sobota, 2 stycznia 2016



Rozdział:25



" - Mam zamiłowanie do perkusji. - co było zgodne z prawdą. - Może dlatego, że moim ulubionym perkusistą jest Phil Rudd z ACDC.
- O nie. - jęknęła Nelly, zasłaniając twarz.
- Ooo... - pokiwał na to głową ojciec Nelly. - widzę, że mamy podobne gusta! 
- Wygląda na to, że jesteśmy na siebie skazani. - uśmiechnąłem się ciepło.
- Ale pamiętaj, jeśli moja córka przyjdzie z płaczem... - zacisnął pięść. - To nie chcesz wiedzieć co ci zrobię.
- Tato... - sapnęła brunetka, przewracając oczami.
- Twój tata ma racje. - złapałem ją za rękę. - Ale możesz być spokojna, nie pozwolę na to."

* Nathan's POV *

 


Jeszcze jeden dzień, już nie mało czasu zostało do tego wszystkiego. A ja... nadal walczę ze swoimi myślami, są jak głosujący. Jednei krzyczą PIŁKA NOŻNA, natomiast drudzy, równie głośno jak ci pierwsi, krzyczą LEKKOATLETYKA. Boli mnie od tego głowa, a gdy próbuje się w to jeszcze bardziej zagłębić, jest jeszcze gorzej. Przed wyjściem na trening, musiałem wypić energetyka, aby odzyskać choć namiastkę równowagi. 
Po drodze, już wiedziałem, że gdzieś przewinie się twarz Holly. Nie myliłem się, jednak tym razem dziewczyna skutecznie mnie wyminęła. To dziwne, myślałem, że znów natarczywie będzie mnie błagać o powrót, chyba odpuściła, prawda? Powinienem się cieszyć, prawda? Chyba nie, wydaje mi się, że nie - moje pytanie jak i odpowiedzi nie były pewne. Dobra jest irytująca, ale to w końcu moja przyjaciółka i nie chcę od tak stracić z nią kontaktu przez moją decyzję. To co? Jeśli wybiorę piłkę, to ta więź (zawarta dokładnie 15 lata temu przy piaskownicy) zostanie zniszczona? Wszyscy mają inną definicję przyjaźni, moja brzmi tak: "Przyjaciel to ktoś, kto będzie z tobą nie ważne co się w twoim życiu się pojawi, będzie cię wspierał, będzie był. " Holly zawsze mnie wspierała owszem, ale teraz to co robi to jakaś gówniarzeria. Przyśpieszyłem kroku za nią.

- Czekaj! - wrzasnąłem, na co blondynka automatycznie się odwróciła w moją stronę.
Dzieliła nas dość duża odległość, zatrzymała się, a ja powoli zacząłem do niej podchodzić. Gdy byłem już zaledwie 2 kroki przed nią, myślałem, że ponownie ucieknie. Jednak ona stała jak słup soli, próbując nie patrzeć na mnie, w moje oczy.
- Co chcesz. - wymamrotała.
- Holly. Wiesz, że jesteśmy przyjaciółmi. - spojrzała na mnie na ułamek sekundy. - Ale ta cała sytuacja przytłacza mnie, ciebie i naszą przyjaźń
- Och, a ja mam świetną radę dla ciebie. Albo wybierzesz lekkoatletykę albo nasza znajomość się zakończy.
- Znasz pojęcie przyjaciela? - spytałem, patrząc prosto w jej oczy.
- Matko, Nathan o co ci znowu chodzi?!
- Znasz? - brnąłem w zaparte.
Blondynka kiwnęła głową na tak.
- Przyjaciel to ktoś, kto jest dla ciebie bliski, szczery, a przede wszystkim nie kieruje jego życiem, nie krytykuje jego decyzji i poglądów. Patrz do czego to doszło.
- Zapomniałeś o tym, że przyjaciół się nie zostawia. - odburknęła.
- Daj mi skończyć. - sapnąłem. - Może ciebie i resztę zostawiłem w tyle... ale to nie znaczy, że kompletnie o was zapomniałem.
- Czyżby?
- Fakt nie dzwoniłem, nie pisałem. Ale ciągle myślałem o tobie. Zależy mi na tym, aby nasza przyjaźń była taka jak kiedyś. 
- Na prawdę tak uważasz? - spytała cicho, patrząc ukradkiem na mnie.
- Tak. - zaśmiałem się pod nosem. - Uważam, że jesteś czasami głupia, mega irytująca... ale również piękna i urocza. 
- Nathan.
- Ale również piękna i urocza. - na jej policzkach pojawiły się różowe placki. - Hykm... Powinnaś teraz coś powiedzieć o mnie.
 - Nathan jesteś idiotą, dupkiem, ciotą. - pokręciłem na nią głową. - Serio nie wiem jak nasza przyjaźń powstała, ale wiem jedno. Jesteś dla mnie jak brat.
Przytuliłem ją do siebie.
- Skoro wybierzesz już tą piłkę nożną to... Cholera, będę cię wspierać jak umiem. 
- Dziękuje ci. - szepnąłem jej na ucho.
- Po mimo, że moje myśli będą cię przeklinać. 
Teraz jest dobrze, już nie muszę się martwić o to, że kogoś stracę i zranię. Zostaję przy footballu'u, ale kto powiedział, że nie mogę czasami pobiegać z moimi przyjaciółmi? Nie zawsze będę to robił, ale będę się starał, by nasze spotkania były coraz częstsze.
- Jesteś najlepsza! - powiedziałem, całując jej policzek.
Na co dziewczyna się ponownie się zaczerwieniła. Gdy tylko zorientowała się o tym, że to widzę, szybko odparła:
- Dobra... Leć na trening, gwiazda! - i nim się obejrzałem, dziewczyna zniknęła za pobliskim zakrętem.

* Diana's POV *




- Idiota! - wrzasnęłam, jak poczułam na sobie strumień zimnej wody.

A ten idiota Bobby szczerzył ryja do mnie jak nigdy, spojrzałam w stronę Axel'a - to jego sprawka. Dobra, przegrałam zakład -" Kto pierwszy pójdzie do Swifta, ten ciota. " Ale nie musiał mnie oblewać wodą i niszczyć mojego makijażu i ciuchów.
- Oj no, Evans. - nadal bezczelnie się śmiał.
- Nawet się do mnie dziś nie odzywaj! - krzyknęłam, idąc w stronę domku club'owego.
Na szczęście w torbie znalazłam ciuchy z dzisiejszego wychowania fizycznego, szybko się przebrałam i wróciłam do chłopaków.
- Matko, coś ty robiła? - złapał się za głowę, a ja spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem.
- Grałam w piłkę. - wzruszyłam ramionami
- O nie, nie. - zatrzymał mnie. - Już więcej twoja noga nie postanie na boisku, co by się nie działo... 
- Tere-fere kuku! - krzyknęłam, przestępując linię oddzielającą boisko od trawnika. 
Szybko podbiegłam do jakiejś grupki chłopaków, która akurat grała w piłkę. Kątem oka widziałam, jak biedni Swift i Blaze biegną za mną i próbują mnie dogonić, jednak po chwili rezygnują pogoni.
- Diano Elizabeth Evans, zatrzymaj się. - wrzasnął Axel, gdyż tyle mu pozostało, jednak obiło mi się tylko po uszy.
Akurat wtedy trening miała tam inna drużyna i wyglądała dosyć dziwnie. Wszyscy byli siedzieli na murawie i medytowali jak jacyś buddyści. Niektórzy mieli przepaski podobne do tych które noszą ninja'e.  Dlaczego oni ćwiczą na naszym boisku? 
- O witam cię, niewiasto. - powiedział chłopak, całując moją rękę.
- Kim jesteś? - urwałam zaintrygowana.
- Mam na imię Horizon.
Chłopak miał na sobie czarny dres i szarą bluzkę na ramiączkach. Na jego prawym nadgarstku malował się duży tatuaż z dziwnym znakiem. Miał kruczoczarne włosy, a na jego czoło opadała grzywka z blond pasemkiem. 
- Co tutaj robisz?
- Wiesz.. trenuję. - uśmiechnął się w moją stronę. -  Jutro gram mecz z... Inazumą... chyba tak się nazywają.
- Inazumą Eleven? 
- O właśnie, tak. - klasnął w dłonie. - Jestem z gimnazjum Jing-jang.
Kiedyś natrafiłam na ich stronę i trochę czytałam o tym gimnazjum. To szkoła połączona z internatem. To tak jakby drugi dom dla uczniów, którzy wychowywani są w tradycji zakonu Shaolin. 
- O kuźwa.  - powiedziałam, łapiąc się za głowę. - Wy gracie mecz z moją szkołą!
- No proszę. - pokiwał na mnie głową. - Jeśli mogę spytać... Czy to ty jesteś tą ślicznotką, co ostatnio grała w koszulce Shearer'a  w meczu z Akademią? 
- Ślicznotka? Na pewno nie. - zaśmiał się. - Ale tak, to ja.
- Przepraszam, że wcześniej się nie spostrzegłem. - odparł zmieszany.
- Spokojnie, nic się nie stało. - odparłam, klepiąc go po ramieniu.
- Diana... a co tu się odprawia? - Nathan spojrzał to na mnie, to na Horizona.
- Rozmawiam. 
Horizon bacznie przyglądał się blondynowi.
- Nathan Swift. - wskazał go palcem. - Wyśmienity biegacz i piłkarz w samej osobie. 
- Ależ owszem.  - schlebiały mu te słowa. - Ale co wy robicie na naszym boisku?
- Nie mamy gdzie trenować. - rozłożył bezradnie ręce Horizon. - Poprosiliśmy waszą szkołę o udostępnienie boiska, to wszystko. Ale skoro się tu już pojawiłeś, może przekonamy, kto jest lepszy w bieganiu? 
- Sam się prosisz, stary. - podszedł do niego bliżej.
- Pardon panienko, muszę cię opuścić. - zwrócił się w moją stronę. - Tylko rozprawię się z tym chłopakiem. 
On na prawdę jest bardzo miły i przez myśl, przemknęło mi, co było gdyby spotkał mnie pierwszy. Ale rzeczywistości, nikt nie przebije Axel'a. Nie ma tego czegoś. Niby jest przystojny, szarmancki, ale kompletnie go nie znam tak jak Blaze'a. Inaczej jest z Axel'em, znamy się stosunkowo długo. Wydaje się bardzo tajemniczy, przez co coraz bardziej chcę przy nim być i otworzyć jego skorupę. Chłopcy ustawili się na boisku, obok bramki. Po chwili obok mnie pojawił się Axel.
- Co oni robią? - wskazał na nich.
- Będą się ścigać. - odparłam.

* Axel's POV *


Na prawdę ona czasami jest wkurzająca, nie ma na nią rady, nie mam do niej siły. Nie dość, że ma w dupie to co do niej mówię, to kompletnie mnie (moje rady) olewa. Gdy zobaczyłem jak ten koleś zarywa do (mojej) Evans, myślałem, że strzelę z pistoletu w jego stronę. Patrzyła się na niego jak na obrazek i się tak słodko uśmiechała. Zamiast po prostu działać, ja nic nie robię, stoję. Minęło już trochę czasu, a ja się nie przemogłem, nadal cholernie boję. Gdy dobiegłem do niej, byłem cały zdyszany. Wtedy zobaczyłem jak Swift i ten cały szatyn ustawiają się obok bramki.

- Co oni robią? - wskazałem wzrokiem na akcję skupiającą się w obrębie bramki.
- Będą się ścigać. - odparła. 
- On na prawdę jest głupi. - pokręciłem głową. - Później jak przegra i będzie bitka. A jutro mecz. 
- Daj mu na wstrzymanie - stanęła w jego obronie. - Chyba każdemu należy się coś od życia. Nathan dawno nie biegał, a bieganie to jego konik. Niech choć trochę się tym nacieszy. 
- W ogóle co to za koleś? - spytałem, wskazując na chłopaka stojącego obok Nate'a.
- Horizon. - odparła, na co zacząłem się śmiać.
- Co w tym takiego śmiesznego? 
- Nie mów, że nie kojarzysz tej piosenki! - zacząłem jej nucić.
- Jakiej?
- Take me to church .... - zawyłem - Ey men, ey men. 
- Przestań, no. - śmiejąc się.
1:0 dla mnie panie Horizon.

* Nathan's POV *


 



- Diana... a co tu się odprawia? - rozglądnąłem się na dwie strony, by zbadać sytuację.
- Rozmawiam. 
Ten koleś stojący obok niej bacznie mi się przygląda.
- Nathan Swift. - wskazał mnie palcem. - Wyśmienity biegacz i piłkarz w samej osobie. 
- Ależ owszem.  Ale co wy robicie na naszym boisku?
- Nie mamy gdzie trenować. - rozłożył bezradnie ręce. - Poprosiliśmy waszą szkołę o udostępnienie boiska, to wszystko. Ale skoro się tu już pojawiłeś, może przekonamy, kto jest lepszy w bieganiu? 
- Sam się prosisz, stary. - podszedłem do niego bliżej.
- Pardon panienko, muszę cię opuścić. - zwrócił się w jej stronę. - Tylko rozprawię się z tym chłopakiem. 
- Masz szansę się jeszcze wycofać.
- Phi. Chyba sobie kpisz. - prychnąłem, przygotowując się do startu
3, 2, 1! i ruszyliśmy. Ten kolo minimalnie mnie wyprzedzał, ale ja się nie dam. Deptałem mu po pietach, miałem wszystko pod kontrolą. I wtedy usłyszałem gwizd.
- Ej. Horizen, co ty robisz? - stanął nam na drodze inny chłopak, prawdopodobnie jego kolega. - Powinieneś trenować, a nie biegać jak pies z piłkarzem Inazumy. 
- Alan, chciałem tylko poznać przeciwnika. - zapewnił go. 
- Dobra, chodź już. - odparł niejaki Alan, ciągnąc za rękę Horizen'a. -  Powiesz to terenowi.
- Jeszcze się policzymy, panie Szybki. - odparł szybko szatyn. 
Wróciłem do Diany i Axel'a. 
- Gówniarz. - odburknął blondyn.
- Dupek. 
- Idź biegać, może sobie mózg odświeżysz. - odparł naburmuszony.
- Może ty lepiej zrób ten pierwszy krok, a nie stoisz jak gówno w przeręblu. - warknąłem w jego stronę. 
Mina Axel'a była bezcenna. Uderzyłem w czułe miejsce. No przepraszam, ale ileż można czekać? Diana już prawie się odkochała w Jude'zie kompletnie, chce ruszyć dalej, zamknęła ten rozdział, a ten czeka na jakiś cud z nieba. Blondyn podszedł do mnie.
- Prawda boli, co? - tłukłem żelazo póki ciepłe. - Wtedy byłbyś może choć trochę szczęśliwszy.
- Kim jesteś, że mnie pouczasz? - odparł z urażonym ego. - Jesteś idiotą Nathan, nawet nie wiesz ile to jest 2+2. No ile? Rybka. 
- O nie, tak nie będzie. - pomachałem mu ręką. - Wyżalasz mi się, a potem gdy jest niewygodnie zgrywasz tego lepszego? Nie kochany, ona nie poleci na tego niby mocnego kolesia, który się załamał po tym jak jego siostra miała wypadek. - krzyknąłem, na co dostałem z pięści w twarz. - Cóż za siła! 
To zaszło znacznie za daleko, ale gniew zasłonił mój zdrowy rozsądek.
- Matko Axel, Nathan! - pisnęła brunetka, próbując odciągnąć jednego od drugiego.
- Dobra, dobra. - warknął w moją stronę. - Powiem ci jedno ja przynajmniej mam siostrę. Nie to co ty, matka cię nie chciała na oczy nawet widzieć, dlatego pewnie wyjechała, bo wiedziała, że urodziła idiotę. 
Mógł coś powiedzieć coś innego, ale trafił w coś co zabrało mi połowę życia. Tak, moja mama odeszła od nas jak miałem zaledwie 2 dni. Niby ojciec mówił, że bała się wychowania, zostawiła mnie, mojego ojca. Nic ją nie usprawiedliwia, nie chciała mnie. Spojrzałem na wściekłego Axel'a równie rozwścieczony. Łza mimowolnie spłynęła po moim policzku. Wiem, nie chciał, to było wszystko w gniewie. Ale... to boli, cholera.
- Jesteście siebie warci, idioci! - krzyknęła, idąc zupełnie w innym kierunku. 
Blondyn tylko na mnie spojrzał i odszedł. Każdy sobie dowalił po trochu, rozeszliśmy się.

* Axel's POV *


 


Biegli jak dwa psy za kością, kiedy jakiś inny koleś przestąpił im drogę. Popatrzyli sobie w twarz złowrogo, a Nathan wrócił do nas.

- Gówniarz. - 
- Dupek. 
- Idź biegać, może sobie mózg odświeżysz. - zapodałem mu niewinny żarcik.
- Może ty lepiej zrób ten pierwszy krok, a nie stoisz jak gówno w przeręblu. - warknął w jego stronę. 
No nie, tylko nie to. Diana spojrzała na mnie znacząco, a ja byłem bezsłowny. Ponownie utwierdzam siebie w przekonaniu, że powinienem nikomu o tym nie mówić. Z dnia na dzień, utrudniam sobie powiedzenie tego sobie samemu i jej. Miałem już tego dość, gdyż świat na siłę napycha mnie bym zrobił ten krok, a ja nie jestem gotowy, a chcę by ten moment był idealny. 
- Prawda boli, co? - szedł w zaparte. - Wtedy byłbyś może choć trochę szczęśliwszy.
- Kim jesteś, że mnie pouczasz? Jesteś idiotą Nathan, nawet nie wiesz ile to jest 2+2. No ile? Rybka. 
- O nie, tak nie będzie. - pomachał ręką. - Wyżalasz mi się, a potem gdy jest niewygodnie zgrywasz tego lepszego? Nie kochany, ona nie poleci na tego niby mocnego kolesia, który się załamał po tym jak jego siostra miała wypadek. - krzyknął, na co dostał z pięści w twarz. - Cóż za siła! 
To zaszło znacznie za daleko, ale gniew zasłonił mój zdrowy rozsądek.
- Matko Axel, Nathan! - pisnęła brunetka, próbując odciągnąć jednego od drugiego.
- Dobra, dobra. - teraz słowa wymknęły się spod kontroli. - Powiem ci jedno ja przynajmniej mam siostrę. Nie to co ty, matka cię nie chciała na oczy nawet widzieć, dlatego pewnie wyjechała, bo wiedziała, że urodziła idiotę. 
Na prawdę jestem chory, brak mi taktu. Mogłem powiedzieć coś zupełnie innego, ale tylko to mi się nasunęło na myśl w czasie tej frustracji. Chciałem żeby poczuł to co ja, chciałem go umyślnie urazić, chciałem by poczuł ten niewyobrażalny ból. Sam nie wiem czy moja Julia przeżyje jeszcze, jest w śpiączce i w każdej chwili mogę ją stracił. A on stracił matkę, którą nawet nie poznał. Tak samo jak ja, jednak ona przy mnie była do końca, a  pani Swift od razu po urodzeniu go osierociła. Został mu tylko ojciec, z którym i tak się zbytnio nie dogaduje. Ma tylko mnie, Dianę i Max'a. Spojrzał na mnie pusto. Co miał powiedzieć? Nic nie zmieni tego co było powiedziane. Na jego policzku pojawiła się maleńka łza, jednak ja mimo wszystko, stałem nadal nie wzruszony dalszą sytuacją. Po tym jaki on mi zadał cios, odegrałem się i stałem się nieczuły. Dobrze wiem, że nie przejdzie mu to z dnia na dzień, to głęboka rana. Na meczu będzie ciekawie nie powiem. Na pewno ja do niego ręki nie wyciągnę. To on mnie zaczął, on mnie zranił i na koniec on sam najbardziej cierpi. Też sobie odjąłem parę punktów u Diany, a zresztą chrzanić to. Czasami mam dość tego, że jestem taki zasadowy. Zawsze ja muszę robić ten pierwszy krok, na prawdę nie chce mi się. Udałem się do mojej ulubionej kawiarenki, była jeszcze otwarta. Zamówiłem kawę i wyszedłem, kierując się w stronę mojego domu.
- Czekaj! - usłyszałem za sobą głos. 
Obejrzałem się za siebie, Dragonfly.
- Co ty robisz o tak późnej godzinie?
- Mógłbym o to samo spytać ciebie. - nawilżyłem moje usta ulubioną kawą.
- Coś się stało? 
-  Czy zawsze jest tak, że nie ważne co byś zrobił... to ty musisz zrobić ten pierwszy krok, bo bez tego ani rusz? 
- Tak. - spojrzał na mnie znacząco. - Tak właśnie musiałem postąpić kiedy zająłeś moje miejsce.
- Czasami mam ochotę każdemu dać po mordzie dla opamiętania.
- Ona sama do ciebie przyjdzie, zobaczysz. - powiedział, uśmiechając się.
- Czy ty....
- Przez przypadek was podsłuchałem.- syknął. - Jestem pewien, że Diana to mądra dziewczyna. Skąd wiesz, że ona nie chce zrobić to samo? 
- Co? - złapałem za ramię. - Ej Kevin, jeśli chcesz mi coś powiedzieć...
- I tak już za dużo powiedziałem. Ja się zwijam, cześć. - i nim się spostrzegłem Kevin odszedł.
Skubany, wszystko wie. Mam nadzieję, że Mark o niczym nie wie. Muszę skupić myśli na czymś innym, jutro mecz - to jest najważniejsze.

* Diana's POV *



- Może ty lepiej zrób ten pierwszy krok, a nie stoisz jak gówno w przeręblu. - warknął w jego stronę. 
To co usłyszałam, wprawiło mnie w niemałe osłupienie, czy to możliwe, że Axel...
- Prawda boli, co? - szedł w zaparte. - Wtedy byłbyś może choć trochę szczęśliwszy.
- Kim jesteś, że mnie pouczasz? Jesteś idiotą Nathan, nawet nie wiesz ile to jest 2+2. No ile? Rybka. 
- O nie, tak nie będzie. - pomachał ręką w jego stronę. - Wyżalasz mi się, a potem gdy jest niewygodnie zgrywasz tego lepszego? Nie kochany, ona nie poleci na tego niby mocnego kolesia, który się załamał po tym jak jego siostra miała wypadek. - krzyknął, na co dostał z pięści w twarz. - Cóż za siła! 
To zaszło znacznie za daleko, ale gniew zasłonił ich zdrowy rozsądek.
- Matko Axel, Nathan! - pisnęłam brunetka, próbując odciągnąć jednego od drugiego.
- Dobra, dobra. - teraz słowa wymknęły się spod kontroli. - Powiem ci jedno ja przynajmniej mam siostrę. Nie to co ty, matka cię nie chciała na oczy nawet widzieć, dlatego pewnie wyjechała, bo wiedziała, że urodziła idiotę. 
Nie wiedziałam o tym, przecież to niemożliwe. Jakby tak spojrzeć, to Nathan jest jedną wielką bombą energii i szczęścia, na jego twarzy gości uśmiech. Czego by nie dotknął, wszystko ma kolor tęczy. Co oni robią? Czasami mam wrażenie, że ukrywają coś przede mną. Akurat wracałam z ciastkarni, gdy natknęłam się na malutki cmentarz. Nigdy wcześniej nie widziałam żadnego w okolicy. Przy jednym z grobów stał.... Nathan? Postanowiłam dla pewności sprawdzić. Chłopak wyglądał zdecydowanie źle. Znikł ten uśmiech, który dobrze znałam, na jego miejscu pojawił się smutny grymas. 
- Nathan. - złapałam go za ramię.
- Diana ja sobie poradzę... - zajęczał cicho.
- Nie zostawię cię tu samego... - odparłam, siadając na ławce.
- Diana, nie musisz tu być. - próbował mnie odgonić. - Nie przejmuj się mną.
- Nathan. - spytałam, wskazując na tabliczkę.
Eleonora Swift.
Chłopak tylko pokiwał smutno głową, a ja nie zadawałam mu więcej pytań. 
- Ciastko? 
- Przydałoby się.

* Mark's POV *


Zastanawiam się gdzie się podział Axel, Nathan i Diana. Już ich długo nie ma. Nie wiem czy oni traktują na poważnie jutrzejszy mecz. Pewnie siedzą w jakiejś knajpce, jedząc hawajską. Czasami nie mam na nich kompletnie siły. Postanowiłem zadzwonić do Axel'a.

- Halo?
- Za halo w dupę walo! Gdzie wy jesteście.
- Ja jestem w drodze do szpitala, a Nathan i Diana gdzieś zniknęli. Zresztą mam to w dupie.
- Stary, coś się stało?
- A nie ważne
- Czekaj, już do ciebie jadę.
Szybko się przebrałem i udałem na pobliski przystanek. Tam już siedział blondyn, wyglądał na rozwścieczonego.
- Powiesz mi w końcu co się stało? - spytałem, patrząc na chłopaka.
- Nie ma co mówić. - podrapał się po głowie.
- Axel! - krzyknąłem, a ten przewrócił na mnie oczami. 
- W wielkim skrócie, że pobiliśmy się z Nathan'em. - westchnął głęboko. - On mnie zranił, a ja go zraniłem... powiedziałem o matce.
- Jeżu. - A jutro mecz, ale... może się ułoży... 
- O co poszło? - po tym pytaniu, blondyn odwrócił ode mnie wzrok. Czyżby coś ukrywał?
- Już nie pamiętam. - machnął ręką. 
- Przyjacielowi nie powiesz? - zacząłem go przekonywać.
- Po prostu podoba mi się jedna dziewczyna i boje się do niej zagadać. 
- To na co czekasz? - odparłem, jakby rozwiązanie było na wyciągnięcie ręki. - Powiedz jej co czujesz!
- " To tak samo jak ja i Nelly" - sapnął. - Tak, znam wasze love story.
Dźgnąłem go w bok.
- Mogę ci potowarzyszyć w drodze do szpitala? 
- Skoro chcesz.. - wstał, gdyż wehikuł podjechał to wsiadaj do tego magicznego rumaka.


hej, hej!
to ja i nowy rozdział!
ostatnio wyświetlenia podskakują jak oszalałe!
to cieszy moje oczy, hehe! :D
NIE WAŻNE xD
już 2016...
ach już niespełna bd mijać 6 miesiąc od założenia bloga, ach
no to co..
MAMY DRAME! 
oj no wiem, wiem. ;")
ale ja lubie dramy, omgh. <3
heh to chyba tyle widzimy się w kolejnym rozdziale.
see ya!
                           ~ gejzerka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz