czwartek, 20 sierpnia 2015



Rozdział:10



Pamiętam to jak dziś, na dworze padało, a my biegliśmy po amerykańskich ulicach, w poszukiwaniu tatuażysty. Jakie było moje zdziwienie, gdy zauważyłem jaj nadgarstek, a na nim mała, czarna literka A.
- Axel, jesteś lekiem na całe zło. - uśmiechnąłem się sam do siebie.
Ja też postanowiłem zrobić sobie tatuaż. Z dużym D, gdyż bez niej nie byłbym tutaj gdzie jestem, nie wróciłbym do sportu i znalazł sensu swojego życia. Na samo to wspomnienie, poczułem takie niesamowite ciepło w serduszku. Na reszcie miałem dla kogo żyć. 
- Do zobaczenia. - odrzekła, całując mój policzek i przeszła przez furtkę. "


* Mark's  POV *




Dzisiaj wielkie igrzyska, czytaj kolejny mecz. Tym razem będzie trudniej, oczywiście, zdaję sobie sprawę, że za każdym razem poprzeczka będzie podwyższana. Czasami wydaje mi się, że to wszystko się dzieje zdecydowanie za szybko. Tak szybko, że nasze idealne relacje mama-syn już praktycznie nie istnieją. Panuje między nami cisza, ponieważ jedno jak i drugi uważa swoją rację za najbardziej słuszną. Ojciec i Diana starają się być neutralni, jednak w środku na pewno ich to drażni. Cholera, jesteśmy w końcu rodziną, prawda? Zwlokłem się powoli ze schodów, z nadzieją, że dzisiaj się z nią nie spotkam. Jednak moje szczęście mnie chyba opuściło, gdyż moja matka jak zwykle krzątała się wokół śniadania. Gdy tylko wkroczyłem do pomieszczenia, spojrzała na mnie wymownie. Dobrze wiem, że oczekuje, że ja porzucę topór wojenny i na kolanach będę błagał o wybaczenie. Nie w tej kwestii, mamo, nie w tej kwestii. Usiedliśmy razem przy stole.

- Mark, a więc dzisiaj kolejne spotkanie? - zagaił ojciec, przełamując niezręczną ciszę.
Spojrzała na niego jak z pod byka.
- Tak, dzisiaj nasze być albo nie być. - sapnąłem, grzebiąc w misce z mlekiem, w poszukiwaniu płatków.
Nagle Diana palnęła z całej siły w stół.
- Dobra, minął tydzień waszej głuchej ciszy. - spojrzała na zdziwionego ojca. - Wytrzymaliśmy tyle czasu, teraz już dość.
- Nie kieruj te słowa do mnie kochanie. - odrzekła chłodno, wskazując mnie widelcem. - Mów do swojego brata.
- Do prawdy? - syknąłem, obracając się w stronę mojej siostry. - Wiesz, pragnę zauważyć, że gdyby nie twa rodzicielka to nie było by takiej właśnie atmosfery!
Teraz ojciec, człowiek spokojny, trzasnął w stół tak, że aż sól spadła.
- Zapędzasz się młody człowieku. - odparł ostrzegawczo.
- Wiecie co.. odechciało mi się jeść. - sapnęła Diana, zabierając torbę, skierowała się do wyjścia.
- Tego potrzebowałem przed pracą. - mama złapała go za rękę. - Lily, zostaw.
Również tak jak Diana, wziął marynarkę i torbę, poprawił okulary na nosie i wyszedł.
- Mark..
- Nie mamo, nie chcę o tym rozmawiać. Chyba nigdy nie będziemy mogli o tym normalnie porozmawiać. 
Nadal rozmyślam nad tym jadąc autobusem, na mecz życia. Przysiadł się do mnie Nate.
- Mama?
Pokiwałem głową.
- Zadymka, że fiu fiu. - podsumowałem.
- Okej... teraz odsuń na bok kapitanie...
- Nathan.. - urwałem niepewny tego, czy spełnię jego prośbę.
- Teraz najbardziej nam potrzeba stresu, tak?
Miał rację, jesteśmy w takim punkcie beznadziejności, że stres mógłby go tylko pogłębić. Po mimo tego, że nie mamy żadnego nowego strzału, przeciwnik wie o nas wszystko, to nadal jest dobrej myśli. Niech cię to, Evans. Od zawsze jestem taki pozytywny, chociażby cała populacja ludzka wymarła, to ty byś pewnie zapewniał wokoło, że wszystko będzie cacy stuk-stuk. Właśnie wychodziłem z szatni, gdy nagle zobaczyłem Thomas'a. Kiedy przechodził koło mnie, usłyszałem ciche:
- Aż mi was, żal.
Zacisnąłem pięści, chciałem mu już coś powiedzieć, ale uznałem, że to zlekceważę. Wystarczy mi ta negatywna energia z mojego domu, więcej mi nie potrzeba. Pokażę im co to prawdziwa piłka, a wtedy... zobaczymy komu będzie kogo żal.

* Diana's POV *




Kurde. Przez to, że obraziłam waszmość Nelly, dyrektor mnie dzisiaj wzywał. Weszłam do środka i przywitała mnie już swoim uśmiechem. Myślisz, że wygrałaś co? Usiadłam na krześle i czekałam na werdykt.
- Diano... dobiegły mnie słuchy.. - spojrzałam wtedy w jej stronę, a ja już wiedziałam, że mnie podkablowała. - Że znieważasz pannę Raimon.
- Dobrze pan słyszał. 
- Słucham? - sapnął zdziwiony dyrektor, jakby się spodziewał, że zaprzeczę. - Wiesz co to oznacza...
- Wywala mnie pan ze szkoły? - poprawiłam się na krześle, które nagle zaczęło mnie uwierać.
- Nie. - odparł, splatając dłonie. - Będziesz musiała przeprosić.
- A najlepiej teraz. - dodała Nelly, patrząc na mnie znacząco
 Muszę ją przeprosić? Za co? Za to, że nie umie przyjąć szczerości na klatę? Co za niesprawiedliwość, ale czego się spodziewałam?
Podałam jej niechlujnie rękę.
- Czy mogę już iść? Występ na mnie czeka. - dyrektor wskazał mi ręką wyjścia, a ja trzasnęłam drzwiami.
Usłyszałem szepty jej lasek.
- Jesteś pewna?
- Tak... to ona. - jedna wskazała na mnie.
- Jak Nelly może się podobać taki neandertalczyk?
- Przyznaj, że te brązowe loki są... nieco urocze. - zaczęły się wszystkie chichrać.
I w tym momencie, zdałam sobie sprawę, że panna Raimon zakochała się w moim braciszku. Skąd to wnioskuję? Widzę jak się na niego patrzy, a teraz jej psiapsiółki opisywały jej zadłużenie w "neandertalczyku" o brązowych, uroczych lokach. Próbowałam się pozbyć tej myśli. Na prawdę ostatnie co chcę myśleć przed meczem, podczas mojego wystąpienia jest zauroczenie Nelly. Wbiegłam szybko po schodach i stanęłam przed ogromną szafą. Wreszcie wybrałam odpowiedni zestaw ubrań, a następnie umalowałam się i związałam włosy w kucyka, które opadał mi na tyłek. 
Do pokoju wbiegł Nathan, a zaraz za nim Max. Przez chwilę się na mnie wpatrywali.
- Mam coś na twarzy. - spytałam, machając ręką przed ich oczami.
- Nie no, coś ty.... - podrapał się po głowie Max.  - wyglądasz pięknie. 
- Wyglądasz bombowo, maleńka. - wyrwał się Nate, przytulając mnie.
- Wiesz, że to zabrzmiało jak te teksty tych sprośnych flirciarzy? - zaczęliśmy się śmiać.
- Chłopaki.. czy ja wiem. - zaczęłam poprawiać włosy. - Przecież taka pusta, nudna i pragnącą atencji... ja mam to zrobić?
- Proszę cie... to steki bzdur. - sapnął Nate, łapiąc mnie za ramię. - Jesteś naszym unikatem, Evans.
- Ty stresuje się. - jęknął Max, zagryzając pięść.
- To proste. Po prostu udawaj jakby tego tłumu nie było. - do naszych uszu dochodziło mnóstwo krzyków ze stadionu. - Jakbyś był sam samiutki.
- Stary, nie pomagasz! 
- Hej! - krzyknęłam. - To już za chwilę...Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie. 
- Masz nasze wsparcie. - pokiwali wspólnie głowami.
Powoli skierowaliśmy się w stronę stadionu. Usłyszeliśmy głośne krzyki i oklaski. Chwyciłam mikrofon i zaczęłam śpiewać. Strasznie się bałam, że układ nie wyjdzie. Ale było o dziwo dobrze. W tłumie zauważyłam Sharpa. Gdy tylko na niego spojrzałam, zaśpiewałam mu te słowa.
- I'll show you what it feels like, now I'm on the outside.
Niech wie co o nim myślę. Zeszłam z boiska, Panna Raimon spojrzała na mnie z pod byka. Zignorowałam to. 

* No One's POV *


Wszyscy zawodnicy byli ustawieni na boisku, czas zacząć ten spektakl! Rozbrzmiał gwizdek sędziego. Raimon jest przy piłce, błyskawicznie przechodzi on do ataku, ale co to? Zawodnicy stoją nieruchomo i nie robią sobie nic z tego. Axel i Kevin z łatwością ominęli obrońców. Stosują SMOCZE TORNADO, jednak na Fel'cie nie robi to żadnego wrażenia.

- Formacja BETA 3! - krzyknął bramkarz mechatroników, podając piłkę do Turnera.
Jednak Nathan z łatwością odzyskuje, straconą przed sekundą,piłkę. Podaje do Sama, jednak rudowłosy nie posiada jej na długo, ponieważ piłkę obiera mu, Bart. Rywale odgadują każdy ruch Raimon'a. Przy piłce znajduje się zawodnik z numerem 13, niespodziewanie podaje do innego chłopaka. Jednak to nie było podanie... Piłka zostaje skierowana na bramkę, jednak Mark jest czujny niczym pies, broni to. Evans już chciał podać piłkę, miał bardzo mało opcji. Dlaczego? Każdy zawodnik jego zespołu jest szczelnie kryty.  Po dłużej chwili decyduję się i piłka trafia do Timmy'ego.  Kolejno do bramki przeciwnika leci OGNISTE TORNADO, SMOCZE TORNADO i ZRZUT INAZUMY. Jednak wszystkie strzały zostały obronione, niesamowite! Bramkarz Felt jako pierwszy obronił strzały, i to z jaką łatwością. Zastanawia mnie tylko jedno, gdzie w tym wszystkim Ray Dark maczał palce? Myślę, że czujnym okiem nadzoruje to spotkanie. Może też wydaje rozkazy i potrzebne instrukcje trenerowi. Tego nie wiemy. Ale jak się dowiem to osobiście poślę, tego gnoja do więzienia. To jest czysty sabotaż meczem, co jest w tej Strefie niedozwolone!
Akcja zagęszcza się przy bramce Raimon'a. Turner udaje, że celuje do bramki, a tak na prawdę podaje do Alexa, który główkuje. Piłka swobodnie trafia do bramki, mamy gol. Jest 1:0. Przez resztę pierwszej połowy przeciwnicy grali na czas, jaki będzie ich następny ruch?

* Mark's POV *


Jest jeden zero. Nie obroniłem, spaprałem. Do stu tysięcy pierników! Jest źle, mają prowadzenie. Udaliśmy się do szatni, by przemyśleć dalsze kroki. Oczywiście nie obyło się bez konfrontacji z tymi podejrzanymi typkami
- Dlaczego, nie strzelacie kolejnych bramek? Przecież oto chodzi w tym sporcie. - wyrwał się Blaze.
- Wykonuję rozkazy trenera. Czy strzelimy jedną czy z dziesięć takich bramek, to nie ma znaczenia, i tak wygramy. - podchodząc do niego bliżej.
- Daj spokój. - zatrzymałem blondyna ręką. - Nie możecie grać pod czyjeś dyktando...
- Posłuchaj, wiemy o was kompletnie wszystko. Przegracie tan mecz. 
- Co to za przyjemność z gry kiedy wszystko już wiecie? Dopóki piłka jest w grze, każda drużyna ma wyrównane szansę. - odparłem zbulwersowany jego wypowiedzią.
- Nie rozumiem, przyjemność z gry?
- To jest wtedy gdy grasz w piłkę, a twoje ciało drży. Gdy strzelasz, a piłka delikatnie muska siatkę bramkową. I wreszcie wtedy gdy gra się z drużyną do końca, fair i bez jakichkolwiek przekrętów.
Spojrzeli po sobie.
- Mark.. to nie ma sensu. - odezwała się Diana, łapiąc mnie za ramię. - Póki jest czas, to chodźmy, musimy się naradzić.

* No One's POV *


- Co teraz kapitanie? 
Ciągle to jedno i to samo pytanie brzmiało w szatni chłopców. Mark chodził w te i we te, a na twarzy panowało u niego zamyślenie, Axel kopał co popadnie, a reszta drużyny obserwowała poczynania tej dwójki.
- To na nic. - odparł Axel. - Próbowaliśmy wszystkiego.
- Nie prawda.. - urwał, a wtedy zdał sobie sprawę, że jeszcze nic nie jest do stracenia. 
- Co masz na myśli?
- Zagramy według naszych  zasad. - mruknął, obcierając twarz ręcznikiem.
- A sędziowie? - wtrąciła się Nelly. - Mogą was wyrzucić.
Spojrzeli sobie głęboko w oczy.
- Ufam ci, Evans. - podali sobie dłonie. 
Czas na przerwę dobiegł końca. Drużyny ponowie wybiegły na boisko z nowymi pokładami energi, czas na drugą połowę! Tymczasem u trenera mechatronika, Henry'ego panowała napięta atmosfera.  
- Na co czekasz? - odrzekł lekko zachrypłym głosem Dark. - Masz ich zniszczyć!
- Ale mam im zrobić krzywdę? - jęknął pan Henry. - To dzieci..
- Czy ja nie mówię po polsku? Albo to zrobisz, albo będziesz miał kłopoty. - trzasnął w biurko. - Decyzję, zostawiam Tobie. 
Trener rozkazał swoim piłkarzom, to co Dark mu powiedział.
- Ale trenerze.. to przeczy regułą gry. - odrzekł Thomas.
- Rób to co do Ciebie mówię!
Podczas tej pogawędki, dzieją się rzeczy niebywałe. Mark wybiega na sam środek boiska, zostawiając Bobby'emu pustą bramkę i przechwytuje piłkę.
- Mark, cholera wracaj! - krzyknął skonsternowany Bobby.
Mknie prosto do bramki, oddaje bardzo mocny strzał. Felt ma wypisane zdziwienie na twarzy. Bramkarz Raimona jest coraz bliżej, a on nie wie co robić. Piłka wędruje w jego stronę. 
- Co tutaj się dzieje? - krzyczy zdezorientowany, ale ostatecznie łapie piłkę. 
- Niech to... spontaniczności nigdy za wiele - i chłopak wrócił na bramkę.
Thomas trzyma piłkę w rękach i stoi nieruchomo. Chyba coś do niego dotarło, jednak nie daje tego po sobie poznać.
- Formacja ataku SIGMA 1! 
Czyżby postanowi grać po swojemu?  Jeff, jest przy piłce. Jack niespodziewanie spada na piłkę, przez co kieruję ją do Max'a. Chłopak w czapce wykorzystuje okazję i gładko przejmuje piłkę. 
Niespodziewanie Turner dzięki wślizgowi, zabiera mu piłkę. Max leży na murawie i zwija się z bólu. Jest kontuzjowany... co teraz? Ratownicy wynoszą go, a na boisku panuje cisza. Nagle na boisko wkracza... Diana, w koszulce Carson'a. Co to ma znaczyć? Wszyscy są tym wszystkim zaskoczeni... Jak zakończy się ten mecz? 


hej, hej! :)
witam was w kolejny rozdziale!
uważam, że jest trochę krótki, ale niestety tylko tyle mnie stać.
następny będzie dłuższy. xDD
ale czo to się dzieje, Dan na boisku?
będzie się działo.
ogólnie rzecz biorąc, postanowiłam założyć grupę na fb.
tutaj będą informacje o rozdziałach i ogólnie.
wchodźcie też na ask'a.
trzymajcie się, czeeeść! :3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz