny drybling zaskakuje piłkarzy Królewskich. Chłopak zmierza konsekwentnie do bramki. Wraz z Axel wykonują SMOCZY CIOS. A bramkarz stoi niewzruszony, gdy piłka jest tuż przed nim, King unosi się wysoko na bramką i tworzy jakby ŚCIANĘ MOCY, która przechwytuje trajektorię lotu piłki. Przy piłce natomiast jest Jude, przed nim wyrasta Nathan, który zostaje momentalnie ominięty. Najwidoczniej przed tym chłopakiem nie ma żadnych barier. Mknie wprost na Marka. Chłopak wygląda natomiast na zdekoncentrowanego, a jego oczy są rozbiegane. Jude wraz z Samford'em i jeszcze jednym graczem stosują dziwną taktykę. Brunet niespodziewanie gwiżdże, przy jego nodze pojawiają złote pingwiny, które automatycznie przyczepiają się do piłki. Następnie lecą w stronę bramkarza. Mark stosuje BOSKĄ RĘKĘ, ale to na nic. Zostaje przełamana obrona, a bramkarz wraz z piłką znajduje się w bramce. Ta niezwyciężona taktyka zostaje unicestwiona, a kapitan Raimon'a czuje się bezradny. Chłopak pada na kolana. Do końca pierwszej połowy zostało stosunkowo mało czasu, a przeciwnicy grają na czas. Koniec pierwszej połowy.

 * Mark's POV *

♫ 

Szybko wybiegłem z boiska, niczym oparzony. Czułem się słabo i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Wszedłem do łazienki i obmyłem twarz. Nie mogę normalnie grać, dobrze o tym wiem. Ale jak pomyślę, że mogę komuś zniszczyć życie to czuję się zagubiony. Próbuję unormować swój oddech, a do tego czuję jakbym przeżywał atak paniki. Nie mam pomysłu jak nie uprzykrzyć mu życia. 
- Mark? - słyszę nieśmiały głos Silvii. - Co jest?
- Nie zrozumiesz.. machnąłem ręką.
- Wszystko z tobą okej? - podeszła do mnie. - Jesteś cały blady.
- Nic się nie dzieje...
- Evans! - wrzasnęła poirytowana.
- Okej.. - wziąłem głęboki wdech. - Jude może stracić siostrę Celię przez moje zwycięstwo.
- Co? Jak to? - wydukała
- Jeśli Jude wygra ten mecz będzie mógł z nią zamieszkać. 
- Celia wie o tym? - złapała się za głowę.
- Chyba nie... sam nie wiem.
- Nie, no nie... - wydukała szatynka. - co teraz?
Mam pustkę w głowie. Za niedługo początek drugiej połowy. A ja mam wybór albo się poddać albo rozbić czyjąś rodzinę i jej szczęście.


niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział:20 

♫ 

"Przepełniona nową energią, zaczęłam śpiewać. Sharp próbował choć na chwilę nawiązać ze mną kontakt wzrokowy podczas mojego występu, ale ja na to nie pozwoliłam. Chcę zapomnieć. Ale teraz definitywnie, teraz na zawsze. Mój występ się zakończył i nadszedł czas na początek półfinałów. Obie drużyny się ustawiły po dwóch stronach boiska, a ja zamknęłam oczy. Usłyszałam strzępienie się liny i wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego."


* No One's POV *


Na boisku nastąpiła nagle śmiertelna cisza. Boisko spowił olbrzymi kłębek szarego dymu. Ciszę przerywa przeraźliwy krzyk dziewczyn. Po kilku sekundach mgła opadła... Co za zdziwienie, gdyż każdy przeczuwał, że nikt nie przeżyje tej akcji. Wszyscy zawodnicy od Raimon'a są cali, tak ja drużyna przeciwna. Wielkie belki metalu chybiły. Wśród ludzi panują mieszane uczucia. Co najdziwniejsze, nawet drużyna Królewskich osłupiała. Czyżby się tego nie spodziewali? Kto mógłby to zrobić? Jest tylko jedna i prawidłowa odpowiedź na to pytanie - to sprawka Ray'a Dark'a. Przed szkołą pojawiły się między innymi furgonetka detektywa oraz rzesza aut z paparazzi. Detektyw James wkroczył do pokoju ze sprzętem elektronicznym, jego ludzie przeszukiwali inne pokoje, on tymczasem przeszukiwał wszelki foldery z komputera należące do trenera Akademii Królewskiej. Napotkali na tajemniczy dokument. I już mieli go sprawdzić, gdy wtem wszystkie pliki zaczęły się automatycznie kasować. Nie można było tego zatrzymać... a pliki za plikiem uciekał z ekranu. 
Ostatnie spojrzenie na tajemniczy dokument.. BOSKA MOC. Co on knuje? Niestety chyba nigdy się nie dowiemy, ponieważ znikło wszystko co obciąża tego człowieka.

* Diana's POV *




Co się stało, co się dzieje, czy wszyscy są cali - to chodziło po mojej głowie, zasłoniłam otwarte usta. Mój wzrok z sekundę na sekundę był coraz bardziej rozbiegany. Nie wytrzymałam,  moich oczu płynęły rzewne łzy, gdyż mózg pokazał mi najmroczniejszy scenariusz. Willy próbował mnie uspokoić, ale nic to nie dało. Gdy tylko pomyślałam, że Axel zniknie w mojego życia to moje ciało krzyczało. Moja matka była by na mnie wściekła, ponieważ ją przekonałam, że Mark wie co robi i lepiej mu zaufać. Kurz opadł... i wtedy zobaczyłam, że to metalowe coś trafiło jest wetknięte w boisko, a nasi chłopacy są cali. Zaczęłam biec w ich stronę, szybko wskoczyłam na blondyna i zamknęłam go w szczelnym uścisku. 

- Spokojnie. - wyszeptał mi do ucha, głaszcząc mnie po głowie.
- Zamknij się. - urwałam, nadal go nie puszczając.
- Diana. - spojrzał na mnie, uśmiechając się. - Jestem tutaj i będę.. dla ciebie.
Spojrzałam na niego i już czułam na moich policzkach czerwone placki. On również zaczął się drapać po głowie.
- Znaczy się... dla was, dla drużyny...
- Nie darowałabym sobie abyś tu zginął, idioto.
- No i zniszczyłaś piękną chwilę, koleżanko. - wykrzywiłam się w jego stronę. 
- A ja?
Szybko wtuliłam się w jego tors. Do nas dołączyła reszta drużyny.
Spojrzałam kątem oka na bruneta, widziałem jak zbulwersowany poleciał w stronę Akademii. Zaczął wymachiwać rękami w jego stronę, nie dziwię się - w końcu mogli już nie wrócić z tego meczu.  
- Jude. - zacisnął pięści. - Co tu się odwala?
- Sam dokładnie nie wiem... - jęknął, rozglądając się za odpowiedzią na jego pytanie. - Jestem tak samo zdziwiony jak ty.
- Nie udawaj. - pogroził mu palcem. - Nie myślałem, że jesteś taki jak on. Musieliście spuścić na nas metalowe bele, abyście mieli pewność, że wygracie?
- Słuchaj Evans. - on również podszedł do niego bliżej, ponieważ jego męska duma została urażona. - Wiem jak to wygląda... Ale nie miałem z tym nic wspólnego.
- Nie wierzę ci! - krzyknął Mark wymachując rękami. - Jesteś taki sam jak Dark! 
- Nie masz prawa mnie do niego porównywać. - warknął. - Ja i Dark to dwa zupełnie inne światy, dwie zupełnie inne historie.
- Czyżby...
- Chodźmy do niego a dowiesz się prawdy... - warknął Jude, ciągnąc mojego brata za rękę. 
Podążyłam za nimi. Nie wiem już komu wierzyć i w co wierzyć. Obserwowałam całą sytuację, Sharp był w gronie tych zdziwionych. Albo na prawdę nic nie wiedział o tym albo jest dobrym aktorem. Jedno, nie wyklucza drugiego. 
- Diana co ty robisz? - słyszę za sobą głos Celii.
- Chce się dowiedzieć prawdy, po prostu.
- Poczekaj! - złapała mnie za rękę. - Idę z Tobą.
- Nie. - zaprzeczałam dziewczynie, nawet nie patrząc w jej twarz.
- To jest mój brat do cholery! 
Poczułam jak na moim ciele pojawia się gęsia skórka. Ludzie mają tyle w sobie tajemnic, a zwłaszcza ten skurczybyk. Podczas naszego "związku" nie udzielał mi wielu informacji o sobie, za to ja byłam jak otwarta księga. Odkąd tu przyjechałam, każdy dzień jest zadziwiający i sieje zamęt w mojej głowie. Zżyłam się z dziewczynami z Raimon'a. Ale gdy usłyszałam, że w niej płynie ta sama krew co w nim, momentalnie bierze mnie nerwica. Przecież ona nie jest taka. Jest delikatna, wrażliwa, pomocna, kochana. Jude to zupełne jej przeciwieństwo.
- Wiem wszystko od Jude'a... - usłyszałam ciche westchnienie.
I znów ta cholernie niezręczna sytuacja.


* kilka minut przed meczem *

* Celia's POV *

Gdy tylko wszyscy się rozeszli, udałam się w poszukiwaniu mojego barta. Odkąd zobaczyłam go wtedy, obok leśniczówki, ciągle miota mną chęć porozmawiania z nim. Od dobrych 10 lat tego nie robiliśmy. Pamiętam jak kiedyś w ośrodku (domu dziecka), Jude wstawił się za mną, za każdym razem jak strasi wychowankowie się nade mną znęcali. Kiedyś mnie uważał za siostrę i za największy skarb, w końcu mieliśmy i mamy tylko siebie, a teraz zachowuje dziwnie. Nie wiem co się z nim dzieje, co na niego tak negatywnie wpłynęło. Rodzina? Drużyna? A może ja? Och, Celia dobrze wiesz, że się dla niego nie liczysz, już nie jesteśmy w domu dziecka i nie jestem w niebezpieczeństwie. Po kilku minutach znalazłam moją zgubę. Plątał się wokół naszej szatni.
- Co ty kombinujesz? - spytałam, podbiegając w jego stronę.
- Celia, co ty tu robisz? - również spytał zmieszany.
- Ja zadałam pytanie pierwsza.
Chłopak przetarł nerwowo kark.
- Nie wystarczy ci tego całego szpiegowania? Choć raz mógłbyś być szczery Jude! 
- Celia. - urwał lekko poirytowany, nie przerywając szukania.
- Nie teraz ty mnie posłuchaj! - podniosłam ton mego głosu, na co ten się wzdrygnął. - Myślałam, że jak nasze drogi się rozłączą to nic się nie zmieni. A zmieniło się zasadniczo dużo. Nie dzwonisz, nie piszesz. Nawet nie raczysz mnie swoim wzrokiem. To otoczenie przemieniło cię w zupełnie innego człowieka. - wykrzyczałam, udając się tam gdzie mnie nogi poniosą. 
Usłyszałam czyjąś rozmowę, a raczej brzmiało to jak kłótnia. Mogłam się domyślić po głosach, że to mój brat.
Już wiem. Wszystko! - warknął w drugi rozmówce w jego stronę.
- O co ci chodzi? - spytał Jude.
- Nie wiedziałem, że jesteś taki. Ale żeby uderzyć dziewczynę?
- Jeszcze tego brakowało.. 
 - ... jeszcze do tego tak wspaniałą jaką jest Diana?! 
- To nie tak...
- Nie zwalaj tu na trenera. - nieznany mi głos zaczął chodzić z jednej strony na drugą. - Mogłeś równie dobrze nie sugerować się nim i utrzymywać związek w tajemnicy. Ty jednak stchórzyłeś. 
- Powiedz coś. Gdzie jest ten pewny siebie Jude, którego znałem?
- Przesuń się, muszę coś sprawdzić. 
- O nie. - w moich uszach uderzenie w ścianę. - Musisz mi to wyjaśnić. 
- Cholera Samford jeśli życie ci niemiłe, to przesuń się. 
 Nie rozumiem tutaj czegoś... Diana i Jude, przecież to niemożliwe? Skoro mówimy sobie wszystko, to dlaczego Dan mi tego nie powiedziała? Czy każdy musi mieć te jebane tajemnice? Tylko nie potrzebnie zagęszczają fabułę życia.


***
* Diana's POV *

Powoli odwróciłam się w stronę szatynki. Byłam zaskoczona jej wyznaniem i tak na prawdę nie wiedziałam co powiedzieć. A ona wpatrywała się we mnie również zdezorientowana
- Chodź. - wymamrotałam. 
Dziewczyna się nieśmiało się uśmiechnęła.
Udałyśmy się do gabinetu trenera Królewskich.
- Diana? 
- Tak? - spojrzałam na nią.
- Masz mi coś do powiedzenia?
- Nie.. - odparłam, zdziwiona na jej pytanie.
Stanęła mi na drodze.
- Skąd go znasz? - sapnęła.
- Kogo? - zagrałam głupią, bo podejrzewałam o kim jest mowa.
- Ty i Jude... jak to się stało? - złapałam za klamkę i wpadłyśmy do ciemnego pokoju.

* Jude's POV *

- Obyś miał rację Jude. - warknął Mark, idąc przed siebie.
- Mógłbyś się opanować? - jęknąłem. - Nawet nie wiesz, gdzie idziesz.
- Metalowe belki spadły by na moją głowę, prawie byśmy byli zabici. - spojrzał na mnie ironicznie. - To mnie napawa spokojem.
- Idź za mną i się po prostu.. - już miałem coś powiedzieć, ale David stanął między nami.
- Załatwimy to później ludzie.
Szarpnąłem klamkę od drzwi. Miałem już tego wszystkiego. Ten człowiek decyduje za mnie. Jestem sam w tej sytuacji, jestem bezradny, gdyż ten człowiek mną kieruje, od niego zależy całe moje życie, moja przyszłość. Ale już dość, wszystko zbieram ja, jego żniwa padają na moją twarz, jakbym był jego synem, a ja posłusznie tuszuje jakiekolwiek dowody na jego sprawstwo. To dziś, dzisiaj się miarka przebrała.
- Jude, czym zawdzięczam sobie to spotkanie? - obrócił się na swoim skórzanym krześle.
- I jeszcze się pan pyta? - wrzasnąłem, pokazując na boisko. - Co to ma być?
- Ach, tak to... - był niewzruszony. - To miała być mała niespodzianka. 
- Mogłeś ich zabić do cholery. 
- Bez tego nie miałbym pewności. - stwierdził, cmokając niesmacznie ustami. 
- Przecież dalibyśmy..
- Potrafiłbyś obiecać to zwycięstwo? - nie miałem na to odpowiedzi. -No właśnie, nie. 
- Nie za taką cenę!
- To jest nie fair! - krzyknął Joe, a wraz z nim cała drużyna.
- O widzę, bunt. - zaśmiał się. - A zresztą nie potrzebuję was... 
I w tym momencie wszedł do pomieszczenia detektyw wraz z parą policjantów. Mina mężczyzny jak zwykle była obojętna, niewzruszona i spokojna, jakby spodziewał się tego, że tak się stanie. I znów posłał mi ten jego uśmiech, jakby dawał mi znak -
"Rób co chcesz chłopczyku, teraz to co stworzyłem jest twoje...", nie rozumiałem tego. Widziałem jeszcze jak coś niezrozumiałego szeptał Mark'owi. Chłopak zbladł, zawiesił wzrok na mnie i szybko spuścił go na  podłogę Do pokoju jakie ostanie wbiegły Celia i Diana. To na pewno nie definitywny koniec działalności Ray'a Dark'a, a powiedziałbym jego początek. 

* Mark's POV *
 O widzę, bunt. - zaśmiał się. - A zresztą nie potrzebuję was...
I do akcji przyłączyła się policja wraz z detektywem, daję słowo, że skądś kojarzę tę twarz. Patrzę na to jak wynoszą w mocny uchwycie i nie wiem jak się zachować. Zanim zdążył wyjść, wbił we mnie wzrok.
-  Widzisz go? Jest po przejściach. Jude nie ma rodziców, został rozdzielony z siostrą... Ojciec obiecał mu, że zrobi wszystko co w jego mocy aby Celia wróciła do brata, jeśli on wygra mecz. Musisz się poważnie się zastanowić... Możesz zniszczyć życie dwóm osobom. 
- Idziemy, koniec pogawędki. - wyprowadzili go ze szkoły.
Przez cały czas po mojej głowie krążyły te słowa. Na prawdę nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nie spodziewałem się takiego scenariusza, takiej historii jaką żyje Jude i Celia. Jestem zżyty z Celią, w końcu była z nami od początku, zawdzięczam jej wiele. Nie miałbym serca niszczyć jej marzenia, jej zjednoczenia z jej jedyną, prawdziwą rodziną jaką jest ten osobnik stojąc na przeciw mnie. Czuję się źle z tym, że gdybym ewentualnie wygrał... zrujnowałbym ich szczęście. 
- Mark? - z rzeczywistości wyrwał mnie głos Sharp'a.
- Tak?
- Rezygnujemy z meczu... - wyrwał się David, a Jude tylko pokiwał głową.
- Jaja se robicie? - wyskoczył Nathan.
- Czekałem na moment, aż zagram z Tobą, odkąd pierwszy raz poharatałeś mi żebra swoimi strzałami. - podszedłem bliżej. - Zagrasz ten mecz, czy tego chcesz czy nie. Uratujesz swoją dumę albo pogrążysz siebie i swoje marzenie ze sobą.