Rozdział:46
"- Nathan? Jest dwudziesta trzecia w nocy.. a ty do mnie dzwonisz, dlaczego?
- Spotkajmy się jutro koło placu zabaw.
- I dzwonisz tylko po to? Równie dobrze mogłeś mi o tym jutro powiedzieć...
- To ważne. Musimy pogadać....
- Co masz na myśli?
- Oj ty doskonale już wiesz. - odparłem, rozłączając się.
Wziąłem głęboki wdech i nadal wpatrzony w gwiazdy napawałem się tą piękną nocą. Lepiej się cieszyć tymi migającymi punktami na niebie póki można, bo jutro już tak wesoło nie będzie."
* Nathan's POV *
♫
- Nataniel, chodź! - krzyknął ojciec.
Tymczasem ja byłem jakby odporny na wszystkie dźwięki, siedziałem na kanapie i myślałem o wczorajszym dniu i wyznaniu Max'a. Zdałem sobie sprawę, że to koniec mojego szczęścia, a na dodatek każde rozwiązanie tej sprawy odbije się na mnie, Holly i Steve'ie - popaprane to wszystko.
- Co chcesz? - spytałem, podchodząc do niego.
- Chce z Tobą chwilę pobyć... co ty na to by upiec zapiekankę? - odparł, klepiąc mnie po plecach. - No na co czekasz? Wyciągaj potrzebne składniki.
Spojrzałem na niego zdezorientowany. Pamiętacie jak mówiłem, że ja i mój ojciec rzadko wchodzi sobie w drogę? że nie rozmawiamy? Najwidoczniej muszę zmienić swój wcześniej osąd, gdyż dzisiaj ojciec był jakiś inny, dziwny. Ale co mi zaszkodzi? Przynajmniej na chwilę oderwę się od tych głupich myśli.
- Martwi cię coś? - wtrącił nagle, sypiąc ser. - Możesz mi powiedzieć.
- Oo-okej... - przez chwilę biłem się z myślami. - Co byś zrobił gdyby twoja dziewczyna zdradziła cię z jednym z twoich kolegów z drużyny?
- Och...
- Co to ma znaczyć?
- Nie mów że... - podrapał się po głowie niepewnym swojego pytania. - ...masz na myśli tą sympatyczną blondynkę spod szpitala. Holly?
Czyli jednak coś o mnie wie, więc wychodzi na to, że całe swoje życie błędnie myślałem, że uważa mnie za chory błąd zostawiony przez żonę-wariatkę i nie zaprząta sobie mną głowy. Tymczasem tata ułożył starannie pokrojone pomidory, a całość posypał suszoną bazylią i włożył do piekarnika, pogładził się po siwej brodzie.
- Kiedy byłem w twoim wieku też miałem dziewczynę.
- Mamę?
- Nie... ona była przed nią, synu. - urwał, zamyślony. - No właśnie... miałem... dopóki do akcji nie wszedł Ted.
- Wujek?
- Nie inaczej... - zaśmiał się pod nosem. - Nie minął tydzień, a moja wybranka już się z nim trzymała za rączkę i całowała jego usta.
- Nie wierzę...
Nigdy nie pomyślałbym, że wujek Ted jest taki. Szczerze strasznie lubiłem kiedy do nas przyjeżdżał na herbatę z rumem. Był zabawny i zawsze cisnął po ojcu, może dlatego, rzadko teraz u nas bywa.
- Co mam zrobić tato? Jestem skołowany po raz pierwszy zależy mi na dziewczynie... - urwałem na co ojciec chwycił mnie za oba ramiona.
- Porozmawiaj z nią.
- Ale to trudne. - jęknął, wyrywając się z jego uścisku.
- Nigdy nie będzie łatwo, Nataniel. - odparł, wkładając rękawice i otwierając piekarnik.
- A więc... idę! - odkrzyknąłem, łapiąc płaszcz. - Życz mi powodzenia.
- Hej... a zapiekanka?- pomachał do mnie. - Wiem, że ją uwielbiasz.
Chwyciłem talerz i nałożyłem sobie zapiekanki, nie minęło pięć minut, a zawartość talerza zniknęła. Udałem się na górę, do łazienki, oblałem twarz strumieniem zimnej wody aby ustabilizować skołatane myśli i uczucia. Wiedziałem, że muszę jak najprędzej stawić temu czoła. Wyszedłem więc z domu i udałem się w wyznaczone na spotkanie miejsce, usiadłem na jednej z ławek i zacząłem nerwowo drgać nogą. Jestem wcześnie, zegarek wskazuje czternastą trzy - powinna być tu za niecałe dwie minuty. Nie myliłem się, moim oczom ukazała się blondynka z wielkim kucykiem na czubku głowy. Jej wzrok był rozbiegany - czyżby się domyśliła, po co ją tu sprowadziłem?
- Hej kochanie. - odparła, podchodząc do mnie i próbując mnie ucałować.
Odsunąłem się od niej, a między nami nastała niezręczna cisza.
- Cześć Holly.
- Nathan, co jest? - spytała przestraszona. - Przez telefon brzmiałeś dziwnie...
- Może ty mi to powiesz? - odpowiedziałem jej pytaniem.
Jej oczy były teraz podobne do kocich, były wielkie i zagubione. Wtedy miałem pewność tak jak i ona, że jej brzydka prawda, którą skrywa w środku zostanie wydarta.
- Lepiej całował niż ja, co? - sapnąłem, śmiejąc się nerwowo. - Tak trudno się oprzeć pokusie?
- To nie tak! - krzyknęła, podchodząc bliżej.
- Powiedz mi, cholera. - warknąłem. - Jak to się stało?
- Ja...
- Nawet nie potrafisz tego wytłumaczyć. - strzeliłem ręką w swoje kolano. - A ja głupi myślałem, że jeśli się na prawdę postaram to nie stracę tego, co kocham najbardziej. Najwidoczniej, moje starania miałaś w dupie, kiedy Steve wkładał ci język w gardło.
- Uważasz, że to moja wina? A ty? - odparła z wyrzutem. - Powiedz kiedy ostatnio u mnie byłeś?
- Niby to jest moja wina? - złapałem się za głowę, gdyż nie mogłem uwierzyć w jej bezczelne słowa. - Kuźwa, dobrze wiesz, że kocham piłkę nad życie.
- Zdaję sobie z tego sprawę... ale zapomniałeś o mnie. - sapnęła. - Nawet nie napisałeś, zadzwoniłeś lub spytałeś jak ja się z tym czuję.
- Miałem treningi i wiesz o tym. - wskazałem na nią palcem. - W każdej chwili mogłaś mi o tym powiedzieć. Przecież nie mamy przed sobą tajemnic... a przynajmniej tak myślałem.
- Co to ma znaczyć? - jęknęła, łapiąc mnie za rękę. - Czy ty...
- To koniec, Holly. - wyrwałem się z jej uścisku.
- Nathan. - potrząsnęła głową, a z jej oczu zaczęły spadać łzy. - Nie zrobiłeś tego.
- Słowo się rzekło. - wzruszyłem ramionami. - Nie chcę cię znać, nie chcę cię słyszeć, nie chce cię znać.
- Proszę... nn-nie mów tt-taa-ak. - jęknęła żałośnie. - Pozwól mi to naprawić.
- Wiesz, jest tego plus. - dopiekłem jej. - Teraz możesz lizać się w szkole z różnymi facetami, a ja już nie stoję ci na drodze.
Szybko opuściłem to miejsce, bo wiedziałem, że jeszcze jedna sekunda by mnie załamała. Szedłem więc cios za ciosem, teraz czas na Grim'a. Wiedziałem, że ta rozmowa nie będzie tak miła jak ta, dlatego nie mogę tego załatwić w pojedynkę. Potrzebuję kogoś, kto mnie wesprze, chwyciłem telefon i wybrałem na telefonie ciąg dziewięciu liczb i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Axel?
- Co jest?
- Musisz mi pomóc.
*Holly's POV *
♫
Szłam powoli szkolnym korytarzem, a na twarzy gościł mi niepokój. To nie jest chyba normalna rzecz, kiedy w twoim życiu zdarzają się tak cudowne rzeczy. Nareszcie mogę być w pełni szczęśliwa, prawda? Wiele razy mówiłam to sobie, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Przez miesiąc było na prawdę pięknie, Nathan i ja nie rozstawaliśmy się na krok, rozumieliśmy się idealnie i zawsze oboje siebie wspieraliśmy. Jednak czar prysł, zaczął się kolejny etap turnieju, a mój ukochany zniknął mi z pola widzenia. Jest tak pochłonięty swoją pasją, że nawet nie ruszy palcem by przywrócić nasz miodowy miesiąc. Przechadzałam się właśnie po korytarzu z nosem w telefonie wyczekując na jego telefon lub chociażby wiadomość. Zapatrzona nawet nie zauważyłam, że wpadam w kogoś.
- Holly? - moim oczom ukazał się Steve. - Czy wszystko w porządku?
- Sama nie wiem... - urwałam, łapiąc się za głowę.
- Pokaż się tu.. - zaczął przyglądać się mojej twarzy. - Hmmm... trudno to tak zobaczyć.
Niespodziewanie złapał mnie za rękę, przechadzaliśmy się po szkole, w między czasie zobaczyłem sylwetkę Max'a. Już wiedziałam, że wpadnę w tarapaty, a tymczasem Steve zatargał mnie do męskiej łazienki i przybliżył do lustra.
- O matko... - pokazał na moje czoło. - nabiłem ci sinika.
- Nic się nie stało... - odburknęłam. - Po prostu zapatrzyłam się ii...
- Niech zgadnę... problemy w raju? - spojrzał na mnie znacząco.
- Na to wygląda... - burknęłam.
- Wiesz, że na to nie zasługujesz? - jego twarz zaczęła się niebezpiecznie zbliżać do mojej.
- Steve... - urwałam, a chłopak niesforny, blond kosmyk włożył za ucho.
I nim się zorientowałam nasze usta były złączone, a ja nie miałam zamiaru kończyć tej pięknej chwili. Wiem, że to co robię jest bardzo złe i łamię tym serce Nathan'owi, ale... tęskniłam za męską czułością. A najwidoczniej Swift ma problemy z jej dostawą do mnie w określonym czasie. Nagle drzwi zaskrzypiały, a my wyrwaliśmy się z transu.
- To...
- Nie powinno mieć miejsca. - oprzytomniałam nagle, wszyłam czym prędzej z łazienki.
Gdy wróciłam do domu cały czas myślałam o tym co się stało. Steve próbował się do mnie dodzwonić, ale zbywałam go, gdyż na samą myśl robi mi się niedobrze. Przez cały dzień nie potrafiłam poukładać myśli, które przez to wszystko rozszalały się na dobre. Nadeszła czarna jak kruk noc, a ja nie mogłam zasnąć. Wtem mój telefon zaczął brzęczeć, na wyświetlaczu zobaczyłam imię - Nate.
Przez chwilę wahałam się nad tym czy odebrać, jednak po dłuższej chwili zdecydowałam się, kliknęłam zieloną słuchawkę.
- Holly?
- Nathan? Jest dwudziesta trzecia w nocy.. a ty do mnie dzwonisz, dlaczego?
- Spotkajmy się jutro koło placu zabaw.
- I dzwonisz tylko po to? Równie dobrze mogłeś mi o tym jutro powiedzieć...
- To ważne. Musimy pogadać....
- Co masz na myśli?
- Oj ty doskonale już wiesz.
Dzisiaj więc nadszedł dzień, nadeszła godzina czternasta. A ja cała zatrwożona udałam się na plac zabaw, w sekundę dostrzegłam go na jednej z ławek. Podeszłam do niego i chciałam zachować normalność, więc chciałam go pocałować, ale szybko ode mnie odwrócił twarz.
- Hej kochanie.
Odsunąłem się od mnie, a między nami nastała niezręczna cisza.
- Cześć Holly. - odparł chłodno
- Nathan, co jest? - spytałam przestraszona. - Przez telefon brzmiałeś dziwnie...
- Może ty mi to powiesz?
I wtedy już wiedziałam, że te piekielne drzwi nie trzasnęły bez powodu - Max. Oczywiście, że kwestią czasu było to, że do Nathana dojdą mój występek. Po mimo tego, że się tego spodziewałam, przeraziłam się niezmiernie.
- Lepiej całował niż ja, co? - zadrwił ze mnie. - Tak trudno się oprzeć pokusie?
- To nie tak! - próbowałam się bronić, ale furia zawładnęła Nathanem.
- Powiedz mi, cholera. - warknął. - Jak to się stało?
- Ja...
- Nawet nie potrafisz tego wytłumaczyć. - strzelił ręką w swoje kolano. - A ja głupi myślałem, że jeśli się na prawdę postaram to nie stracę tego, co kocham najbardziej. Najwidoczniej, moje starania miałaś w dupie, kiedy Steve wkładał ci język w gardło.
- Uważasz, że to moja wina? A ty? - wyrzuciłam z rękawa kartę ofiary. - Powiedz kiedy ostatnio u mnie byłeś?
- Niby to jest moja wina? - wtedy pożałowałam, że wcześniej nie ugryzłam się w język. - Kuźwa, dobrze wiesz, że kocham piłkę nad życie.
- Zdaję sobie z tego sprawę... ale zapomniałeś o mnie. - stwierdziłam fakty. - Nawet nie napisałeś, zadzwoniłeś lub spytałeś jak ja się z tym czuję.
- Miałem treningi i wiesz o tym. - wskazał na mnie palcem by mnie uświadomić. - W każdej chwili mogłaś mi o tym powiedzieć. Przecież nie mamy przed sobą tajemnic... a przynajmniej tak myślałem.
- Co to ma znaczyć? - jęknęłam, łapiąc go za rękę. - Czy ty...
- To koniec, Holly. - spojrzał na mnie poważnie, wyrywając się z mojego uścisku.
- Nathan. - moja twarz zamieniła się w wielką ścianę płaczu. - Nie zrobiłeś tego.
- Słowo się rzekło. - wzruszył ramionami. - Nie chcę cię znać, nie chcę cię słyszeć, nie chce cię znać.
- Proszę... nn-nie mów tt-taa-ak. - jęknęłam żałośnie. - Pozwól mi to naprawić.
- Wiesz, jest tego plus. - uciął szybko. - Teraz możesz lizać się w szkole z różnymi facetami, a ja już nie stoję ci na drodze.
Odszedł, a ja zostałam sama z łzami i z poczuciem ohydy wobec siebie. Drżącymi rękami wyjęłam telefon i wybrałam numer Steve'a.
do STEVE: Uciekaj!
* Axel's POV *
♫
Czuję się co najmniej nieswojo, jest ranek, a ja tkwię w domu. Dziś jest środa, a ja nie jestem w szkole, ale co... mam iść do popiołów? Najwidoczniej nie potrzebne mi dalsze programy nauczania. Odwróciłem szybko jednego z naleśników. Usłyszałem ze schodów, ziewanie mojej księżniczki. Gdy tylko na nią spojrzałem, wybuchłem śmiechem, jej włosy były jakby trzaśnięte piorunem, rozwiane we wszystkie strony.
- Co japę cieszysz? - warknęła nadal zaspana, nalewając mleka.
- Miło cię widzieć o poranku, skarbie. - odparłem, całując ją w czoło.
- Co?! Jak to jest 13? - uderzyła mnie w ramię. - Debilu, dlaczego mnie nie obudziłeś.
- Wczoraj padałaś tak szybko jak kaczka zabita przez myśliwego. - odparłem. - Po ostatnich wydarzeniach, musisz odpoczywać.
- Oo skąd wiedziałeś? - jęknęła z radości, widząc naleśniki.
- W Stanach stale się nimi objadałaś. - powiedziałem, obejmując jej talię.
- Taa-ak... - zamknęła oczy rozmarzona. - Ale ciotka zawsze je paliła na wiór.
- Czy nie czujesz się dziwnie?
- Chodzi o szkołę? - spojrzeliśmy na siebie znacząco. - Sama nie wiem...
Nagle do salonu wpadł Max, który był roztrzepany i zdenerwowany.
- Ludzie! - krzyknął, klaszcząc dłonie.
- O co chodzi, Carson? - spytałem, patrząc na niego jak na kompletnego debila.
- Nathan.... Holly.... - mamrotał pod nosem, próbując się uspokoić.
- Ogarnij dupę, Max.
- Może naleśnika dla rozluźnienia? - wtrąciła Diana, podając mu talerz.
Brunet bez zastanowienia wziął naleśnika do buzi i szybko połknął. Gdy się trochę uspokoił, usiedliśmy na kanapie.
- A więc?
- Axel.. daj mu ochłonąć. - poklepała po ramieniu zatrwożonego Max'a.
- Zniszczyłem związek. - wydukał, zasłaniając twarz.
- Jak? - odsłoniłem powoli jego twarz. - O kogo chodzi?
- Może po kolei? - spojrzał na Dianę i pokiwał głową.
- A więc... wczoraj zanim buda się zjarała.. widziałem Holly. - połknął wielką gulę w gardle. - Nie była sama, Steve ciągnął ją za rękę i chwilę potem weszli do męskiego.
- Co zrobiłeś? - drążyłem dalej.
- Zajrzałem przez szparę... - sapnął. - Oni się całowali.
- Powiedziałeś o tym Nathanowi? - a chłopak pokiwał głową.
Na jego miejscu pewnie sprałbym mordę temu facetowi. Ale Steve to nasz kolega z drużyny i tu jest mały problem.
- Boję się, że zrobi coś głupiego.. - urwał, łapiąc się za czapkę.
- Skąd takie podejrzenia?
- Mówił, że ze Steve'em załatwi to zupełnie inaczej.
- Niech to..
- Musimy coś z tym zrobić.! - jęknęła, poprawiając nerwowo włosy.
- Chyba miałeś na myśli musisz.
- Żartujesz, prawda? - uniosła się.
- Zostaniesz z Max'em, a ja zajmę się dzidzią Swift'em. - sapnąłem.
- Nie traktuj mnie jak dziecko...
- Czuję się jakbym oglądał "Modę na sukces". - wtrącił Max. - Proszę, nie chcę być powodem waszej kłótni.
Wtem mój telefon zaczął świecić. Spodziewałem się jednego.
- O wilku mowa. - wymamrotałem.
- Axel?
- Co jest?
- Musisz mi pomóc.
- Ale... w czym?
- Potrzebuje cię, cholera. To ważne.
- Okee-ej... daj mi chwilę i zaraz będę.
Wypuściłem duży pokład powietrza, oboje popatrzyli na mnie ostrzegawczym wzrokiem.
- Nie będę się bił, obiecuję. - sapnąłem, trzaskając drzwiami.
Zastałem go przed podstawówką, był dziwnie spokojny i tajemniczy.
- Mamy nie wiele czasu, chodź. - odparł, idąc przed siebie.
Aby nie nabrał podejrzeń, udałem obojętnego i zagrałem głupa, nie wiedząc co szykuje. Wiedziałem, że muszę go jakoś powstrzymać, póki nie jest za późno.
* Steve's POV *
♫
od HOLLY: Uciekaj!
Gdyby nie ta wiadomość nadal rozkoszował tym pięknym, słonecznym dniem. Jednak jedna myśl cały czas dobija się do mnie jak do zamknięty i zaryglowanych drzwi - ON WIE, ON WIE, CHOLERA, ON WIE. Po mojej głowie cały czas latało to zdanie, teraz mam przechlapane. Co ja sobie myślałem? Dobrze wiedziałeś, Steve, że to dziewczyna Nathan'a. Co cię podkusiło? Te czekoladowe oczy, które cię zahipnotyzowały i które pragnęły być kochane. Przez wszystkie te rzeczy popełniłem ogromny błąd, który kosztuje mnie duszą i przyjaźnią. Dobrze przynajmniej, że Holly mnie przed nim ostrzegła, będę gotowy dosłownie na wszystko. W końcu należy mi się, udałem się na boisko. Podobno piłka pozwala się rozluźnić, przez bitą godzinę kopałem piłkę tam i z powrotem. Na horyzoncie zobaczyłem dwie postacie, domyśliłem się, że zabrał ze sobą Axela.
- GRIM! - usłyszałem jego zachrypnięty krzyk z daleka.
I nim się oglądnąłem zostałem powalony na ziemię. Blondyn zaczął okładać pięściami moją twarz. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, ponieważ Axel szybko go ze mnie zepchnął.
- Co ty wyprawiasz? - zaczęli się szarpać.
- Nathan, mieliście tylko porozmawiać. - warknął w jego stronę, trzymając go za ramiona, aby się opanował.
- I ty przeciwko mnie? - krzyknął, ciągle się miotając. - Bronisz go?
- Uspokój się debilu! - sapnął. - Jego pobicie nic nie pomoże!
- Ha! Kto to mówi? - odparł z wyrzutem - Gość, który zmasakrował Caleba Stonewall'a.
- Nie jestem z tego dumny... dlatego radzę ci, nie idź w moje ślady.
- Jaki masz plan? - spytał, patrząc wściekle na mnie.
- Zróbmy tak, wysłuchasz go i jeśli ci nie przejdzie uderzysz go, on ci odda i po sprawie.
Patrzyli sobie teraz prosto w oczy, a ja byłem tylko obserwatorem. Axel zawsze mnie zadziwia, jest zupełnie inny od nas, jest tajemniczy. Jako jedyny stąpa (a raczej próbuje) równo po ziemi. Przede wszystkim jest odpowiedzialny i inteligentny, a to mało spotykane w naszym gatunku. Nathan natomiast to jedna wielka bomba, mieszanka uczuć, nie dziwota, że Carsonem stanowią idealne połączenie. Jak to się stało, że tak różnorodne osobowości się przyjaźnią? I tak oto Mark, Jude i Axel stanowią dla mnie prawdziwą tajemniczą trójkę bohaterów. Nathan westchnął ciężko i zmierzał konsekwentnie w moją stronę. Wystraszony, wstałem z huśtawki i czekałem na dalszy obrót wydarzeń.
- A wiec, powiedz mi Steve jak to jest niszczyć innym związki?
- Nie miałem na celu..
- Sprawia ci to przyjemność? - świdrował wzrokiem w moją twarz.
Z wkurzonego Swifta zmienił się na spokojnego nadal strasznego Nathana.
- Pozwól mi to wyjaśnić. - jęknąłem. - Wysłuchaj mnie... nie wiem czy mi uwierzysz czy też nie. W środę wpadłem na nią, była dziwnie zamyślona, a ja krążyłem głową w chmurach. Chciałem sprawdzić czy wszystko z nią okej, wziąłem ją do łazienki, gdyż światło na korytarzu nie pozwalało mi wybadać sytuacji... wtedy pocałowałem ją. Ale... żałuję tego jak cholera.
Patrzył na mnie jeszcze chwilę i myślał.
- Okej... - zrobił krok w moją stronę. - Mówisz, że miałeś wyrzuty sumienia, to dlaczego cholera mi tego nie powiedziałeś?
- Nie wiedziałem co zrobić... - próbowałem się usprawiedliwić. - Zrozum.
- Ja... myślałem, że jesteśmy kolegami.
- Ja..
- Cii-icho. - odparł, zatykając mi usta palcem. - To co zrobiłeś sprawiło, że nigdy już nie zaufam żadnej dziewczynie.
- Wiem. - urwałem, drapiąc po głowie.
- Czy jesteś usatysfakcjonowany? - zacząłem z desperacji klękać przed nim, jego natomiast zamurowało.
- Zniszczyłem ci szczęście... ale proszę, daj mi to naprawić.
- Jak? - spytał, patrząc na to jak się upokarzam.
- Przepraszam. - jęknąłem. - Gdybym mógł cofnąć czas nigdy bym ci tego nie zrobił.
- Nie rób siebie kretyna i wstań. - burknął, a ja powoli wstałem i spojrzałem na niego.
Na jego twarzy teraz górowała wielka obojętność, zupełnie jakby robił mi łaskę z tego, że z nim rozmawiam.
- Nie mogę ci wybaczyć. - warknął, łapiąc mnie za ramię. - Jeśli kiedykolwiek zobaczę, że dobierasz się do jakiejkolwiek dziewczyny... zabiję.
- I czy nie można było tak od razu, Swift? - dźgnął go w bok.
- O zamknij mordę, wkurzasz mnie już. - burknął na niego.
Oboje odeszli. Zostałem sam i po mimo, że mi ulżyło, zdałem sobie, że straciłem fajnego ziomka. Ale co ja sobie wyobrażałem? Zniszczyłem czyjąś miłość, szczęście - tego nie da się wybaczyć. Udałem się więc do baru, aby zapić smutki w alkoholu.
* Diana's POV *
♫
- Idę tam... za długo im to schodzi. - sapnęłam, krzątając się po salonie będąc w samej piżamie. - No co się gapisz, Carson?
Na twarzy bruneta pojawiły się rumieńce. Szybko weszłam po schodach i poszłam się ogarnąć. Umyłam się, pomalowałam, uczesałam włosy w kucyk i przebrałam.
- Nie mogę ci na to pozwolić.
- Myślisz, że mnie powstrzymasz? - i nim zdążyłam cokolwiek zrobić, obaj blondyni weszli do mieszkania.
Max nadal trzymał mnie za rękę.
- A więc... co znowu chciała zrobić? - spytał z uśmiechem na twarzy.
- Śledzić was. - sapnął, puszczając moją rękę.- I jak konfrontacja?
Spojrzałam to na Nathan'a, to na Axel'a - byli spokojni, zbyt spokojni.
- Dan, obyło się bez przemocy. Serio. - odrzekł Swift, łapiąc mnie za ramiona. - Twój chłoptaś mnie powstrzymał.
- To co? Lody? - zaproponował Axel, biorąc kluczyki.
Nagle moja komórka zaczęła wibrować. Na jej wyświetlaczu widniało imię, HOLLY. Szczerze, kompletnie byłam zdezorientowana tym telefonem - przecież a początku się nie lubiłyśmy, potem udawałyśmy przyjaźń, a teraz rozpadł się jej związek kłótnia i cisza nastała. Zmarszczyłam brwi i odrzuciłam połączenie, bez zastanowienia udaliśmy się do najbliższej budki z lodami. Podczas jedzenia ponownie zadzwoniła, spojrzałam dyskretnie na Swifta, który był zatopiony w smaku lodach czekoladowych. Nie pozwolę by resztę dnia mu zniszczyła, zwłaszcza teraz kiedy ledwo wraca do żywych - odrzuciłam więc.
- Diana? - spojrzałam zdezorientowana i wyrwana z moich myśli.
- Co się dzieje? - spytał Axel, patrząc mi prosto w oczy.
Nienawidzę tego, ponieważ wtedy zazwyczaj wychodzi cała prawda. Musiałam teraz wytrzymać tą wymianę spojrzeń, a było to trudne, gdyż mój telefon cały czas wibrował. Po chwili zdenerwowana odebrałam i odeszłam kawałek od nich.
- Halo?
- Możesz łaskawie odbierać jak się do ciebie dzwoni? Cholera, puścisz mnie z torbami.
- Po co do mnie wydzwaniasz?
- Posłuchaj, nie wiem co mu naopowiadał Nathan, ale teraz Steve koczuje pod moim domem. Drze ryja i budzi moich sąsiadów, zrób coś z tym.
- Ja? Dlaczego?
- Proszę cię. Nie chcę wzywać policji.
- Okej, za chwilę będę. - sapnęłam, rozłączając się.
- Nigdzie nie idziesz. - usłyszałam za sobą pnury głos Nathana.
Obróciłam się napięcie, w jego oczach malowała się jedna wielka wściekłość.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, co? - spytał, łapiąc mnie mocniej za ramię.
- Puść mnie, no! - jęknęłam, czując ogromny ból.
Nim zdążyłam się zorientować co się dzieje, zobaczyłam Axel'a, który szybko obezwładniał go. Poczułam jakby te wszystkie wspomnienia napływały ponownie do mnie.
" - Gdzie byłaś co? - krzyknął, waląc mną o ścianę.
Dosłownie wyszłam na chwilę z Josiephne, tak dobrze się bawiłam, że nie patrzyłam na czas. No dobra... zajęło nam to mniej więcej godzinę. Choć trochę chciałam się od niego odseparować, od tych kłótni i nieudanych bitew. Odkąd zadzwonił do niego ojciec, zrobił się dziwnie nadpobudliwy.
- Spadaj. - warknęłam.
Dostałam automatycznie w twarz. Poczułam pieczenie, do którego praktycznie się przyzwyczaiłam. Czułam się okropnie, chciałam uciec od niego i nie wracać, ale... myśl, że go kocham zawsze kazała mi zostać. Naiwna jestem, gdyż wierzę, że mu przejdzie i będzie jak dawniej. Powoli udałam się do pokoju, a on szybko podążyłam za mną. Zamknęłam się w łazience, gdyż to był jedyny schron do którego był zamek. Potrzebowałam samotności jak nigdy w swoim życiu, odkręciłam kurek z ciepłą wodą.
- Diana! - krzyknął zachrypniętym głosem.
Udałam głuchą na jego krzyki. Spojrzałam w lustro, a na twarzy znajdowała się wielka, fioletowa plama na policzku. Syknęłam, przykładając do niej zimny okład i naznaczyłam dwa razy nadgarstek. Kiedy cały szok wypłynął, wykąpałam się ze stresu i smutku. Posiedziałam jeszcze chwilę i po jakiś dwóch godzinach wyszłam z domu tego potwora. Ubrałam się w bluzę z logo mojej szkoły, legginsy, założyłam na siebie znoszone czarne vansy. Siedział w salonie i tylko czekał na moje wyjście. Zerwał się i podszedł do mnie.
- Ja.... przepraszam. - sapnął, łapiąc mnie za ręce.
Wyrwałam z jego uścisku i zdecydowanie pociągnęłam za klamkę.
- Wracaj! Słyszysz!? Kocham cię! Ja cię na prawdę kocham! Diana!? Proszę cię?! "
- Odbiło ci kompletnie. - warknął w jego stronę, podchodząc do mnie.
Wtuliłam się w jego tors, a do moich oczu napłynęły łzy. Powrócił ten potworny strach. On zawsze przy mnie był, ale nie wychodził na zewnątrz, aż do teraz.
- Stary. - stanął po między mną a Nathanem Max. - Ja rozumiem, że jesteś wściekły, ale Diana nie jest żadnym workiem treningowym . .
- Ja... poniosło mnie. - odsłoniłam twarz i przetarłam ją ręką.
- Jest okej. - sapnęłam, poprawiając włosy. - Tylko nigdy tak nie rób.
Nathan spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem, przytulił mnie do siebie
- Nie ma na co czekać... trzeba znaleźć go jak najszybciej. - odparł Axel, gładząc mnie po ręce i razem podążyliśmy w stronę domu Holly.