Rozdział:17
"- Czy ty wiesz co...
- Tak, wiem. - odrzekłem, pocierając kark.
- Mówisz, że ją kochasz. - odparł, łapiąc mnie za koszulę. - A całujesz się z Nelly?!
- To nie tak... - jęknąłem, bo sytuacja wyglądała strasznie. - Dobrze wiesz, że ona się liczy. Nikt poza nią, rozumiesz? Nikt.
- Lepiej żebyś miał jakieś dobre wytłumaczenie.. - westchnął głęboko. - Bo właśnie ją tracisz, stary.."
- Tak, wiem. - odrzekłem, pocierając kark.
- Mówisz, że ją kochasz. - odparł, łapiąc mnie za koszulę. - A całujesz się z Nelly?!
- To nie tak... - jęknąłem, bo sytuacja wyglądała strasznie. - Dobrze wiesz, że ona się liczy. Nikt poza nią, rozumiesz? Nikt.
- Lepiej żebyś miał jakieś dobre wytłumaczenie.. - westchnął głęboko. - Bo właśnie ją tracisz, stary.."
* Diana's POV *
- Diana.. - szybko wstał z moich schodów.
- Co ty tutaj robisz? - próbowałam zignorować jego obecność.
- Proszę, daj mi się wytłumaczyć. - przeszłam obok niego i zamknęłam zamaszyście drzwi.
Weszłam do pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę. I kiedy myślałam, że już sobie odpuścił, on całą noc ślęczał pod moimi drzwiami, za każdym razem jak zerkałam w okno, on zaparcie siedział na swoim miejscu i dłońmi podpierał podbródek. Myślałam, że choć trochę mi się polepszy, ale nadal nie mogę się oswoić, otrząsnąć. To już ponad tydzień nie wychodzę ze swojego pokoju. Ewentualnie wychodzę tylko po to, aby zaznaczyć swoją obecność w tym domu. Kolejny dzień, poniedziałek, zapowiadał się dla mnie tak samo jak inne. Siedziałam w piżamie, oglądając jakiejś kreskówki, by choć trochę się śmiać, bo jak mówią śmiech to zdrowie. Każdego dnia towarzyszył mi kubełek lodów czekoladowych. Moje zdrowie psychiczne, jak fizyczne się pogarsza. Nie biorę leków, nie kontaktuje się z nikim, przestało mnie cokolwiek obchodzić. Najchętniej chciałabym zdechnąć i wtedy te wszystkie myśli, które zamieszkują moją głowę zwyczajnie by mnie opuściły. Nikt by się nie pogniewał, prawda? Spojrzałam na godzinę, 12. Czas dłużył się nieubłaganie. Axel na wszelaki sposób próbował się ze mną skontaktować. Zaspamował mi cały facebook, instagram, a nawet snapchat'a. Prawie codziennie wchodzę na jego twitter'a i widzę jego wpisy.
- Co ty tutaj robisz? - próbowałam zignorować jego obecność.
- Proszę, daj mi się wytłumaczyć. - przeszłam obok niego i zamknęłam zamaszyście drzwi.
Weszłam do pokoju i zaczęłam płakać w poduszkę. I kiedy myślałam, że już sobie odpuścił, on całą noc ślęczał pod moimi drzwiami, za każdym razem jak zerkałam w okno, on zaparcie siedział na swoim miejscu i dłońmi podpierał podbródek. Myślałam, że choć trochę mi się polepszy, ale nadal nie mogę się oswoić, otrząsnąć. To już ponad tydzień nie wychodzę ze swojego pokoju. Ewentualnie wychodzę tylko po to, aby zaznaczyć swoją obecność w tym domu. Kolejny dzień, poniedziałek, zapowiadał się dla mnie tak samo jak inne. Siedziałam w piżamie, oglądając jakiejś kreskówki, by choć trochę się śmiać, bo jak mówią śmiech to zdrowie. Każdego dnia towarzyszył mi kubełek lodów czekoladowych. Moje zdrowie psychiczne, jak fizyczne się pogarsza. Nie biorę leków, nie kontaktuje się z nikim, przestało mnie cokolwiek obchodzić. Najchętniej chciałabym zdechnąć i wtedy te wszystkie myśli, które zamieszkują moją głowę zwyczajnie by mnie opuściły. Nikt by się nie pogniewał, prawda? Spojrzałam na godzinę, 12. Czas dłużył się nieubłaganie. Axel na wszelaki sposób próbował się ze mną skontaktować. Zaspamował mi cały facebook, instagram, a nawet snapchat'a. Prawie codziennie wchodzę na jego twitter'a i widzę jego wpisy.
"Obiecaj mi, że nie zapomnisz."
" I ten moment kiedy masz wszystko czego pragnąłeś, a zniszczyłeś to tak szybko."
Po moich policzkach spływały ciepłe łzy. Nie powinnam tego robić, nie powinnam być na niego zła. Ale z jednej strony, nie powinnam się przejmować tym, ponieważ sama myśl o tym cholernym dniu, powoduje mój płacz. Ale ten chłopak... uzależnił mnie jak narkotyk. Nie potrafię, choć przez chwilę, o nim nie myśleć, nie zaglądnąć na jego socialmedia i nie oglądać naszych wspólnych zdjęć. Nagle usłyszałam głośne pukanie. Zasłoniłam twarz kołdrą, udając, że śpię. Przez małą dziurkę zobaczyłam blondyna wraz czarnym rondem kapelusza Carsona.
- Diana? - nagle poczułam szarpnięcie i nim się obejrzałam, moja śnieżno biała kołderka leżała na ziemi.
Zamruczałam niezadowolona, gdyż chciałam pobyć z tym sama. I na moją prośbę, nikt mnie nie odwiedzał. To znaczy Mark, próbował ze mną porozmawiać. Ale nie chciałam z nim rozmawiać gdy tylko naszarpiwał temat, rzucałam w niego poduszką wściekła, a on momentalnie wypadł z mojego pokoju. Po co mam mu mówić o co na prawdę chodzi? Nie chciałam mu kopać dołków, ponieważ jest przyjacielem Mark'a, a poza tym nie lubię być mściwa. Blondyn miałby wtedy poważne problemy. Po mimo, że go cholernie nienawidzę w tym momencie, moje serce jest rozdarte, gdyż część mnie chce go kochać.
- Co tam? - spytałam, pakując kolejną łyżkę lodów do buzi.
Chłopcy usiedli obok mnie.
- Przepraszamy za najście.. - urwał Swift.
- Bez was dałam sobie świetnie radę, nie widzisz?
- Kogo ty chcesz oszukać? - sapnął, odbierając mi kubełek. - Wiem wszystko od Marka. Twoje zdrowie jest coraz to gorsze, odcięłaś się od świata.
- I dobrze mi z tym. - odparłam.
- To nie może dalej tak trwać! - odrzekł Max, wstając od łóżka i ciągnąc mnie za rękę. - Wstawaj!
- Co ty robisz?!
- Marsz do kibla. - odrzekł szorstko Carson, trzymając mnie za nadgarstki.
Uniosłam jedną brew do góry.
- Nie podobam ci się w wersji bez make-up'u? - odparłem sarkazmem.
- Jesteś piękna, ale aktualnie wyglądasz jak... - odrzekł Nathan, chrząkając. - Gówno.
Przewróciłam teatralnie oczami, udając się w wyznaczone miejsce. Wzięłam ciepły prysznic, umyłam głowę, umalowałam się. Po czym ubrałam się. Po czym wielkimi krokami skierowałam się w stronę mojego pokoju.
- A teraz dasz mi spokój, pozwolisz zjeść lody i oglądać kreskówki?
Chłopak pokiwał przecząco głową.
- Nie ma mowy. Idziesz z nami na trening, czy tego chcesz czy nie.
- Tam będzie... Axel. - sapnęłam, wypuszczając powietrze z ust. - Ja nie chcę.
- Nie możesz wiecznie go unikać. - odrzekł Nathan.
- Uwierz mi, że mogę. - odparłam, gdyż takie rozwiązanie było dla mnie idealne.
- Mała, będzie dobrze. - odrzekł Max, kucając nade mną.
- Obiecujecie?
Obaj się uśmiechnęli. Po 5 minutach znajdowaliśmy na zewnątrz. Słońce niemiłosiernie raziło moje oczy. Najpierw udaliśmy się do Starbucks'a po kawę, a następnie nasze kroki zmierzały w stronę gimnazjum. Bałam się, że znów zobaczę jego, albo jeszcze gorzej ją.
- Axel się o mnie pytał? - wyrwało mi się nagle.
- Tak. - pokiwał głową Nate. - Pyta... co u ciebie, dlaczego cię nie ma.
- Jak myślisz, podoba mu się Nelly?
- Raczej nie. Ma już taką jedną na oku. - urwał Nathan.
Na jego twarzy pojawiło się ogromne zmieszanie. Carson tylko patrzył na niego z pod byka. On musi coś wiedzieć.
- A co za jedna? - nie wierzę, że brnę w to dalej.
- Debil - podsumował go Max, waląc go z tył głowy.
- No... nie mogę ci powiedzieć, wiesz tajemnica po między nami... ziomami. - odrzekł Swift, poprawiając swoje włosy.
Jesteśmy. Powoli zbliżaliśmy się w stronę boiska. Założyłam na oczy czarne okulary przeciwsłoneczne. Już z daleka mogłam zauważyć Timmy'iego, Todd'a i Kevin'a. Oczywiście nie mogłam nie zauważyć Blaze'a, który w ogóle nie skupiał się na grze. Poczułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Gdy już znalazłam się trochę bliżej boiska, wszystkie oczy były zwrócone w moją stronę.
* Axel's POV *
♫
- Lepiej żebyś miał jakieś dobre wytłumaczenie.. - westchnął głęboko. - Bo właśnie ją tracisz, stary.
- Co ty tutaj robisz? - odparła chłodno.
- Proszę, daj mi się wytłumaczyć. - i chciałem jej już wszystko powiedzieć, ale ona przeszłam obok mnie i trzasnęła drzwiami przed moim nosem.
Od tej całej akcji minął niespełna tydzień, a ja mam coraz bardziej pod górkę. Nawet w szkole jej nie ma. Jestem kompletnym idiotą. Nie wierzę w to co zrobiłem! W co wpakowała mnie ta kizia mizia Nelly? A co najgorsze, nawet nie próbowałem się bronić. Przynajmniej tak wyglądało z perspektywy Evans. Przez cały ten tydzień spamie jej gdzie się da. Ona jednak jest niewzruszona, nie odczytuje, nie zdziwię się, jeśli mnie zablokuje. Na treningu bez sensu kopałem piłkę. Co dziwne Swift'a i Carson'a nie było, podejrzewałem, gdzie mogę być. Nagle z cienia wyszła ona, wraz z chłopakami. Zagryzłem dolną wargę, nie spojrzę w jej oczy. Pierwsza podbiegła do niej Silvia.
- Cześć Dan. Dlaczego cię nie ma w szkole?
Spojrzałem kątem oka w jej stronę. Dziewczyna nie wyglądała za dobrze. Widać, że z jej zdrowiem jest kiepskawo. Zacząłem stopniowo się oddalać.
- Axel! - krzyczał Dragonfly, ale ja nie zamierzałem się odwrócić.
Poszedłem do mojej ulubionej lodziarni. Usłyszałem za sobą kolejny krzyk.
- Poczekaj! - odwróciłem się, a moim oczom ukazał się Bobby.
Tego się nie spodziewałem. Nie zamierzam z nim gadać, to kolega Jude tego cwela, który... Zaraz, zaraz. Tak go wyzywałem, a nawet nie zauważyłem, że przez to co zrobiłem, mogę równie dobrze siebie tak nazwać.
- Wracaj na boisko.
Prychnąłem.
- Nie mam zamiaru. - i już miałem iść, kiedy chłopak niespodziewanie złapał mnie za ramię.
- Pogadajmy.
- Nie mamy o..
- Wiem wszystko. - odparł, nadal mnie trzymając. - O tobie i o niej. Widziałem jak całowałeś się z Nelly.
- Fantastycznie. - odburknąłem w jego stronę. - Co z tym zrobisz, Agencie 007?
- Nie rozumiesz. - pokręcił głową. - Nie szpieguję cię, po prostu tędy przechodziłem. Wiem, że mi nie ufasz.
- Dziwisz się? - odparłem niewzruszony.
- Ale chcę ci powiedzieć, żebyś nie odpuszczał.
- Myślisz, że zamierzam to zrobić? - uniosłem jedną z brwi w górę.
- Nie uciekaj od niej, bo ją w końcu stracisz.
Niestety ma on rację, tak samo powiedział mi Nathan. Ale to nie jest takie łatwe. Może zbyt pochopnie nakleiłem jej palkietkę? Ale i tak, będę go obserwować.
- Chodź. - powiedział, idąc w stronę boiska.
Tam już chłopaki ćwiczyli. I była ona, nawet uraczyła mnie swoim spojrzeniem. Nagle obok mnie znalazł się Nathan.
- Wiesz co?
- Nie, nie wiem - sapnąłem, przewracając oczami.
- Mało brakło abym się wygadał, że ją kochasz. - chrząknął, na co moje oczy powiększyły się.
- Co.
- To co słyszysz. - zaśmiał się nerwowo pod nosem. - Ale spokojnie Max mnie powstrzymał.
Nagle w naszą stronę zaczęła podążać brunetka. Nie wiedząc czemu uśmiechnęła się w moją stronę.
- Blaze. - powiedziała, prowadząc mnie poza teren szkoły.
To dziwne.
- A to ja muszę... się napić. - palnął, nie przeszkadzając nam w rozmowie.
- Masz szansę się wytłumaczyć, daję ci 5 minut. - rozkazała, krzyżując ręce na piersiach
- Tylko 5? - przewróciła na mnie oczami.
- Start.
- Nelly mnie pocałowała, nawet nie mogłem na to zareagować.
- Aham, coś jeszcze? Może poszliście do siebie?
- Evans, przesadzasz. - uniosłem się.
- Czyli to co Bobby mi powiedział, to prawda?
W duchu podziękowałem mu za uratowanie mojego tyłka.
- Przepraszam.
- Myślisz, że "przepraszam", załatwi sprawę, co? - zaśmiała się pod nosem.
- Jeśli chcesz, to...
Dźgnęła mnie w bok.
- No już.. masz wybaczone.
- Na prawdę? - wziąłem ją w objęcia.
- A podobało ci się? - odrzekła, pokazując minę zniesmaczenia.
- Ble... - skrzywiłem się, okazując oznakę obrzydzenia.
- Ciekawe co myślą... - urwała, wskazując na chłopaków palcem. - Pewnie, że wydałam na ciebie wyrok śmierci czy coś.
- Nie zrobiłabyś tego tej pięknej buźce.
- Uwierz, zrobiłabym. - powiedziała, łapiąc moją twarz i formując moje usta w dziubek.
Udaliśmy z powrotem na boisko. Tam już była panna Raimon.
- A oto i ona! - wskazała na nią. - No skoro jesteś... boli mnie głowa, skocz po wodę. Migusiem.
Już miałem zareagować, ale położyła rękę na moim torsie.
- Na co czekasz?
- Przykro mi, ale.. to nie należy do moich obowiązków. - odparła.
- Daj se siana, Nelly. Diana jest piękniejsza, mądrzejsza i w ogóle lepsza od ciebie. Nikt cię nie potrzebuje, nawet twój crush Mark Evans. - zgadnijcie, kto mógłby powiedzieć te słowa. Tylko jedna osoba. Nathan Swift. Tylko ten człowiek potrafi wszystko wypaplać w trymiga.
* Mark's POV *
♫
- Daj se siana, Nelly. Diana jest piękniejsza, mądrzejsza i w ogóle lepsza od ciebie. Nikt cię nie potrzebuje, nawet twój crush Mark Evans. - powiedział dumnie Nathan, po czym dostał wielkiego kuksańca w brzuch od Kevin'a.
Natychmiastowo się odwróciłem. Spojrzałem w stronę dziewczyny, a na jej policzkach malowało się zakłopotanie. Najwidoczniej w świecie próbowała nie patrzeć w moje oczy. I nim się obejrzałem, dziewczyna biegła przed siebie.
- To było za wiele Nathan. - odrzekłem chłodno, kierując się za już prawie niewidoczną postacią Nelly.
Rozumiem, ta dziewczyna z natury jest na prawdę irytująca, wredna.. ale nawet takiego człowieka poniżać nie wolno. Skierowałem się w stronę wieży. Czułem, że gdzieś tam ją znajdę. Moje przeczucia nadal są nieomylne. Dziewczyna siedziała na mojej oponie. Jej wzrok był nieobecny.
- Cześć. - powiedziałem, uśmiechając w jej stronę.
- Po co tu przyszedłeś?- sapnęła, ocierając twarz. - Chcesz się ponabijać?
- Nie.. chciałem posiedzieć tutaj. - urwałem, drapiąc się po głowie. - Na tej oponie.
- Ale... nie ma miejsca dla nas dwóch. - stwierdziła.
- Damy radę. - i usiadłem obok niej, wręczyłem jej chusteczkę.
- Dzięki. - odparła, powoli wstając, z zamiarem odejścia.
- Uważam, że jesteś na swój sposób wyjątkowa.
Dziewczyna szybko odwróciła się.
- Wyjątkowo irytująca i wredna. - spojrzała na mnie znacząco.
- To już wiem, Mark. - westchnęła.
- A wiesz, że mimo tego... to cię lubię?
- Lubisz mnie?
- Można tak powiedzieć. - mrugnąłem w jej stronę.
- Dlaczego? - zaczęła zdziwiona wymachiwać rękami. - Czy nie widzisz jaka jestem? Burzę granice, ranię ludzi.. nie powinnam.
- Nawet nie wiesz, jak trudno...
- ... określić kim się na prawdę jest. - powiedzieliśmy razem.
Zbliżyłem się w stronę dziewczyny. Poczułem takie dziwne mrowienie w moim brzuchu. Złapałem ją w talii i stanowczo przyciągnąłem do siebie. Ta chwila była magiczna. Jej zimne usta idealnie komponowały się z moimi. Cały mój świat wirował zupełnie tak jakbym właśnie zapalił marihuanę.
- To było miłe.. - mruknąłem, patrząc prosto w moje oczy.
- Nie mogę się nie zgodzić. - urwała, dając włosy za ucho.
- Może pogramy razem w piłkę?
- Czemu nie.
hej, hej!
witam was w kolejnym rozdziale.
juuupi :D
a tak na serio jestem mega wykończona i wycieńczona. :<<<<
ale udało mi się coś z siebie wykrzesić! ^.^
wyświetlenia rosną, komentarzy jak komentarzy znikoma ilość.
ale na pewno kieeedyś będzie więcej ooby. :D
nie mogłam ich nie pogodzić noo.
i proszę MARK i NELLY, haha zakochańce.
miłość, miłość i jeszcze raz miłość.
ja już lecę, trzymajcie się, papatki :*
- A teraz dasz mi spokój, pozwolisz zjeść lody i oglądać kreskówki?
Chłopak pokiwał przecząco głową.
- Nie ma mowy. Idziesz z nami na trening, czy tego chcesz czy nie.
- Tam będzie... Axel. - sapnęłam, wypuszczając powietrze z ust. - Ja nie chcę.
- Nie możesz wiecznie go unikać. - odrzekł Nathan.
- Uwierz mi, że mogę. - odparłam, gdyż takie rozwiązanie było dla mnie idealne.
- Mała, będzie dobrze. - odrzekł Max, kucając nade mną.
- Obiecujecie?
Obaj się uśmiechnęli. Po 5 minutach znajdowaliśmy na zewnątrz. Słońce niemiłosiernie raziło moje oczy. Najpierw udaliśmy się do Starbucks'a po kawę, a następnie nasze kroki zmierzały w stronę gimnazjum. Bałam się, że znów zobaczę jego, albo jeszcze gorzej ją.
- Axel się o mnie pytał? - wyrwało mi się nagle.
- Tak. - pokiwał głową Nate. - Pyta... co u ciebie, dlaczego cię nie ma.
- Jak myślisz, podoba mu się Nelly?
- Raczej nie. Ma już taką jedną na oku. - urwał Nathan.
Na jego twarzy pojawiło się ogromne zmieszanie. Carson tylko patrzył na niego z pod byka. On musi coś wiedzieć.
- A co za jedna? - nie wierzę, że brnę w to dalej.
- Debil - podsumował go Max, waląc go z tył głowy.
- No... nie mogę ci powiedzieć, wiesz tajemnica po między nami... ziomami. - odrzekł Swift, poprawiając swoje włosy.
Jesteśmy. Powoli zbliżaliśmy się w stronę boiska. Założyłam na oczy czarne okulary przeciwsłoneczne. Już z daleka mogłam zauważyć Timmy'iego, Todd'a i Kevin'a. Oczywiście nie mogłam nie zauważyć Blaze'a, który w ogóle nie skupiał się na grze. Poczułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Gdy już znalazłam się trochę bliżej boiska, wszystkie oczy były zwrócone w moją stronę.
* Axel's POV *
♫
- Lepiej żebyś miał jakieś dobre wytłumaczenie.. - westchnął głęboko. - Bo właśnie ją tracisz, stary.
Postanowiłem działać niezwłocznie, szybko ruszyłem pod jej dom. Poczekam na nią tutaj, lepiej teraz się wytłumaczyć, gdyż potem będzie potwornie ciężko
- Diana.. - szybko wstałem z schodów.- Co ty tutaj robisz? - odparła chłodno.
- Proszę, daj mi się wytłumaczyć. - i chciałem jej już wszystko powiedzieć, ale ona przeszłam obok mnie i trzasnęła drzwiami przed moim nosem.
Od tej całej akcji minął niespełna tydzień, a ja mam coraz bardziej pod górkę. Nawet w szkole jej nie ma. Jestem kompletnym idiotą. Nie wierzę w to co zrobiłem! W co wpakowała mnie ta kizia mizia Nelly? A co najgorsze, nawet nie próbowałem się bronić. Przynajmniej tak wyglądało z perspektywy Evans. Przez cały ten tydzień spamie jej gdzie się da. Ona jednak jest niewzruszona, nie odczytuje, nie zdziwię się, jeśli mnie zablokuje. Na treningu bez sensu kopałem piłkę. Co dziwne Swift'a i Carson'a nie było, podejrzewałem, gdzie mogę być. Nagle z cienia wyszła ona, wraz z chłopakami. Zagryzłem dolną wargę, nie spojrzę w jej oczy. Pierwsza podbiegła do niej Silvia.
- Cześć Dan. Dlaczego cię nie ma w szkole?
Spojrzałem kątem oka w jej stronę. Dziewczyna nie wyglądała za dobrze. Widać, że z jej zdrowiem jest kiepskawo. Zacząłem stopniowo się oddalać.
- Axel! - krzyczał Dragonfly, ale ja nie zamierzałem się odwrócić.
Poszedłem do mojej ulubionej lodziarni. Usłyszałem za sobą kolejny krzyk.
- Poczekaj! - odwróciłem się, a moim oczom ukazał się Bobby.
Tego się nie spodziewałem. Nie zamierzam z nim gadać, to kolega Jude tego cwela, który... Zaraz, zaraz. Tak go wyzywałem, a nawet nie zauważyłem, że przez to co zrobiłem, mogę równie dobrze siebie tak nazwać.
- Wracaj na boisko.
Prychnąłem.
- Nie mam zamiaru. - i już miałem iść, kiedy chłopak niespodziewanie złapał mnie za ramię.
- Pogadajmy.
- Nie mamy o..
- Wiem wszystko. - odparł, nadal mnie trzymając. - O tobie i o niej. Widziałem jak całowałeś się z Nelly.
- Fantastycznie. - odburknąłem w jego stronę. - Co z tym zrobisz, Agencie 007?
- Nie rozumiesz. - pokręcił głową. - Nie szpieguję cię, po prostu tędy przechodziłem. Wiem, że mi nie ufasz.
- Dziwisz się? - odparłem niewzruszony.
- Ale chcę ci powiedzieć, żebyś nie odpuszczał.
- Myślisz, że zamierzam to zrobić? - uniosłem jedną z brwi w górę.
- Nie uciekaj od niej, bo ją w końcu stracisz.
Niestety ma on rację, tak samo powiedział mi Nathan. Ale to nie jest takie łatwe. Może zbyt pochopnie nakleiłem jej palkietkę? Ale i tak, będę go obserwować.
- Chodź. - powiedział, idąc w stronę boiska.
Tam już chłopaki ćwiczyli. I była ona, nawet uraczyła mnie swoim spojrzeniem. Nagle obok mnie znalazł się Nathan.
- Wiesz co?
- Nie, nie wiem - sapnąłem, przewracając oczami.
- Mało brakło abym się wygadał, że ją kochasz. - chrząknął, na co moje oczy powiększyły się.
- Co.
- To co słyszysz. - zaśmiał się nerwowo pod nosem. - Ale spokojnie Max mnie powstrzymał.
Nagle w naszą stronę zaczęła podążać brunetka. Nie wiedząc czemu uśmiechnęła się w moją stronę.
- Blaze. - powiedziała, prowadząc mnie poza teren szkoły.
To dziwne.
- A to ja muszę... się napić. - palnął, nie przeszkadzając nam w rozmowie.
- Masz szansę się wytłumaczyć, daję ci 5 minut. - rozkazała, krzyżując ręce na piersiach
- Tylko 5? - przewróciła na mnie oczami.
- Start.
- Nelly mnie pocałowała, nawet nie mogłem na to zareagować.
- Aham, coś jeszcze? Może poszliście do siebie?
- Evans, przesadzasz. - uniosłem się.
- Czyli to co Bobby mi powiedział, to prawda?
W duchu podziękowałem mu za uratowanie mojego tyłka.
- Przepraszam.
- Myślisz, że "przepraszam", załatwi sprawę, co? - zaśmiała się pod nosem.
- Jeśli chcesz, to...
Dźgnęła mnie w bok.
- No już.. masz wybaczone.
- Na prawdę? - wziąłem ją w objęcia.
- A podobało ci się? - odrzekła, pokazując minę zniesmaczenia.
- Ble... - skrzywiłem się, okazując oznakę obrzydzenia.
- Ciekawe co myślą... - urwała, wskazując na chłopaków palcem. - Pewnie, że wydałam na ciebie wyrok śmierci czy coś.
- Nie zrobiłabyś tego tej pięknej buźce.
- Uwierz, zrobiłabym. - powiedziała, łapiąc moją twarz i formując moje usta w dziubek.
Udaliśmy z powrotem na boisko. Tam już była panna Raimon.
- A oto i ona! - wskazała na nią. - No skoro jesteś... boli mnie głowa, skocz po wodę. Migusiem.
Już miałem zareagować, ale położyła rękę na moim torsie.
- Na co czekasz?
- Przykro mi, ale.. to nie należy do moich obowiązków. - odparła.
- Daj se siana, Nelly. Diana jest piękniejsza, mądrzejsza i w ogóle lepsza od ciebie. Nikt cię nie potrzebuje, nawet twój crush Mark Evans. - zgadnijcie, kto mógłby powiedzieć te słowa. Tylko jedna osoba. Nathan Swift. Tylko ten człowiek potrafi wszystko wypaplać w trymiga.
* Mark's POV *
♫
- Daj se siana, Nelly. Diana jest piękniejsza, mądrzejsza i w ogóle lepsza od ciebie. Nikt cię nie potrzebuje, nawet twój crush Mark Evans. - powiedział dumnie Nathan, po czym dostał wielkiego kuksańca w brzuch od Kevin'a.
Natychmiastowo się odwróciłem. Spojrzałem w stronę dziewczyny, a na jej policzkach malowało się zakłopotanie. Najwidoczniej w świecie próbowała nie patrzeć w moje oczy. I nim się obejrzałem, dziewczyna biegła przed siebie.
- To było za wiele Nathan. - odrzekłem chłodno, kierując się za już prawie niewidoczną postacią Nelly.
Rozumiem, ta dziewczyna z natury jest na prawdę irytująca, wredna.. ale nawet takiego człowieka poniżać nie wolno. Skierowałem się w stronę wieży. Czułem, że gdzieś tam ją znajdę. Moje przeczucia nadal są nieomylne. Dziewczyna siedziała na mojej oponie. Jej wzrok był nieobecny.
- Cześć. - powiedziałem, uśmiechając w jej stronę.
- Po co tu przyszedłeś?- sapnęła, ocierając twarz. - Chcesz się ponabijać?
- Nie.. chciałem posiedzieć tutaj. - urwałem, drapiąc się po głowie. - Na tej oponie.
- Ale... nie ma miejsca dla nas dwóch. - stwierdziła.
- Damy radę. - i usiadłem obok niej, wręczyłem jej chusteczkę.
- Dzięki. - odparła, powoli wstając, z zamiarem odejścia.
- Uważam, że jesteś na swój sposób wyjątkowa.
Dziewczyna szybko odwróciła się.
- Wyjątkowo irytująca i wredna. - spojrzała na mnie znacząco.
- To już wiem, Mark. - westchnęła.
- A wiesz, że mimo tego... to cię lubię?
- Lubisz mnie?
- Można tak powiedzieć. - mrugnąłem w jej stronę.
- Dlaczego? - zaczęła zdziwiona wymachiwać rękami. - Czy nie widzisz jaka jestem? Burzę granice, ranię ludzi.. nie powinnam.
- Nawet nie wiesz, jak trudno...
- ... określić kim się na prawdę jest. - powiedzieliśmy razem.
Zbliżyłem się w stronę dziewczyny. Poczułem takie dziwne mrowienie w moim brzuchu. Złapałem ją w talii i stanowczo przyciągnąłem do siebie. Ta chwila była magiczna. Jej zimne usta idealnie komponowały się z moimi. Cały mój świat wirował zupełnie tak jakbym właśnie zapalił marihuanę.
- To było miłe.. - mruknąłem, patrząc prosto w moje oczy.
- Nie mogę się nie zgodzić. - urwała, dając włosy za ucho.
- Może pogramy razem w piłkę?
- Czemu nie.
hej, hej!
witam was w kolejnym rozdziale.
juuupi :D
a tak na serio jestem mega wykończona i wycieńczona. :<<<<
ale udało mi się coś z siebie wykrzesić! ^.^
wyświetlenia rosną, komentarzy jak komentarzy znikoma ilość.
ale na pewno kieeedyś będzie więcej ooby. :D
nie mogłam ich nie pogodzić noo.
i proszę MARK i NELLY, haha zakochańce.
miłość, miłość i jeszcze raz miłość.
ja już lecę, trzymajcie się, papatki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz