Rozdział:27
"A oto wzbijają się w powietrze jak wielkie wieloryby nad oceanem. Niczym OGNISTY KOGUT. Celują z całej swojej mocy w bramkę, bramkarz został pogrążony. No ale co to? Kolejny atak ze strony Raimon'a. Tym razem to ZRZUT INAZUMY. I mamy 2:1. Kto by się spodziewał?! Na pewno nie ja, na pewno nie wy i cała widownie. Nie no... może, ktoś w nich wierzył... Ale, co ja wiem?"
* Celia's POV *
♫
A u mnie praktycznie nic się nie zmieniło ciągle, mam poczucie pustki i niby okazało się, że mam brata, ale nasze relacje są nadal takie same. Odkąd Królewscy zostali pogrążeni, Jude się nie odzywa. Miał dzwonić, pisać. No właśnie - miał, ale nic z tych rzeczy, które mi obiecał się nie zdarzyły do tej pory. Ze zniecierpliwieniem wybrałam jego numer, gdyż dobijało mnie to, że mój brat nie odnawia naszej więzi, która jest niby dla niego ważna. I oczywiście musiał mieć wyłączony telefon, jak zwykle.
- Co jest piękna? - zaskoczył mnie Bobby, uroczo się uśmiechając do mnie.
- Ech, nie zrozumiesz...
- Czyżby? - spytał, unosząc jedną brew do góry.
- Może kiedy indziej ci o tym powiem.
- Nawet wiem kiedy.. dzisiaj! - po tym zdaniu, moje policzki nabrały rumieńców. - Ty, ja i wypad do kina na jakiś film.
Nigdy tak na prawdę nigdy nie byłam na żadnej randce. Hej, hej... Co ty sobie wyobrażasz? A raczej co on sobie wyobraża? Diana już na samym początku nakreśliła mi jego osobę bardzo dokładnie, ale niech sobie nie myśli - to ma być tylko zwykły wypad dwóch przyjaciół i nie więcej. Usłyszałam wibracje w tylnej kieszeni moich spodni, miałam ogromną nadzieję, że to Jude. Jednak na wyświetlaczu pojawiła się Diana.
- Halo?
- Celia, matko pomóż mi...
- Czemu szepczesz?
- Jude jest u nas w domu, a ja chowam się w mojej szafie.
- Co?
- Pośpiesz się, mam mało czasu!
- Poczekaj, zaraz będę.
- Dzięki wielkie, ciumki.
Posłałam przepraszające spojrzenie Bobby'emu.
- Ta to ma kolorowe życie. - odparł, śmiejąc się pod nosem.
- Żebyś wiedział. - odrzekłam, wzdychając. - Przepraszam cię, ale właśnie idę ratować jej dupę przed moim bratem.
- Podwiozę cię. - uśmiechnął się pogodnie.
- Dzięki... ale nie skorzystam. - sapnęłam, mając zamiar opuścić konwersację.
- Mam tu niedaleko motor. - nalegał.
I nim się spostrzegłam, podążałam za Bobby'm, który trzymał mnie za rękę i prowadził za budynek szkoły. Rzucił w moją stronę kask i poklepał wolne miejsce za nim.
- Trzymaj się. - rzucił przez ramię, a motor zaburczał jak wściekły byk.
Przytuliłam się do niego i zamknęłam oczy, czułam jak wiatr porusza moimi włosami we wszystkie strony. Wszystko pędziło w zawrotnym tempie, marzyłam by ta chwila się nie kończyła. Ale rzeczywistość była inna - silnik zamilkł oznaczało to, że jesteśmy na miejscu.
- To widzimy się potem. - powiedział, całując mnie w policzek. - Tylko nie ucieknij mi, dobrze?
Nagle poczułam nieznajome mi uczucie (motylki w brzuchu), to niemożliwe... przecież to jest niemożliwe. Raptem miałam z nim jazdę na rowerze, a ja już staję się na to poddana? Dobrze wiem, że on do mnie nie pasuje, to zły typ - a grzeczne dziewczynki się od takich trzymają z daleka, przez niego oszaleję. Zszokowana tylko pokiwałam głową na tak i podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Na kanapie siedział mój brat, wyluzowany jak nigdy i trzymający w ręce kubek z zieloną herbatą, a w kuchni siedział Mark i bujał się na obrotowym krześle.
- Cześć Celia! - krzyknął w moją stronę, próbując zatrzymać stołek.
Pomachałam w jego stronę.
- Co tu robisz? - warknęłam w jego stronę, usiadając na przeciw jego.
- Takie tam... wizyta u przyjaciela. - odparł, popijając herbatę.
- A może takie tam.. będę dzwonił, jesteś dla mnie najważniejsza. - zaczęłam naśladować jego głos. - b l a, b l a, b l a.
- Celia, na prawdę jestem bardzo zajęty ostatnio...
- Jeśli uznajesz, że siedzenie na dupie i użalanie się nad sobą jest zajęciem, to okej... - wskazałam na jego postawę. - Ale następnym razem... jak już dajesz mi nadzieję, że będzie jak dawniej, to wpierw się zastanów nad tym co mówisz.
- Przestań, cholera! - również krzyknął, patrząc mi prosto w oczy, w których znalazłam w nich wściekłość i ogromny żal.
- Nie wiesz jak to jest... - zaczął mi wyrzucać. - Przegrać, siedząc na ławce rezerwowych... Patrzeć jak przeciwnik rozgramia twoich przyjaciół...
Rozumiem, że przegrał, że trudno mu się pozbierać, gdyż zawiódł swoich przyjaciół - piłka nożna, którą tak bardzo kochał, zraniła go bardziej niż on sam siebie. Po cichu schodach wtedy schodziła Diana, na te słowa na chwilę przystanęła.
- Nie krzycz na nią. - odparła spokojnie. - To nie jej wina, że przez nią twoi przyjaciele są w szpitalu.
- Masz rację. - wymamrotał do siebie.
- Oczywiście, że mam. - sapnęła. - Dziękuję, że po tylu latach to przyznajesz.
- Daruj sobie, proszę. - złapał się głowę.
- Jasne... rzucę te wszystkie lata w kąt i zostaniemy przyjaciółmi, tak to sobie wyobrażasz.
- Musimy porozmawiać, słyszysz? - wstał z kanapy i zaczął do niej podchodzić. - Nie chcę żadnych niejasności po między nami.
- Czy ostatnim czasem nie wyjaśniłam sprawy jasno? - parsknęła.
- Przestań Diana się tak zachowywać. - do rozmowy dołączył się Mark. - Wiem, że cię zranił...ale w końcu trzeba iść dalej.
- Wiesz? Mark.. proszę cię. - zaczęła go atakować. - Masz przecież szczęśliwe życie z panną Nelly, nawet nie wiesz jak to jest cierpieć przez miłość.
- Diana...
- Co Diana!? - wskazała na mojego brata. - Bronisz go jakby był niewiniątkiem, a dobrze wiesz, że tak nie jest! - krzyknęła, hamując łzy.
- Zmienił się. - odparł spokojnie Mark. - Nie przekreślaj go jako człowieka.
- On dla mnie nie istnieje... nawet jako człowiek.
- To nie ma sensu, Mark. - sapnął Jude, skrobiąc się po karku.
- Nie pozwolę obrażać mojego przyjaciela. - Mark nie ustępował. - Radzę ci się uspokoić, młoda.
- A ja radzę abyście się wszyscy odpierdolili. - zawrzeszczała, wybiegając z domu.
* Diana's POV *
♫
- Musimy porozmawiać, słyszysz? - wstał z kanapy i zaczął do mnie podchodzić. - Nie chcę żadnych niejasności po między nami.
- Czy ostatnim czasem nie wyjaśniłam sprawy jasno?
- Przestań Diana się tak zachowywać. - do rozmowy dołączył się Mark. - Wiem, że cię zranił...ale w końcu trzeba iść dalej.
- Wiesz? Mark.. proszę cię. - zadziwiłam się jego zachowaniem. - Masz przecież szczęśliwe życie z panną Nelly, nawet nie wiesz jak to jest cierpieć przez miłość.
- Diana...
- Co Diana!? - wskazałam na źródło problemu ( na Jude'a). - Bronisz go jakby był niewiniątkiem, a dobrze wiesz, że tak nie jest!
- Zmienił się. - próbował do mnie przemówić. - Nie przekreślaj go jako człowieka.
- On dla mnie nie istnieje... nawet jako człowiek.
- To nie ma sensu, Mark. - sapnął Jude, skrobiąc się po karku.
- Nie pozwolę obrażać mojego przyjaciela. - Mark jednak nie ustępował. - Radzę ci się uspokoić, młoda.
- A ja radzę abyście się wszyscy odpierdolili. - wybiegłam z domu.
Mam dość, jest mi słabo i chce mi się rzygać. Wszędzie gdzie bym nie spojrzała znajdę albo wujka dobrą radę albo ciocię dobrą radę. Czy oni nie rozumieją, że to moje życie i moje decyzję? Mówią, że wybaczać jest sztuką trudną. Kiedy pierwszy raz mnie uderzył, to wybaczyłam, a teraz... nawet gdybym chciała mu wybaczyć, po prostu nie potrafię. Gdy tylko spojrzę na niego, przypomina mi się wtedy ta sytuacja.
" - Poczekaj, Diana gdzie ty idziesz?! - krzyczy brunet, idąc za mną krok w krok.
Prześpieszyłam automatycznie kroku, zobaczyłam go z Britney, w sali chemicznej. Bez wstydi szeptał jej czułe słówka i całował po szyi. Wtedy weszłam ja i oboje się zmieszali.
- Najdalej od ciebie! - odparłam, stojąc w miejscu. - Idź do Britney, pewnie czeka na cynk od ciebie, że jesteś wolny.
W jego oczach malował się ogromny żal i zmieszanie. Ja rozumiem, że w naszym związku się nie układa, ale to nie oznacza, że może mnie zdradzać na prawo i lewo, a już na pewno nie z moją najlepszą przyjaciółką.
- Dobrze wiesz, że... - urwał, uśmiechając się.
- To chyba jakiś pieprzony żart... - zaczęłam wymachiwać głową. - Nigdy nie powinnam z tobą chodzić. Na cholerę, szłam na ten bal właśnie z tobą.
- Nie mów tak.. - sapnął.
- Nienawidzę cię! - krzyknęłam mu w twarz, na co chłopak uderzył mnie.
- Odejdź sukinsynie... Nie zbliżaj się do mnie, słyszysz?! - krzyknęłam, obok mnie stał Nick.
Akurat przechodził obok nas dyrektor i chwycił bruneta za ramię i zaprowadził do swojego gabinetu. Wtuliłam się w tors Nick'a. "
Teraz próbuje o tym nie myśleć, praktycznie codziennie staram się tego nie robić... Ale po tym co mi zrobił, nadal te obrzydlistwa siedzą mi w głowie. Mimo, że czasami mam taki zamiar - zapomnieć i żyć z nim ugodowo, ale to tylko takie zamiary. Wyciągnęłam drżącymi rękami telefon i zadzwoniłam do Axel'a.
- Halo?
- A-aa-axel... P-ppp-rooosze... Prz-yy-jed-dzć do na-na-nas-zej kaw-iar-niiii-ii-iiii-iii ok-kkk-ej?
- Co się stało?
- Nie-ee mmm-ggę, pp-o pr-pr-pro-stu b-bą-dź.
Pobiegłam na najbliższy przystanek, gdy autobus nadjechał, wyciągnęłam parę drobnych i podałam kierowcy. Gdy wydał mi papierek, chwyciłam go i usiadałam przy oknie. Próbowałam unormować swój oddech i rozszarpane nerwy. Nie minęło pięciu minut, a ja byłam na miejscu, przekroczyłam drzwi i weszłam do środka budynku. Zamówiłam sobie lampkę wina, mam nadzieję, że to pomoże uspokoić moje rozchwiane emocje. W szybie kawiarni mignęła mi postać Blaze'a. Nim się obejrzałam, chłopak siedział na przeciwko mnie.
- Co się dzieje? - spytał, odkładając mój kieliszek. - Najwidoczniej coś poważnego, jak pijesz takie świństwo.
- Jude... - wymamrotałam. - Jude mi się stał.
- Nie, nie, nie. - przysiadł się do mnie. - Znowu on?
- Na to wygląda..
- Czy mam mu raz na zawsze powiedzieć, żeby się od ciebie odpierdolił? - pogłaskał mnie po twarzy. - Nienawidzę, kiedy przez niego płaczesz.
- Wszyscy chcą robić wszystko za mnie.
- Skąd ja to znam. - głęboko westchnęłam. - A potem nagle zaczynają ci się mieszać w życie.
- Ale przecież, to dla twojego dobra - przewróciłam teatralnie oczami.
- Zachowuje się jak dzieciuch...
- Myślałem o idiocie, debilu... - sapnął, śmiejąc się w głos. - Ale.. to też może być.
Kopnęłam go w kostkę, a ten tylko syknął i znów zaczął się śmiać, a ja wraz z nim.
- Porozmawiam z nim. - złapał mnie za rękę..
- Lepiej nie. - przytrzymałam jego rękę. - Po ostatniej waszej rozmowie, mało się nie pozabijaliście.
- Przesadzasz... Obiecuję, że go nie tchnę. - machnął ręką na moje słowa. - Obiecuję, że go nie tchnę.
Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem, a on tylko głaskał moją dłoń.
- Ale resztę zostawię tobie... - zapewnił mnie. - Bo jednak... musicie pogadać.
- A ja mu dam tylko ostrzeżenie..
- Axel! - klepnęłam go w ramię.
- Okej... to będzie ostrzeżenie słowne.
- Dziękuję. - odparłam, na co chłopak ucałował mą dłoń.
- A wiec... nie mogę czekać. - odparł, wstając z miejsca. - Idę do niego.
- Nie rób nic głupiego, proszę cię.
On tylko mi pomachał na dowiedzenia i wyszedł. Niestety on ma rację, wszyscy mają - powinnam porozmawiać z Jude'm. Nikt nie może decydować życiem za mnie, nie kto inny... tylko ja sama.
♫
Jestem tą sytuacją tak skołowana jak nigdy. Jude, Diana i jeszcze Bobby - sama nie wiem co z nim począć. Tak bardzo chcę gdzieś wyjść, a na dodatek z jakimś super gościem, takim jak on. Jednak mój rozsądek podpowiada mi, że powinnam się z tego wycofać. Wzięłam telefon do ręki i napisałam do Diany.
do DAJEN: Co mam zrobić z Bobby'm? Chyba odwołam spotkanie... nie czuję się na siłach.
Nim zdołałam odłożyć telefon, natychmiast dostałam odpowiedź.
od DAJEN: Jebnij się w łeb - idź i szalej!
Okej, wiele mi to mówi - zdaję się, że posłucham jej rady i pójdę. Chce choć raz odizolować od tego wszystkiego, od mojego brata i jego problemów i po prostu odpocząć. Sięgnęłam po mój ulubiony purpurowy lakier. W ciągu pięciu minut się ogarnęłam. Pozostał tylko ubiór - czyli najgorszy problem kobiety. Po kilku chwilach zastanowienia, wybrałam jakieś ubrania. Punkt siedemnasta, usłyszałam warkot ślinika. Zamknęłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Chłopak wytrzeszczył oczy. Uśmiechnęłam się w jego stronę.
- No maleńka, czeka cię wypad życia! - krzyknął, przyciągając mnie do siebie.
Usadowiłam się wygodnie na miejscu i ruszyliśmy.
- Jesteśmy na miejscu. - sapnął. - Spokojnie, jeśli będziesz mieć okazję się do mnie tulić
Szybko odsunęłam się od niego.
- Shearer... Nie kupiłeś nam biletu na horror, prawda?
- Celia...za kogo ty mnie uważasz? - odwrócił ode mnie wzrok, dźgnęłam go w bok.
- Naznaczony 2? - spojrzałam na bilety, które leżały na ladzie. - Nie ma mowy!
- Jeszcze mi kiedyś podziękujesz. - odparł, płacąc za bilety i mrugając w moją stronę.
* Axel's POV *
♫
- Dziękuję.
- A wiec... nie mogę czekać. Idę do niego. - odparłem, wstając z miejsca.
- Nie rób nic głupiego, proszę cię.
Pomachałem jej i wyszedłem z lokalu. Gdybym mógł załatwiłbym to raz na zawsze, ale nie mogę decydować za nią, to prawda. Z tyłu z głowy, jednak są głosy i myśli, które mówią, że nie mogę pozwolić na to, aby znowu płakała przez niego. Nie wiem co czuje, ponieważ nigdy nie miałem takiej sytuacji. Po mimo tego, że wszystkie dziewczyny w mojej dawnej szkole śliniły się na mój widok, nigdy nie miałem czasu na miłość. Skupiałem się na treningach, nauce i opanowaniu mojego życia. Po tym jak Julia trafiła do szpitala, zacząłem unikać jakichkolwiek kontaktów z dziewczynami, w ogóle z kimkolwiek. Dopóki nie poznałem Diany.
" Szedłem jak zawsze do szkoły, jak zawsze spóźniony. Z daleka zobaczyłem roztrzęsioną dziewczynę i w pewnym momencie wpadłem na nią. Miała kasztanowe, lekko pofalowane włosy, spojrzałem w jej oczy, biło z nich ogromne zagubienie.
- Przee-epraszam, pomogę ci. - odparła szybko, zbierając moje notatki z renesansu.
Przeznaczenie chyba chciało, aby nasze dłonie spotkały się na swojej drodze. Akurat wzięliśmy do ręki tę samą kartkę, na co dziewczyna zarumieniła się i szybko odeszła. Przez cały angielski nie mogłem pozbyć się jej z mojej głowy. Po wszystkich lekcjach, udałem się do mojej ulubionej restauracji, na małego hot-doga. I wtedy zobaczyłem ją - samą przy stoliku, jedzącą ogromną miskę lodów. Jej włosy był związane w niesfornego koka, a po policzkach spływały krople słonej cieczy. Podszedłem do niej i usiadłem na przeciw.
- Co ty tu robisz? - spytała, szybko wycierając ostatnią łzę. - Śledzisz mnie?
- Hmmm... Jakby się zastanowić, zawsze przychodzę tu po szkole. - odparłem, uśmiechając. - To czysty przypadek, że cię tu spotykam.
Na jej twarzy pojawił się mały uśmiech.
- A więc... co się stało? - wskazałem na miskę. - Czemu jesz sama te lody i to bez żadnego towarzysza?
- Długo by opowiadać...
- Mamy czas! - powiedziałem, biorąc palec i zamaczając w jej lodach.
- Nie dasz za wygraną, co? - pokiwałem głową.
Wtedy opowiedziała mi wszystko o swoim chłopaku. Zrobiło mi się jej ogromnie żal - oczywiście, nie mówiłem jej tego na głos, (wiem, że to by jej nie pomogło). Znam to z własnego doświadczenia.
- Spotkajmy się! Jutro, tutaj. - odrzekła, wychodząc. - Tylko bądź.
Ucałowała mój policzek.
- Dziękuję - wyszeptała i znikła mi z pola widzenia. "
I tak to się zaczęło, od tego czasu nie mogę przejść obojętnie obok kogoś kto płacze, a zwłaszcza obok niej. Zaczęło mi na niej zależeć, a mi na niej... Tak mógłbym określić naszą relację. Z tymi myślami przechodziłem obok boiska, gdy go zauważyłem. Stał na jego środku, z głową w dół, powoli zszedłem po schodach.
- Spodziewałem się ciebie, panie Blaze. - odparł, powoli się odwracając.
- Czy coś jest nie tak?
- Wszystko jest okej. - sapnął, wkładając ręce do kieszeni.
- Ach, tak? - już wiedziałem, co chodzi po jego myślach. - Dobrze wiem, że przeżywasz bardzo mocno ostatni mecz.
- Co ty wiesz... możesz sobie tylko wyobrażać...
- Jesteś roztrzęsiony, tylko tego nie chcesz pokazać.
- Sherlock Holmes. - zaczął klaskać mojej inteligencji. - Tak jest, właśnie przez tą głupią piłkę, straciłem wszystko... Dianę, Celię, przyjaciół
- Ej, ej, ej... - przerwałem mu. - To nie jest wina piłki. Jeżeli dobrze pamiętam, to Diana odeszła dlatego, że byłeś kompletnym dupkiem wobec niej.
- Jakbym tego nie wiedział. - przewrócił oczami na moje słowa.
- A twoi przyjaciele nadal z tobą są. - ja nadal kontynuowałem. -Dobrze wiedzą, że nie mogłeś z powodu nogi...
- Ciekawe kto jest przyczyną tego wszystkiego, co?
- To ci mogę przyznać... Ale co do tamtego tematu, twoi przyjaciele doskonale cię znają, wiedzieli o twojej kontuzji i o tym, że byłeś dupkiem.
Brunet wypuścił powietrze z ust.
- Wow... nie spodziewałem się tego z twoich ust, Axel.
- Czy to prawda, że się zmieniłeś? - nie zważałem na jego mamranie.
- A ty co o tym myślisz? - rzucił mi pytanie.
- Sam nie wiem co o tym sądzić. - podrapałem się po głowie. - Ale skoro Mark ci zaufał, musiało się coś zmienić... Może, czas przejść na jego stronę?
- Czy ja wiem... - kopnąłem w jego stronę piłkę tak mocno jak potrafiłem.
On ją dogonił najszybciej jak potrafił i wykopał w moją stronę, przy czym wydał z siebie jęk boleści, gdyż odebrał to jego kontuzjowaną nogą. Piłka poleciała wysoko, a ja wzbiłem się aż do nieba, wykonałem moje OGNISTE TORNADO. Piłka wylądowała gdzie indziej, przez ten wykop wyparowało z niej całe powietrze.
- Może dołączysz do Evans'a... - sapnąłem,wycierając z twarzy pot. - Pokaż swoim przyjaciołom jak ci zależy na nich i na piłce.
* Bobby's POV *
♫
Przez cały film Celia ani na moment nie odrywała się do mojego torsu. Taki też był mój plan i jak na razie szło jak po maśle. Jej piękne, bursztynowe oczy za każdym razem, gdy pojawiała się krew, błyskały ogromnym strachem. Jej serce przyśpieszało, gdy fabuła robiła się coraz to mroczniejsza.
- Hej. - szepnąłem jej do ucha. - Wyrwijmy się w jakieś spokojne miejsce.
Pokiwała tylko głową, a ja postanowiłem ją zaprowadzić ją na niewielką polanę. Tam już było wszystko przygotowane - koc, radio i butelka Fanty. Usiedliśmy obok siebie, a nasze oczy się spotkały.
- Jesteś niemożliwy. - sapnęła poddenerwowana. - Najpierw zabierasz mnie na jakiś horror, na którym prawie nie posikałam się ze strachu, a teraz jak gdyby nigdy nic się do mnie uśmiechasz?!
- Bo ci żyłka pęknie. - odparłem. - A szkoda by było takiej pięknej dziewczyny.
- Może byś mnie przeprosił, co?
- Celia, Celia... - zacząłem bawić się jej włosami.
- Tak?
Przybliżyłem się do niej, a odległość po między naszymi twarzami zmalała. Znienacka pocałowałem ją, miała suche usta, co jeszcze bardziej mnie ośmieliło. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek, choć na początku był zdziwiona i przestraszona. Widać, że to jej pierwszy raz. Mój w sumie też... Nigdy nie całowałem się z dziewczyną o tak suchych ustach! Dosłownie każda z którą się spotykałem, miała na sobie chyba ze sto warstw balsamu od ust, wszystkie były takie same... ona - jest inna, jest wyjątkowa.
- Celia.. - odparłem, drapiąc się po karku. - Chcę cię tylko uprzedzić, że...
- Przed czym? - poprawiła swoje okulary.
- Jeśli chcesz ze mną być, musisz się liczyć z tym, że jestem niegrzeczny. Bardziej niż się spodziewasz. - dziewczyna tylko się uśmiechnęła.
- Uwielbiam niespodzianki. - odrzekła, ponownie mnie całując.
* Diana's POV *
♫
Zostałam sama z pustym kieliszkiem po winie, nie wiedziałam co zrobić, nagle telefon zaczął mi burczeć, spojrzałam na ekran - Axel.
od Alex: Zająłem się sprawą.
Zagryzłam dolną wargę, bo obawiałam się najgorszego. Nie czekając dłużej, wyszłam z kawiarni. Spojrzałam na niebo, a na miliony chmurek kłębiło się po niebie. Wzięłam niepewnie telefon do ręki i wystukałam:
do JUDE: Park. Dziś. 16.
Ruszyłam w stronę domu zdecydowanym krokiem, wpadłam do niego jak kamień wystrzelony z procy. Skierowałam się bezpośrednio do łazienki, a tam - wysuszyłam szybko moje włosy i zaplotłam je w niesfornego koka. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej kilka ciuszków. Szybko wyszłam z domu i skierowałam swoje kroki na miejsce spotkania. Gdy przechodziłam koło boiska zobaczyłam Axel'a i Jude'a. Gadali ze sobą. Podeszłam do nich.
- Diana, co ty... - urwał zdziwiony Sharp.
- Możemy pogadać? Sami? - blondyn poklepał mnie po ramieniu by dodać mi otuchy.
- Chodźmy do parku. - powiedział, łapiąc mnie za rękę.
A ja o dziwo, nie wyrywałam się z jego uścisku. Przechadzaliśmy się po parku, tą porą było tutaj pusto, zajęliśmy ławkę przy wysokim dębie. Usiedliśmy na jednej z ławek, Jude przez dobrą chwilę patrzył na mnie i najwidoczniej próbował rozgryźć moje kolejne kroki.
- Co tam u ciebie?
hej, hej!
a oto nowy rozdział!
wspomnienia, wspomnieniami!
ale mamy już kolejną parę!
Niegrzeczny Bobby i Nieśmiała Celia.
jak to się potoczy?
Diana i Jude... kolejna bomba atomowa?
to się okaże w kolejnym rozdziale, hehe
to chyba na tyle, co mam wam do powiedzenia!
~ gejzerka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz