Rozdział:13
" W drodze wykręciłam numer do Axel'a.
- Idę się z nim spotkać.
- A może tak cześć? Powtórz, bo nie zrozumiałem.
- Chcę to zakończyć.
- A może tak cześć? Powtórz, bo nie zrozumiałem.
- Chcę to zakończyć.
- Zwariowałaś?
- Rozumiem, że się troszczysz, ale klamka zapadła...
- Diana, stój!
- Axel.. Ja chcę zamknąć ten rozdział, raz na zawsze.
- Diana, stój!
- Axel.. Ja chcę zamknąć ten rozdział, raz na zawsze.
W słuchawce usłyszałam ciężkie westchnięcie.
- Tylko później tego nie żałuj."* Diana's POV *
♫
Po kilku minutach byłam na miejscu. Sama nie byłam do końca teraz przekonana, czy jestem gotowa. Działałam w pośpiechu i pod wpływem emocji. No to masz, co chciałaś. Usiadłam na ławce pod wielkim dębem. Spojrzałam na zegarek, wskazywał na godzinę siedemnastą. Pozostało kilka minut na to by wypić leki, chwyciła po pudełko i wodę. Gdy już wykonałam tą czynność, usłyszałam kroki.
Punktualny jak zawsze. - pomyślałam, odwracając się w jego stronę. Chłopak stanął na przeciwko mnie, bacznie obserwując każdy mój ruch.
- Diana... kopę lat. - urwał, łapiąc się za głowę.
- Tak, spędzonych w świętym spokoju.
Brunet po chwili usiadł koło mnie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spojrzał na mnie jak na wariatkę. - Wiesz o czym mówię...
- Dan, posłuchaj. - złapał mnie mocno za ręce. - To nie była moja decyzja... ja zawsze cię kochałem... i nadal kocham.
- Nie mów tak do mnie... to na mnie nie działa!
- Kochanie... - szepnął łapiąc mnie za nadgarstek. - Gdybym tego nie zrobił...
- To co? Twoja kariera piłkarza poszła na straty? Straciłbyś względu ojca i trenera? Ale w końcu straciłbyś uwielbienie dziewczyn? - zaczęłam się nerwowo śmiać. - Chcesz mi powiedzieć, że właśnie w tamtej chwili... kariera była ważniejsza ode mnie?!
- Uspokój się, cholera. - warknął.
Pan Sharp nie był taki idealny jak się mogło wydawać. To dwie strony medalu. Nieraz potrafił być kochany, czuły i troskliwy, wtedy żyło się z nim niczym w bajce, niestety zmieniał się gdy tylko coś nie szło po jego myśli, zaczął się po prostu wyładowywać się na mnie. Nieraz moje nadgarstki były pełne siniaków i nie tylko te części ciała. Ale ja głupia i tak go kochałam. W duchu myślałam, że może się zmieni. W końcu tyle razy mi to obiecywał, płakał i całował moje rany. Ale wszyło, że sprzedawał mi gówno-prawdę.
Jude przez chwilę skanował moją rękę.
- Kto to jest A? - wyrwałam nadgarstek z jego mocnego uścisku.
- To cię powinno najmniej obchodzić. - zignorowałam jego pytanie.
- To Blaze prawda? - zacisnął wargi. - Wow, szybko się pocieszyłaś.
- Pocieszyłam? Człowieku jesteś śmieszny... zamieniłeś moje całe życie w piekło, do tej pory czuję mrowienie w tych miejscach. - sapnęłam, pokazując mu jego odznaki. - Tak, Jude.. te cięcia czuje najbardziej.. dzięki niemu, zaznałam spokoju..
- Gadanie, przecież było nam tak dobrze...
- Tak.. - urwałam, zaciskając pięści. - Omamiłeś mnie na samym początku, ale teraz nie muszę się bać.
- Diana, ja na prawdę...
- Prawda brzmi tak obco w twoich ustach. Wiesz ile jest warta ta twoja prawda? - splunęłam na trawę. - O właśnie tyle.
Złapał mnie za rękę.
- To jego sprawka... - przekrzywił mi nadgarstek, tak bym widziała swój tatuaż. - Gdyby nie on, uwierzyłabyś mi.
Pokręciłam na niego twarzą.
- Nie Jude... on mi otworzył oczy, na to co się dzieje. Pokazał mi, że można żyć bez bólu..
- ...beze mnie, to masz na myśli?
Odległość od naszych twarzy stopniowo się zmniejszała.
- Potrafisz? - szepnął, lekko muskając moje usta.
To było takie spontaniczne, że nie wiedząc w sumie, czemu oddałam pocałunek. W porę się jednak opamiętałam. Oderwałam się od niego i wymierzałam mu siarczysty policzek. Wstałam z ławki.
- Nie dzwoń, nie pisz. Zrozum, że to koniec... - odrzekłam, oddalając się z tego miejsca.
- Wiesz, że nie odpuszczę? Diana, wracaj tu! - usłyszałam z daleka, ale miałam już to daleko gdzieś.
Gorące łzy spływały po moich policzkach. Powinnam posłuchać Blaze'a. Nie jestem w stanie nawet mu wyznaczyć granicę, bo nadal po tylu latach i zapewnieniach, ulegam mu. To jest cholernie skomplikowane. Udałam się w nieznanym mi kierunku. Nie patrzyłam pod nogi i niestety na kogoś wpadłam. Był to Axel.
- Jestem głupia. - jęknęłam, przytulając się do jego torsu.
On nic nie mówił. Staliśmy w ciszy. Tego mi było trzeba.
- Gdzie on jest? - spytał patrząc w moje oczy.
- Co chcesz zrobić?
- Nie pozwolę, aby temu chujowi to uszło na sucho.
- Axel nie! - krzyknęłam, ale on nawet się nie odwrócił.
Teraz na pewno nie wrócę do domu.
* Axel's POV *
♫
- Axel.. Ja chcę zamknąć ten rozdział, raz na zawsze.
W mojej głowie wciąż szumiały jej słowa. Tak bardzo chciałbym dla niej jak najlepiej, ochronić od tego zła, które ją ściga na tej drodze do szczęścia. Leżałem tak na łóżku, gdyż w tej sytuacji mogłem zrobić. Chciałem to zrobić po swojemu, ale mnie uprzedziła. I niestety, myślę, że sobie nie poradzi z tym psychicznie lub fizycznie. Nie mogę tak, postanowiłem zadziałać, póki jest jeszcze czas. Ten koleś jest nieobliczalny, co jeśli w tej chwili wali ją po głowie albo próbuje ją omamić? Wziąłem bluzę i postanowiłem się przejść. Jebać to, że mam zwichniętą nogę. Zawsze warto wyjść o kulach na miasto, c'nie? Zakochałem się, przyznaj to w końcu. Tak, zatonęły wszelkie moje argumenty przeciw, a ja z nimi. Straciłem dla niej głowę już w pierwszym momencie, ale nie chciałem tego po sobie poznać. Teraz gdy jest tutaj, widzę ją codziennie, powoli się wykruszam. Nie umiem już tego powstrzymać. Myślę o niej codziennie. Chciałem udać się do jakiegoś baru, z rozmyślań wyrwał mnie ktoś, kto na mnie wpadł. To była ona. Jej oczy były czerwone od płaczu, na policzkach znajdowały się smugi po tuszu. Nie mogłem tego tak zostawić.
- Jestem głupia. - jęknęła, przytulając się do jego torsu.
Tak bardzo chciałbym powiedzieć słynne "A nie mówiłem?", ale komu się to teraz przyda. Nie chciałem tego, nie chciałem tej smutnej twarzy, łez toczących się po tej pięknej twarzy.
- Gdzie on jest? - spytałem patrząc w moje oczy.
- Co chcesz zrobić?
- Nie pozwolę, aby temu chujowi to uszło na sucho.
- Axel nie! - krzyknęła.
Teraz na pewno nie wrócę do domu. Poszedłem go szukać, nie odpuszczę, nie po tym co zauważyłem. Nie mogę pozwolić na taki stan rzeczy, Diana powinna być traktowana jak księżniczka. Tyle razy dostała po dupie, tyle razy przez niego. To dla niej wielka trauma z której, obawiam się, że nie wyjdzie. Już nigdy, prze nigdy nie spowoduje u niej łez. Dokuśtykałem się do wieży Inazumy. Moim oczom ukazał się Pan Sharp.
- Co jej zrobiłeś? - wycedziłem przez zęby powoli do niego podchodząc.
- Nie wtykaj nosy w nie swoje sprawy Blaze.
Precyzyjnie wycelowałem w jego szczękę. Nie oszczędzałem sił.
- Tylko na tyle cię stać? - spytał sarkastycznie, ocierając krew z kącika ust.
- Powinienem cię zabić, w tym momencie..
Czy on mnie prowokuje. Kolejny cios miałem skierować w jego brzuch, ale wtedy ktoś złapał mnie za łokieć. To był Diana. Gdy tylko na nią spojrzałem, poczułem kurewsko mocny ból w nodze.
Ten skurwiel tylko na to czekał.
- Chodzi lisek koło drogi... nie ma ręki, ani nogi.. - zanucił i już miałem ochotę mu przywalić, po mimo obecności Diany, ale mój umysł był silniejszy od mojej ręki.
Pozwolę mu teraz uciec, ale rozegram to inaczej kiedy będę w dobrej formie.
- Jesteś niemożliwy. - podniosła mnie z ziemi.
- Nie odpuszczę mu..
- Dlatego nie chciałam ci mówić. - wskazała na mój stan. - Zabiłbyś go, cholera.
- I co z tego? Nie pozwolę na to, aby ktoś tak ważny dla mnie jak ty, płakał przez tego idiotę.
Przez całą drogę była cisza. Zjebałem, podświadomie wiedziałem to. Weszliśmy po cichu do jej pokoju. Tam sprawdziła czy z moja nogą jest wszystko okej. Później założyła mi nowy bandaż. Po czym usiadła na łóżku i jakby nigdy nic mnie ignorowała. Jest zła i to cholernie.
- Masz zamiar się do mnie odezwać? - chrząknąłem, patrząc jej w stronę.
- Zachowałeś się jak gówniarz.
- Diana ile razy mam ci powtarzać, że nie mogę na to patrzeć jak cierpisz przez niego. Rani cię za każdym razem.
- A chcesz trafić do pierdla? Do cholery, jutro masz mecz! - rzuciła we mnie poduszką. - Nie pomyślałeś choć trochę, że przez taką dziecinną bójkę, nie zagrałbyś dalej w Turnieju?
- Nie liczy się dla mnie kariera, liczysz się tylko ty! - krzyknąłem patrząc jej prosto w oczy.
Za długo tłamsiłem to w sobie. Głupie serce zawsze musi wyjść na pierwszy plan. Na twarzy dziewczyny pojawiły się rumieńce.
- Co powiedziałeś?
Z ledwą biedą podniosłem się na równe nogi. Wtem brunetka oderwała wzrok od podłogi.
- Zostajesz. - odrzekła, pokazując palcem na miejsce na którym, wcześniej siedziałem.
Zgodnie z jej prośbą wróciłem na swoje miejsce. Spojrzałem na zegarek, było grubo po 23. Tymczasem Dan rozkładała koc i poduszkę na podłodze.
- Śpisz na łóżku, ja na podłodze.
- Nie zgadzam się. - stając nad nią, a jako, że byłem od niej wyższy, czułem się na wygranej pozycji.
- Ja będę spał na podłodze. - odrzekłem, krzyżując ręce ma piesi.
- Nie ma mowy.
- Pójdźmy na kompromis. Oboje będziemy spać na łóżku.
Wytrzeszczyła oczy.
- Nie ma mowy...
- Spokojnie, nie zgwałcę cię. - pokazałem jej puste ręce, jakby prosiła o pokazanie zawartości moich kieszeni. - Będę mieć rączki przy sobie.
- Mam nadzieję. - odrzekła, kierując się do łazienki.
Moje serce przejęło pełną kontrolę nade mną. Moja akcja serce stopniowo wzrosła, a moja klatka piersiowa szybko podnosi się i opada. Axel, spokojnie. - szepnąłem do siebie.
* Diana's POV *
Mam dość tego całego dnia. To całe spotkanie było tylko kolejną raną w moim sercu. Znów próbował sztuczek na mnie, już tak mało brakowało, abym go wpuściła z powrotem. Dobrze, że mam takiego Axel'a. Był ze mną od początku, na dobre i na złe, zupełnie jakbyśmy byli starym małżeństwem. Czuję się przy nim tak bezpiecznie. HOLA HOLA EVANS, CZY TY SIĘ... Nie, nie to niemożliwe. Nierealne. Axel i ja? Nigdy o tym nie myślałam. Ciągle walczę z moim sercem i odpycham uczucia. Staram się racjonalnie myśleć. Jestem pewna, że ma kogoś na oku. Na pewno tym kimś nie jestem ja. Leżałam na łóżku, czytając " Papierowe Miasta", gdy nagle usłyszałam, że drzwi od łazienki się otwierają. Moim oczom ukazał Axel bez koszulki. Zatkało mnie. Wpatrywałam się w niego jak w obrazek, a zwłaszcza w jego wyrzeźbiony brzuch.
- To co, idziemy spać? - z hipnozy wyrwał mnie głos blondyn.
Pokiwałam twierdząco głową.
Ułożyliśmy się po obu stronach łóżka. Wyglądało to dosyć śmiesznie. Jakbyśmy odbyli wielką walkę i niczym rodzina Bundych poszła pokółceni do małżeńskiego łoża.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
***
" Przechadzam się po polanie. Słońce razi moje oczy. Na horyzoncie widzę jakąś postać. Biegnę do niej. Nagle natrafiam na wielki mur. Nie mogę przejść dalej. Zauważam, że w murze jest mała dziurka. Spoglądam przez nią. Tajemnicza postać obraca się... to Axel. Zaczynam krzyczeć, lecz on mnie nie słyszy. Wtem ktoś łapie za moje nogi, to Jude. Po moich policzkach spływają gorące łzy, czuję jak trawa napełnia moją twarz, czuję się taka brudna. Chłopak poniewiera mną o kamienie, ziemię, pokrzywy, prawie tracę oddech. Sharp nagle zaczyna bezczelnie się śmiać.
- Będziesz tylko moja... "
To był tylko sen. Poczułam czyjąś rękę oplatającą moją talię. To był Axel. Wskazówki zegary wskazywały godzinę 6:30. Zorientowałam się, że mecz rozpoczyna się o 8. Ten widok był na prawdę uroczy, po mimo, że ślinił jedną z moich poduszek. Zauważyłam, że chłopak mruczał coś pod nosem i coraz mocniej przyciskał mnie do swojego torsu.
- Nii gdzie ninini eee iiidziesz... Mmmmoja kkkkksięznniiczko.....
Ooo Mmmmmark, cooo ttty tu rroobisz. Nnnie ninie wiewiem, gdzdzie są twotwoje tamtamtampony. Ddddlaczego ttty kuuuurrwaa maaać, użużywasz tamtamponów..
Próbowałam powstrzymać się od śmiechu. Podniosłam lekko jego rękę z mojej talii. Weszłam do łazienki, tam wzięłam zimny prysznic, ogarnęłam moje włosy, pomalowałam się. Ubrałam się i po cichu zeszłam na dół aby upichcić coś na śniadanie.
* Axel's POV *
Usłyszałem pisk mojego budzika. Otworzyłem powoli powieki. Ręką sięgnąłem po telefon, aby wyłączyć alarm. Miałem pojebany sen. Śniło mi się, że poszedłem na randkę z Dianą. Przez całą drogę się przytulaliśmy. I wtedy przed restauracją pojawił Mark. Spytał prosto z mostu, czy nie widziałem jego tamponów. I tutaj nadchodzi jeszcze dziwniejsza rzecz, za moimi plecami stanął wielki tampon, zacząłem uciekać.
- Ja pierdole. - westchnąłem, zaczesując włosy do tyłu.
Wszedłem do łazienki, tam postawiłem włosy na żel i w miarę się ogarnąłem. Pościeliłem łóżko. Drzwi od jej pokoju były już uchylone, poczułem zapach syropu klonowego. Migiem zszedłem na dół.
- Czeeeeść. - powiedziałem, przeciągając się.
Usiadłem przy stole. Po chwili miałem podaną jak na życzenie kawę. Uśmiechnąłem się w stronę brunetki.
- Nie uwierzysz, co mi się śniło..
- Uwierz mi, wiem. Tak w ogóle to.. - zaczęła się głośno śmiać. - dlaczego tampony?
Ach, no tak. Przecież mówię przez sen. Zakrztusiłem się kawą.
- Co najgorsze.. - urwałem, kaszląc. - To twój brat o nie pytał.
Postanowiłem się trochę powygłupiać, tak jak za starych, dobrych czasów, kiedy mieszkaliśmy razem. Zacząłem się skradać w jej stronę, w czasie gdy była ode mnie odwrócona, wziąłem do ręki miskę z mąką i z impetem rzuciłem w jej twarz.
Ach, no tak. Przecież mówię przez sen. Zakrztusiłem się kawą.
- Co najgorsze.. - urwałem, kaszląc. - To twój brat o nie pytał.
Postanowiłem się trochę powygłupiać, tak jak za starych, dobrych czasów, kiedy mieszkaliśmy razem. Zacząłem się skradać w jej stronę, w czasie gdy była ode mnie odwrócona, wziąłem do ręki miskę z mąką i z impetem rzuciłem w jej twarz.
- Idiota! - krzyknęła, również wymierzając we mnie mąką.
Przez 15 minut rzucaliśmy się mąką.
- O w dupę. Trzeba tu posprzątać! - sapnęła, biorąc miotłę.
- Pomogę Ci. - odparłem szybko i nagle nasze ręce się spotkały.
W godzinę ogarnęliśmy całą kuchnię. Zjedliśmy i zamówiliśmy taksówkę na 7:30. W między czasie musieliśmy się wytrzepać z tej naszej "mąko-bitwy". Gdy zbliżała się 7:15, Diana nadal znajdowała się w łazience. Kobiety...
W godzinę ogarnęliśmy całą kuchnię. Zjedliśmy i zamówiliśmy taksówkę na 7:30. W między czasie musieliśmy się wytrzepać z tej naszej "mąko-bitwy". Gdy zbliżała się 7:15, Diana nadal znajdowała się w łazience. Kobiety...
- Evans, ileż można? - sapnąłem załamany, pukając w drzwi.
- To nie moja wina, że sypnąłeś mi mąką prosto w oczy! - jęknęła.
- Nie powiem kto wrzucił mąkę do moich gaci! - sapnąłem, nadal pozbywając się mąki z mojej bielizny.
Oboje zaczęliśmy się głośno śmiać. Po 5 minutach wyszła z toalety.
Usłyszałem klakson taksówki.
hej,hej!
witam was w kolejnym rozdziale.
poleciały iskry!
gołąbeczki moje :3
przepraszam, że dodaję to o tak późnej porze, ale byłam troooszeczkę zdezorientowana!
tak więc wpadajcie na moją grupę.
do zobaczenia! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz