niedziela, 23 sierpnia 2015



Rozdział:11



- Formacja ataku SIGMA 1! 
Czyżby postanowi grać po swojemu?  Jeff, jest przy piłce. Jack niespodziewanie spada na piłkę, przez co kieruję ją do Max'a. Chłopak w czapce wykorzystuje okazję i gładko przejmuje piłkę. 
Niespodziewanie Turner dzięki wślizgowi, zabiera mu piłkę. Max leży na murawie i zwija się z bólu. Jest kontuzjowany... co teraz? Ratownicy wynoszą go, a na boisku panuje cisza. Nagle na boisko wkracza... Diana, w koszulce Carson'a. Co to ma znaczyć? Wszyscy są tym wszystkim zaskoczeni... Jak zakończy się ten mecz? "


* Diana's  POV *



Spojrzałam na boisko. To jest jedna, wielka sieczka, a ja siedzę spokojnie na tej ławce jakby mnie to nie obchodziło. Ponadto nie wiem czy dam radę wysiedzieć spokojnie, patrząc na fakt, że obok mnie stoi córeczka Raimon'a. Zaczęłam nerwowo tupać nogami, jak rozpuszczony bachor kiedy nie dostanie cukierka. Wtem zobaczyłam tą piękną akcję Jack'a i teraz cała, moja uwaga była skupiona na Carson'ie. Byłam tak podekscytowana... szkoda, że nie mogę znać tego co los przyniesie. Nagle, ni stąd ni zowąd Max leży skulony na boisku. Piłka przejęta, niech to trafi...
- Ten sport jest taki bestialski.. ugh, co za nuda. - sapnęła brunetka, która tylko czekała na moją reakcje.
Olałam to, ponieważ teraz liczyło się dla mnie to co się dzieje na boisku. Nagle jacyś ludzie wynoszą go na noszach, a ja automatycznie podnoszę się z miejsca.
- Diana, cholera! - krzyczy Silvia, ale ja już podążam za ratownikami. 
- Okej, mogę z nią porozmawiać? - zasyczał, na co ratownicy tylko pokiwali głowami i odeszli, powoli go odstawiając. 
Złapałam go za rękę i popatrzyłam pełna troski. 
- Nie wiem, czy oni dadzą sobie radę.. - urwał, drapiąc się po głowie.
- Daj mi koszulkę. 
Spojrzał na mnie jakbym spadła z księżyca co najmniej.
- Diana...
- Proszę.. zaufaj mi. - sapnęłam.
Chłopak niepewnie zdjął z siebie koszulkę i mi ją wręczył. A ja szybko wstałam, chwycił mnie za rękę.
- Wiesz co robisz? 
- Nie wiem... ale będzie dobrze, obiecuję ci to. - chrząknęłam i udałam się prosto do szatni.
Gdy nakładałam jego koszulkę czułam jak adrenalina mnie przepełnia. Wiedziałam, że to co zamierzam zrobić może się dla mnie źle skończyć. Bądźmy szczerzy, jestem poważnie chora. Piłka i choroba z reguły się nie łączą, ale jak widzicie ja nie stosuje się do reguł. Ja je łamię i tworzę nowe, nie patrząc na konsekwencje. Popatrzyłam na siebie w lustrze, moje oczy były roztrzęsione, czułam zdenerwowanie. Związałam włosy w koka, upięłam kilkoma wsuwkami i postanowiłam nie zwlekać. Szybko pobiegłam w stronę boiska, gdy wyłoniłam się z cienia, nagle speaker wykrzyknął:
- Ale co Diana Evans robi w koszulce Carson'a?
Też chciałabym wiedzieć, część mnie ciągle przekonuje mnie, że to na prawdę zły pomysł. Ale tutaj już nie ma powrotu, stanęłam na murawie.
- Idiotko, złaź! - udarła się Nelly.

* Mark's POV *


Matko, matko. Tylko tyle ja potrafię powiedzieć po tym co się stało. Cholera.. co to za ludzie? Wszystko co robimy, nie wywiera na nich żadnego wrażenia. Ha, nie dziwię się, w końcu wiedzą o nas wszystko. Ja już udowodniłem im, że nie jesteśmy przewidywalni. Może znacie nasze najlepsze strony, ale zdecydowanie nie pokazaliśmy wszystkiego. Zobaczyłem nagle jak Jack brawurowo szarżuje w ich stronę, a potem gładko podaje do Carson'a. I nagle czuję, jakby czas się dla mnie zatrzymał. Widzę tylko Max'a leżącego na ziemi. 2 połowa, a my padamy jak mrówki. Podbiegają do niego jacyś ludzie, biją po twarzy, gdyż z tego wszystkiego chłopak chyba stracił przytomność. Oparłem się o bramkę i zasłoniłem twarz ręką. Dramat, jeszcze do tego kapitan ryczy. Wtem słyszę krzyki i tylko ułamek sekundy, w którym Nathan podbiega do kapitana od Mechatroników.
- Co z nim zrobiłeś... ty kupo złomu! - warknął i wystartował w jego stronę z pięściami. 
Szybko Axel ich rozdzielił i wtedy pojawiła się właśnie ona.

* No One's POV*

Powstało zamieszanie pomiędzy drużynami. Mark odwrócił wzrok, a Swift wystartował do Felt'a jak petarda i zaczyna do niego skakać. Dobrze, że nie skończyło się to dla nich kartką. W porę pojawił się Axel, który zażegnał na pozór groźną awanturę. Tymczasem trwała 2 połowa, a z nią wpadł do Raimon'a nowy zawodnik - Diana. Wywołało to osłupienie wokół wszystkich, a szczególnie u przeciwnej drużyny.
- Kto to jest? 
- Nie mamy o niej żadnych danych... - urwał nerwowo Thomas.
- Działajcie według planu - wyszeptał mu na ucho trener.
Mecz wzmożony. Przeciwnicy jak od początku tego meczu są przy piłce, nie zwalniają tempa. Neil jest przy piłce i zdaję się, że będzie używał STRZAŁU PATRIOTY. Raimon jest w tej sytuacji bezbronny, przeczuwalne jest to, że ten strzał padnie. Ale ostatkiem sił Mark odbija pięścią piłkę i opada na ziemię. Czy to kolejna ofiara tego meczu? Jednak niezłomny kapitan podnosi się i otrzepuje kurz z siebie. Po mimo tego, że lekko się trzęsie, prawdopodobnie z przemęczenia, staje mężnie na swojej pozycji. Teraz czas na rzut rożny przeciwnika.
- ZNISZCZYĆ ICH! - krzyczą wszystkie słuchawki piłkarzy z Mechatronika. 
To wywołuje lekkie nieporozumienie i wydaje się, że 'Cyborgi' są zagubione. Piłka końcowo znów trafia do strzelca wyborowego, tym razem jednak na przeciw wybiega mu Evans.
- Nie tym razem stary!
Czyżby bramka mu się znudziła? Shearer został sam na pozycji obrony, to nie może skończyć się dobrze! Do tego odważnego kroku zaprasza również skonsternowanego Blaze'a. 
- Zaufaj mi, biegnij! - krzyczy i teraz obaj biegną w stronę tego, co jest przy piłce.
Ten natomiast ma zamiar powtórzyć swój wyśmienity ruch. I gdy piłka ma zmieść tych dwóch z powierzchni ziemi, oni bez żadnego lęku kopią piłkę z impetem. Strzał ten jakby rozbłyskiwał milionami piorunów i bezpośrednio wędruje przez zawodników. Zbliża się bliżej bramki, Thomas zaczyna przeraźliwie krzyczeć. Na jego twarzy maluje się zdenerwowanie, może dlatego, że tego się po prostu nie spodziewał. Czuje jak słuchawki wibrują mu dźwięk alarmu, sygnalizującego to, że strzał jest awykonalny według statystyk. Sięga obiema rękami w stronę piłki, ale ma to fatalne skutki, ponieważ wraz z piłką wędrują do bramki. GOL DLA RAIMON! W KOŃCU! Remis i teraz walka staje się wyrównana. Czy Raimon wyjdzie z tego zwycięsko? Centrum treningowe nie poszło na marne! Przy piłce nie na długo są Cyborgi ponieważ, Tim przechwytuje zwinnie piłkę niczym orzeszek.
- Tim, dajesz! 
Niespodziewanie piłka wpada pod nogi tej tajemniczej dziewczyny. Ta szybko przebiega pomiędzy zawodnikami, a za nią biegnie Blaze jakby chciał ją powstrzymać. Jednak ta zacięcie biegnie przed siebie. Gdy już jest bliżej bramki, podskakuje a piłka wraz z nią. Wykonuje podwójne salto i obrót, który muska piłkę delikatnie. Na pewno nie było to lekkie, gdyż piłka leci niczym strumień PIORUNA, bramkarz jest bezbronny. Strzał trafia do STREFY STRZAŁU i przebija ją na mnóstwo kawałków. Mamy kolejny piękny strzał, BRAWO! Losy tego meczu zostały jednak odwrócone, a to oznacza, iż Raimon stał się zdecydowanie nieobliczalny.
- Żałośni jesteście.. - zasyczał Dark do trenera, patrząc na to co się właśnie zadziało. - Koniec umowy, już, teraz.
- Co? Nie, nie! - krzyczy zdewastowany trener.
Rzuca on ze wściekłością słuchawkami, przez co wywołuje ponowne poruszenie, gdyż chłopcy tracą łączność. Wszystko co wiedzieli wyparowało i stali się lekko zmartwieni. Szok, trener opuszcza boisko, gracze zostali sami. Pogodzili się oni z tym wszystkim, nie potrafią dalej gracz. Jednak bramkarz nie może uwierzyć. I kiedy Dragonfly i Blaze wyskakują z SMOCZYM TORNADEM, rozwścieczony biegnie w ich stronę wielce rozwścieczony. Jakby słowa Mark'a dotarły do niego, postanawia stawić czoła wyzwaniu. Tym razem sam, po mimo, że ślizga się po murawie... Broni to! Poruszenie kolejne wśród graczy, są wzruszeni postawą jego kapitana. Kapitan nakazuje im grać.
- Walczymy do końca ziomy!
Piłka w grze i zacięte ruchy drużyn, żadna z nich nie chce dać za wygraną. Walczą z natchnieniem i z pasją do tego sportu. Nie mają zamiaru odpuścić choć na chwilę. Podanie do Blaze'a.. i tak... szykuje się OGNISTE TORNADO. Ale co to? Neil podbiega do niego i krzyżuje mu plany! Obaj opadają na ziemię, w kłębach kurzu.

*Axel's POV*


W końcu odzyskaliśmy kontrolę nad tym wszystkim. Wiedziałem, że Mark jest szalony, ale że aż tak? Kiedy zawołał mnie do tej akcji, czułem trwogę. Niby moja twarz wydaje się nieustraszona, a w środku się trzęsę. Kopnęliśmy wspólnie tą piłkę i bum - BRAMKA. Jest remis, daje mi to choć odrobinę spokoju. Chcieliśmy zdobyć kolejną z Kevin'em, ale skurczybyki jeszcze się bronią. Jednak czułem, że coś maskuje moje plany gry. To Diana, która stoi na boisku w koszulce Max'a. Mam ochotę podejść i wyprowadzić ją z tego miejsca. Możecie mnie uznać za wariata, ale muszę ją chronić przed tą spontanicznością. Nie wiem dlaczego, nie zdaje sobie ona sprawy jak bardzo może sobie zaszkodzić. Gdybym jej nie znał, pomyślałbym, że jest głupia. A tak nie jest i ona doskonale o tym wie. I nim chciałem zrealizować to co miałem na myśli, piłka w grze. Timmy sprytnie to odebrał i nagle kolejna dystrakcja.
- Tim, dajesz! - krzyczy Evans, mrugając by podał jej piłkę.
Nie mam zamiaru patrzeć na to, stojąc jak kołek. Bez jakiegokolwiek zastanowienia biegnę za nią. 
- Diana, do cholery! 
Ona patrzy na mnie zdezorientowana, a ja przysuwam się do niej na tyle, by jej tą piłkę odebrać.
- Nie traktuj mnie jak dziecko, zostaw mnie! - warknęła i zaczęła szybciej biec w stronę bramki. 
Czułem, że zmęczenie daje się mi we znaki i już jej tak łatwo nie złapię. Zwolniłem kroku i patrzyłem na jej poczynania. Swoją drogą, uciekła mi sytuacja naszych tajemniczych ktosiów. Nie wiedzieli co się dzieje, ponieważ nie znali Diany tak jak my. Znaczy się ja. Dziewczyna poszybowała w powietrze jak anioł, a ja tylko złożyłem ręce bezradnie by nic się jej nie stało. Wykonała salto, nie chciałem patrzeć dalej, ale jak ten debil byłem nią zafascynowani, tak jak wszyscy zgromadzeni. Ponowne salto i obrót, musnęła piłkę i pomyślałem wtedy na sekundę, że coś jest nie tak. Jednak wielki piorun rozwiał moje wątpliwości, gol. Opadła na ziemię i widziałem jak lekko się chwieje. Spojrzała na mnie gorzko i potrąciła mnie ramieniem, wracając na swoją pozycję. Postanowiłem zakończyć to raz na zawsze, szybko miałem piłkę przy nogach. Nie zamierzałem jej marnować długo i wystrzeliłem swój popisowy strzał. A.. jednak ktoś mi przeszkodził. Poczułem ogromny ból, nie mogłem się przebić. Tyle pamiętam... potem już obudziłem się na ziemi. Otworzyłem oczy i zobaczyłem jej oczy. Potem przenieśli mnie na ławkę.
- Musisz z tym pojechać do szpitala. - jęknęła Silvia, która zaczęła pryskać moją nogę śmierdzącym sprayem.
Potrząsnąłem przecząco głową.
- Nie mam zamiaru opuścić ich. Chcę być do końca. - warknąłem, szukając wzrokiem Dan. 
- A no tak, opiekunka szuka swojego dziecka. - syknęła Nelly. - Ech, co ona miała w głowie...
Obróciłem się w jej stronę i miałem ochotę wypowiedzieć wielki monolog, lecz powiedziałem zaledwie jedno zdanie.
- Ta dziewczyna jest idealna, a jej głowa jest we właściwym miejscu i czasie.

*No One's POV*

Po tej akcji zawodnicy są zatrwożeni. Prawie wszyscy jakby się zatrzymali się, tylko nie on. Thomas Felt widząc to ruszył z piłką przy nodze, rzuca się do ataku. Mija zawodników Raimon'a i mknie nieustraszony w stronę bramki. Czy ktoś jest w stanie go zatrzymać? Mark zdaje się być gotowy na niego, zaciska na ten strzał pięści. I wtedy do akcji wkracza boska ręka. Końcowy gwizdek. To już koniec meczu! Wygrana Raimon'a! 

*Diana's POV*



Wygraliśmy?! Tak, wygraliśmy. To był piękny mecz, a jaki zacięty.
- Wszystko z tobą okej? - spytał mój brat, wyrywając mnie z tej pięknej chwili.
- Taak.. słabo mi, ale dam radę. - jęknęłam, czując, że wszystko mnie boli.
Spojrzał na mnie troskliwie i przytulił do siebie.
- Byłaś niesamowita... ale następnym razem nie przyprawiaj nas o zawał. - wyszeptał mi na ucho, po czym odszedł. 
Kątem oka zauważyłam, że idzie w stronę Mechatronika. Podaje Feltsowi rękę.
- Musimy to powtórzyć! - cały Mark, pełen energii na więcej takich wyzwań.
Poczułam, że ciemno robi mi się przed oczami. Niech to, moje ciało powiedziało mi dość. W sumie nie dziwię się, ta dawka adrenaliny choroba nie przetrawi tak gładko. Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Nathan'a, który uśmiechnął się do mnie. Poczułam się senna i powieki stały się ciężkie. Potem obudziłam się już w szpitalu, to miejsce mnie przyprawia o mdłości. Odkąd pamiętam byłam tu non stop i nigdy nie były to miłe wspomnienia. Zauważyłam, że na stoliku stoją kwiaty, spodziewałam się, że mogą być od Jude'a. Nagle do sali weszła pielęgniarka.
- Masz gościa. - i wtedy do sali przykuśtykał blondyn.
Szybko usiadłam i omijałam jego wzrok. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ponieważ byłam na niego wściekła. Jednak nie mógł mi umknąć jego stan, wyglądał trochę jak piesek z złamaną łapką. Przysiadł obok mnie.
- Spójrz na mnie. 
Nie miałam takiego nawet zamiaru. Wszyscy wokół traktują mnie jak porcelanową lalkę. Mają gdzieś to co ja czuję i chcę, no bo to przecież, dla 'mojego dobra'.
- Diana, cholera!
- Co. - wycedziłam przez zęby.
- Nie możesz...
- Zatrzymam cię tu. - dotknęłam jego torsu, by dać mu sygnał stopu. - Wiem co mogę. Nie strugaj dobrego wuja Axel.
- Słucham? - przerwał mi, łapiąc się za głowę. - Wiesz? Wchodzisz na boisko i zmuszasz się do wysiłku fizycznego, a potem mdlejesz...
- Tylko tyle pamiętasz?- urwałam, czułam jak mój głos się łamie. - A to, że zdobyłam gola? Dla naszej drużyny.. chciałam być potrzebna.
Zamknął oczy.
- Diana. Nie zaczynaj... ta gadka, że nie jesteś potrzebna jest słaba. A ty taka nie jesteś. - wziął moją rękę, którą od razu próbowałam odebrać. 
- Axel.. ona ze mnie kpi za każdym krokiem. Dzisiaj chciałam jej pokazać, że nie jestem słodkim dodatkiem....
Ucałował moją dłoń, a ja się kompletnie popłakałam.
- Choroba nie wybiera Dan... to wiesz. Ale wiedz, że dla nas nie będziesz dodatkiem, jesteś jedną z nas. I jeśli ktoś będzie chciał to kwestionować, to pokaże mu gdzie jest jego miejsce. 



hej, hej! :)
witam was w kolejny rozdziale!
uważam, że jest trochę krótki, ale niestety tylko tyle mnie stać.
następny będzie dłuższy. xDD
ale czo to się dzieje, Dan na boisku?
będzie się działo.
ogólnie rzecz biorąc, postanowiłam założyć grupę na fb.
tutaj będą informacje o rozdziałach i ogólnie.
wchodźcie też na ask'a.
trzymajcie się, czeeeść! :3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz