Rozdział:16
"- Zwalniasz mnie? - spytał z sarkazmem, nadal chichocząc - Okej. I tak miałem się stąd zmyć. Na waszym miejscu zaczął się rozglądać za szpiegiem.
- Co ma pan na myśli? - wyrwał się Mark.
- Zobaczycie sami... No, ale przynajmniej jedna cześć planu wykonana, nie prawdaż Bobby?
Wszystkie oczy były zwrócone w stronę Shearer'a. Chłopak momentalnie zbladł, a jego wzrok był rozbiegany. Wystraszony pobiegł tam, gdzie nogi poniosły."
- Co ma pan na myśli? - wyrwał się Mark.
- Zobaczycie sami... No, ale przynajmniej jedna cześć planu wykonana, nie prawdaż Bobby?
Wszystkie oczy były zwrócone w stronę Shearer'a. Chłopak momentalnie zbladł, a jego wzrok był rozbiegany. Wystraszony pobiegł tam, gdzie nogi poniosły."
* Mark's POV *
♫
- Zobaczycie sami... No, ale przynajmniej jedna cześć planu wykonana, nie prawdaż Bobby?
Wbiło mnie w ziemię, straciłem panowanie nad swoim oddechem i drużyną, gdyż właśnie taki ktoś jak Bobby mnie przechytrzył. I w głębi duszy, myślałem, że moje myśli są zbyt pesymistyczne. Ale.. to co najgorsze, właśnie zawitało w moje progi. Mogliśmy zginąć za dokładnie 4 dni, wszystko za sprawą trenera. Nie wiem i nie chce wiedzieć, czy Bobby również chciał wydać nas na misję samobójczą. Spojrzałem na niego znacząco, a za mną cała grupa. Nie zniósł tego spojrzenia i po prostu uciekł. Pospieszyłem za nim, gdyż nie chce aby myśl, że "nie potrafię pomóc przyjaciołom" mnie goniła przez resztę życia. Udałem się bezpośrednio na boisko, ponieważ miałem przeczucie, że właśnie tam go znajdę. Nie myliłem się. Chłopak leżał na trawie, a obok niego Silvia. Usłyszałem kawałek ich rozmowy.
- Mark nie jest taki... - sapnął chłopak. - Mogę przynajmniej biec obok niego, przy Eric'u zawsze byłem daleko w tyle.
- Tak... Trzeba mu przyznać, jest wspaniały.
Poczułem ogromne ciepło w moim sercu. Na mojej twarzy pojawił się beztroski uśmiech. Może nie jestem aż taki zły?
- Silvia możesz nas zostawić? - dziewczyna spojrzała to na mnie i na niego, odeszła.
- Mark, ja... - urwał, drapiąc się po głowie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że powinienem cię teraz wyrzucić? - a oczy chłopaka zrobiły się jak dwie złotówki.
- Mam tylko jedno pytanie... teraz proszę bądź ze mną szczery. - sapnąłem, łapiąc go za ramię. - Miałeś coś wspólnego z tym majstrowaniem przy naszym wozie?
- Nie.. właśnie dzisiaj miałem zanieść list do waszego dyrektora, o tym co tutaj robiłem... i wtedy zobaczyłem jego. - mruknął.
Spojrzałem na boisko. Dzieciaki już dawno zaczęły grę. Postanowiłem się do nich przyłączyć.
- Bobby, zagrajmy w piłkę! - krzyknąłem przez ramię.
Chłopak tylko zaśmiał się pod nosem. Nawet nie potrafię się na niego gniewać. Szczerze mówiąc, odetchnąłem z ulgą, gdy zaprzeczył co do autobusu. Piłka powinna łączyć, a nie dzielić. Po chwili obaj znajdowaliśmy się na boisku. Przez cały dzień uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
♫
- Zobaczycie sami... No, ale przynajmniej jedna cześć planu wykonana, nie prawdaż Bobby?
Wbiło mnie w ziemię, straciłem panowanie nad swoim oddechem i drużyną, gdyż właśnie taki ktoś jak Bobby mnie przechytrzył. I w głębi duszy, myślałem, że moje myśli są zbyt pesymistyczne. Ale.. to co najgorsze, właśnie zawitało w moje progi. Mogliśmy zginąć za dokładnie 4 dni, wszystko za sprawą trenera. Nie wiem i nie chce wiedzieć, czy Bobby również chciał wydać nas na misję samobójczą. Spojrzałem na niego znacząco, a za mną cała grupa. Nie zniósł tego spojrzenia i po prostu uciekł. Pospieszyłem za nim, gdyż nie chce aby myśl, że "nie potrafię pomóc przyjaciołom" mnie goniła przez resztę życia. Udałem się bezpośrednio na boisko, ponieważ miałem przeczucie, że właśnie tam go znajdę. Nie myliłem się. Chłopak leżał na trawie, a obok niego Silvia. Usłyszałem kawałek ich rozmowy.
- Mark nie jest taki... - sapnął chłopak. - Mogę przynajmniej biec obok niego, przy Eric'u zawsze byłem daleko w tyle.
- Tak... Trzeba mu przyznać, jest wspaniały.
Poczułem ogromne ciepło w moim sercu. Na mojej twarzy pojawił się beztroski uśmiech. Może nie jestem aż taki zły?
- Silvia możesz nas zostawić? - dziewczyna spojrzała to na mnie i na niego, odeszła.
- Mark, ja... - urwał, drapiąc się po głowie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że powinienem cię teraz wyrzucić? - a oczy chłopaka zrobiły się jak dwie złotówki.
- Mam tylko jedno pytanie... teraz proszę bądź ze mną szczery. - sapnąłem, łapiąc go za ramię. - Miałeś coś wspólnego z tym majstrowaniem przy naszym wozie?
- Nie.. właśnie dzisiaj miałem zanieść list do waszego dyrektora, o tym co tutaj robiłem... i wtedy zobaczyłem jego. - mruknął.
Spojrzałem na boisko. Dzieciaki już dawno zaczęły grę. Postanowiłem się do nich przyłączyć.
- Bobby, zagrajmy w piłkę! - krzyknąłem przez ramię.
Chłopak tylko zaśmiał się pod nosem. Nawet nie potrafię się na niego gniewać. Szczerze mówiąc, odetchnąłem z ulgą, gdy zaprzeczył co do autobusu. Piłka powinna łączyć, a nie dzielić. Po chwili obaj znajdowaliśmy się na boisku. Przez cały dzień uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
* Jude's POV *
Celia, Diana, Celia, Diana - cały czas w mojej głowie obijają się myśli na tematach tych dziewczyn. Obie chciałbym mieć teraz przy sobie, ale niestety moje zachowanie mnie od nich oddala. W wieku 6 lat straciłem rodziców, zginęli w wypadku samolotowym. Trafiłem wtedy wraz Celią, do tutejszego domu dziecka. Niestety co do rodzin zastępczych to rozdzieli nas. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jestem dla niej okropny. Ja się staram, na prawdę. Może tego nie widać, ale niestety takie panują zasady, tutaj, w Akademii. A jeśli chodzi o Dianę, to kompletnie to skasztaniłem, po prostu źle to rozegrałem. Jestem idiotą. Skierowałem się w stronę szatni. Tam zastałem Joe'go i David'a. Nawet nie zwróciłem na nich uwagi.
- Poczekaj. - odwróciłem się w stronę King'a. - Możesz mi wyjaśnić, dlaczego nam nie powiedziałeś, że nie chodzisz z Dan?
Zacisnąłem pięść. Gubię się we własnych kłamstwach. Nie, nie, nie! - teraz nie mam na to czasu. Za niedługo rozgrywamy finały, a za lada moment gramy mecz z Raimonem. Z ojcem zawarłem układ, że jeśli wygram ten mecz, to moja siostra zamieszka razem z nami. Nie mogę i tego schrzanić.
- To moja sprawa. - warknąłem w jego stronę.
- Jude. Jesteśmy przyjaciółmi. - do rozmowy włączył się David, łapiąc mnie za ramię. - Pozwól sobie pomóc.
- Nie potrzebuję niańki. - po czym skierowałem się w stronę stadionu.
Przez to wszystko, najzwyczajniej w świecie nie umiem przyłożyć
się do treningu. Opadłem zmęczony na murawę.
"- Pocieszyłam? Człowieku jesteś śmieszny... zamieniłeś moje całe życie w piekło, do tej pory czuję mrowienie w tych miejscach. - sapnęła, pokazując mi moje odznaki. - Tak, Jude.. te cięcia czuje najbardziej.. dzięki niemu, zaznałam spokoju..
- Gadanie, przecież było nam tak dobrze...
- Tak.. - urwała, zaciskając pięści. - Omamiłeś mnie na samym początku, ale teraz nie muszę się bać.
- Diana, ja na prawdę...
- Prawda brzmi tak obco w twoich ustach. Wiesz ile jest warta ta twoja prawda? - splunęła na trawę. - O właśnie tyle."
" - Jude. Co ty tu robisz?! - powiedziała wzburzona szatynka, łapiąc mnie za rękę. - Szpiegujesz gimnazjum Raimon'a? się do treningu. Opadłem zmęczony na murawę.
"- Pocieszyłam? Człowieku jesteś śmieszny... zamieniłeś moje całe życie w piekło, do tej pory czuję mrowienie w tych miejscach. - sapnęła, pokazując mi moje odznaki. - Tak, Jude.. te cięcia czuje najbardziej.. dzięki niemu, zaznałam spokoju..
- Gadanie, przecież było nam tak dobrze...
- Tak.. - urwała, zaciskając pięści. - Omamiłeś mnie na samym początku, ale teraz nie muszę się bać.
- Diana, ja na prawdę...
- Prawda brzmi tak obco w twoich ustach. Wiesz ile jest warta ta twoja prawda? - splunęła na trawę. - O właśnie tyle."
- Nie muszę ci się tłumaczyć siostrzyczko. - wycedziłem przez zęby, wyrywając się z jej uścisku."
Przetarłem ręką twarz. Kogo ja oszukuję? Udaję zimnego i takiego złego, wobec każdego kogo spotykam. Jestem tego przeciwieństwem. Jednak prawdziwy Jude jest spokojnym, normalnym nastolatkiem. Zazdroszczę innym ludziom, którzy potrafią być sobą. Nie boją się niczego i nikogo, nie obchodzi ich nic i nikt. Ja niestety muszę trzymać się roli, jaką przydzielił mi Dark. Nie mam innego wyjścia. Czasami mam tego wszystkiego zwyczajnie dość. Od paru ładnych lat, piłka najzwyczajniej w świecie przestała mnie cieszyć. Z każdą wygraną nie czuję nic, ani radość, ani spełnienia. Zupełnie jakbym był z kamienia. Może dlatego, że trzymam się rozmaitych wytycznych? Co raz bardziej zaczynam się przekonywać do tego, że jestem jedną z jego marionetek. Po treningu udałem się do domu. Od razu skierowałem się do swojego pokoju. Spojrzałem na ekran, na wygaszaczu widniało nasze wspólne zdjęcie z Dianą w dzień balu. Pamiętam to jak dziś. Odkąd ją poznałem czułem, że to może być coś więcej niż tylko przyjaźń. Dopiero podczas wolnego tańca, byłem w stanie jej to powiedzieć.
"- Kto to jest A? - wyrwała nadgarstek z mocnego uścisku.
- To cię powinno najmniej obchodzić. - zignorowała pytanie.
- To Blaze prawda? - zacisnąłem wargi. - Wow, szybko się pocieszyłaś.
- Pocieszyłam? Człowieku jesteś śmieszny... zamieniłeś moje całe życie w piekło, do tej pory czuję mrowienie w tych miejscach. - sapnęła, pokazując mi moje odznaki. - Tak, Jude.. te cięcia czuje najbardziej.. dzięki niemu, zaznałam spokoju.."
"- To jego sprawka... - przekrzywiłem jej nadgarstek, tak by widziała swój tatuaż. - Gdyby nie on, uwierzyłabyś mi.
Pokręciła na moje zachowanie twarzą.
- Nie Jude... on mi otworzył oczy, na to co się dzieje. Pokazał mi, że można żyć bez bólu..
- ...beze mnie, to masz na myśli?
Odległość od naszych twarzy stopniowo się zmniejszała.
- Potrafisz? - szepnąłem, lekko muskając jej usta."
No właśnie "byłem". Spojrzałem na stary, zakurzony magazyn piłkarski. Wziąłem czasopismo do rąk i przytuliłem do siebie. Po wypadku, tylko tyle mi po ojcu pozostało. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wtedy również Dark wziął mnie pod swoje skrzydła. Usłyszałem ciche szepty. Rozpoznałem uczestników tej rozmowy.
- Od kilku godzin siedzi tam. - wyszeptał mój ojciec. - Powinien pan z nim porozmawiać. Martwię się o niego.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Po chwili klamka od moich drzwi poruszyła się. W drzwiach stanął trener.
- Witaj Jude.
Nie odpowiedziałem. Nie mam zamiaru z nikim rozmawiać, a tym bardziej z nim. Przez to, co czego się dowiedziałem od Shearer'a, nie jestem w stanie mu zaufać.
- Rozumiem, że jest ci ciężko.
Gadka stara jak świat.
- Nic pan nie rozumie! - krzyknąłem prosto w jego twarz.
- Jak to...
- To już nie chodzi o wygraną. Chcę grać według mojej piłki.
- Chłopcze. W tej grze tylko wygrana się liczy. Zrozum to. - odrzekł chłodno, potrząsając całym mną.
Nagle mężczyzna zaczął zbliżać rękę do magazynu. Szybkim ruchem zabrałem mu gazetę z przed rąk.
- Musisz się odciąć od przyszłości... - powiedział, kierując się w stronę drzwi. - A chcesz wygrać, prawda?
* Diana's POV *
Sprawa z Bobby'm poszła w niepamięć każdego. Całą grupką udaliśmy się do naszej ulubionej knajpki. Moje myśli był skierowane wokół jednej osoby, Jude. Jedna część mnie jest za Axel'em, a druga za Jude'm. Czuję się rozdarta.
- Musimy znaleźć trenera. Inaczej nie możemy dalej brać udziału w turnieju. Co o tym myślisz, Diana? - z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Todd'a.
Pokiwałam twierdząco głową.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się blado, bawiąc się widelcem.
- Może pan kucharz? - wyrwał się Nathan.
Mężczyzna wyjrzał zza lady.
- Skąd taki pomysł? - odparłam zdziwiona.
- W końcu on też był w dawnej jedenastce Raimon'a. - odrzekł dziennikarz, popijając swoją kawę.
- Ale.. skąd pan to? - i nim zdążyliśmy o cokolwiek zapytać, mężczyzna rozpłynął się
Postanowiłam się trochę odświeżyć, podreptałam do toalety. Przed drzwiami stali Axel i Nelly.
- Podoba mi się to jak udajesz niedostępnego... - wymruczała w jego ucho.
Nagle stało się coś, czego się kompletnie się nie spodziewałam.
Dziewczyna nawet się nie zawahała, od razu wbiła się w jego usta. Co najdziwniejsze blondyn się nawet nie sprzeciwiał. Wychyliłam się powoli zza ściany.
- Dan, to nie tak... - wydukał, odpychając od siebie.
Zimne łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Zranił mnie, a to nie dlatego, że się całował z dziewczyną. Mówił mi, że jej nienawidzi ze swojego czystego serca, zawsze bronił mnie przed nią. A teraz co? Jak gdyby nigdy nic, całuje ją. Nie wyrywa się i gdybym tak beztrosko szorowała moje ręce, to pewnie ta chwila trwałaby o wiele dłużej. To już nawet nie chodzi o moją lekką zazdrość. Moje serce, które powoli sklejało swoje kawałki po rozstaniu z Jude'm, a które przygotowało się przyjąć Axel'a do swojego serca, ponownie zaklekotało. Widok tych dwojga przypomniał mi dokładnie ten sam moment, tylko zamiast nich był Jude i moja przyjaciółka. Momentalnie wybiegłam z tego miejsca. Za mną wybiegł Nathan. Chcę dzisiaj zostać sama, nie potrzebuje wujcia dobrej rady.
- Co jest? - spytał, łapiąc mnie za ramiona.
- Właśnie widziałam Axel'a całującego Nelly.. - próbowałam przełknąć wielką gulę w gardle. - Jest po prostu cudownie!
- Czy chcesz...
- Dajcie mi wszyscy święty spokój. - krzyknęłam mu w twarz.
Chłopak przytulił mnie do siebie.
- Chodź. - odrzekł, łapiąc mnie za rękę.
Nasze kroki zmierzały do pobliskiego parku. Usiedliśmy na jednej z ławek.
- A więc.. - nakłaniał mnie do otwarcia się
- Nathan... - jęknęłam, bo z trudem przychodziło mi powiedzenie, tych właśnie słów. - Ja go kocham do cholery!
- Może to nie porozumienie... - próbował sam siebie przekonać
- Nie broń go. - odrzekłam, ocierając kolejną łzę. - Widziałam to wszystko!
- Nie bronię. Mówię co myślę. Dałaś mu się w ogóle wytłumaczyć? - spytał, nadal trzymając moją rękę.
- Myślisz, że sobie to wymyśliłam, tak? - sapnęłam.
- Diana ty widziałaś jedną stop klatkę, a pozostała część filmu może być zupełnie inna.
* Axel's POV *
♫
- Co jej tak długo nie ma? - jęknął Mark, rozglądając się dookoła.
- Sprawdzę co z nią. - urwałem, wstając z miejsca.
Postanowiłem, że najpierw zacznę od przeszukania toalet. I właśnie miałem chwycić za klamkę, gdy przed drzwiami stanęła Nelly. Przydusiła mnie do ściany i patrzyła beztrosko.
- Co chcesz? - spytałem, nawet na nią nie patrząc.
- Nie można z Tobą nawet normalnie porozmawiać? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie, dotykając mojego policzka.
- Najwidoczniej. - wybełkotałem.
Poczułem, że całe moje ciało odpycha jej szorstki dotyk.
- Podoba mi się to jak udajesz niedostępnego...
Odległość po między naszymi twarzami się coraz to zmniejszała.
Nagle dziewczyna wpiła się w moje usta. Nawet nie mogłem na to zareagować. Po czym zobaczyłem Dianę, wychodzącą z łazienki. Odepchnąłem dziewczynę od siebie.
- Dan, to nie tak... - wydukałem.
Z jej oczu zaczęła płynąć słona ciecz. Jeszcze chwile patrzyła na mnie znacząco, a każda łza powodowała ukłucie w moim sercu, po chwili uciekła. Spojrzałem na zadowoloną pannę Raimon. Dziewucha miała na twarzy wielki, sztuczny śmiech. Zrobiła to celowo. Nienawidzę siebie, nienawidzę jej, nienawidzę przeklętego losu.
- Policzę się z tobą, zobaczysz. - warknąłem i przyparłem ją do ściany, że na chwilę straciła oddech.
Również wyszedłem z lokalu, nie miałem ochoty siedzieć tam tak beztrosko, kiedy dziewczynie moich marzeń wyrwałem serce. Akurat wtedy wpadłem na Nathan'a.
- Czy ty wiesz co...
- Tak, wiem. - odrzekłem, pocierając kark.
- Mówisz, że ją kochasz. - odparł, łapiąc mnie za koszulę. - A całujesz się z Nelly?!
- To nie tak... - jęknąłem, bo sytuacja wyglądała strasznie. - Dobrze wiesz, że ona się liczy. Nikt poza nią, rozumiesz? Nikt.
- Lepiej żebyś miał jakieś dobre wytłumaczenie.. - westchnął głęboko. - Bo właśnie ją tracisz, stary.
hej,hej! :D
witam was w kolejnym rozdziale.
kto by tu przypuszczał...
czy się pogodzą? ;/
miejmy nadzieję.
chciałabym wam podziękować, za to jak przyjęliście ostatni rozdział.
bardzo mnie to cieszy! <3
wyświetlenia rosną i rosną, jest już ich ponad 600.
oo mateńko! nie wiem co powiedzieć.
to chyba na tyle z mojej strony.
buja! :3
"- Kto to jest A? - wyrwała nadgarstek z mocnego uścisku.
- To cię powinno najmniej obchodzić. - zignorowała pytanie.
- To Blaze prawda? - zacisnąłem wargi. - Wow, szybko się pocieszyłaś.
- Pocieszyłam? Człowieku jesteś śmieszny... zamieniłeś moje całe życie w piekło, do tej pory czuję mrowienie w tych miejscach. - sapnęła, pokazując mi moje odznaki. - Tak, Jude.. te cięcia czuje najbardziej.. dzięki niemu, zaznałam spokoju.."
"- To jego sprawka... - przekrzywiłem jej nadgarstek, tak by widziała swój tatuaż. - Gdyby nie on, uwierzyłabyś mi.
Pokręciła na moje zachowanie twarzą.
- Nie Jude... on mi otworzył oczy, na to co się dzieje. Pokazał mi, że można żyć bez bólu..
- ...beze mnie, to masz na myśli?
Odległość od naszych twarzy stopniowo się zmniejszała.
- Potrafisz? - szepnąłem, lekko muskając jej usta."
No właśnie "byłem". Spojrzałem na stary, zakurzony magazyn piłkarski. Wziąłem czasopismo do rąk i przytuliłem do siebie. Po wypadku, tylko tyle mi po ojcu pozostało. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wtedy również Dark wziął mnie pod swoje skrzydła. Usłyszałem ciche szepty. Rozpoznałem uczestników tej rozmowy.
- Od kilku godzin siedzi tam. - wyszeptał mój ojciec. - Powinien pan z nim porozmawiać. Martwię się o niego.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Po chwili klamka od moich drzwi poruszyła się. W drzwiach stanął trener.
- Witaj Jude.
Nie odpowiedziałem. Nie mam zamiaru z nikim rozmawiać, a tym bardziej z nim. Przez to, co czego się dowiedziałem od Shearer'a, nie jestem w stanie mu zaufać.
- Rozumiem, że jest ci ciężko.
Gadka stara jak świat.
- Nic pan nie rozumie! - krzyknąłem prosto w jego twarz.
- Jak to...
- To już nie chodzi o wygraną. Chcę grać według mojej piłki.
- Chłopcze. W tej grze tylko wygrana się liczy. Zrozum to. - odrzekł chłodno, potrząsając całym mną.
Nagle mężczyzna zaczął zbliżać rękę do magazynu. Szybkim ruchem zabrałem mu gazetę z przed rąk.
- Musisz się odciąć od przyszłości... - powiedział, kierując się w stronę drzwi. - A chcesz wygrać, prawda?
* Diana's POV *
- Musimy znaleźć trenera. Inaczej nie możemy dalej brać udziału w turnieju. Co o tym myślisz, Diana? - z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Todd'a.
Pokiwałam twierdząco głową.
- Masz rację. - uśmiechnęłam się blado, bawiąc się widelcem.
- Może pan kucharz? - wyrwał się Nathan.
Mężczyzna wyjrzał zza lady.
- Skąd taki pomysł? - odparłam zdziwiona.
- W końcu on też był w dawnej jedenastce Raimon'a. - odrzekł dziennikarz, popijając swoją kawę.
- Ale.. skąd pan to? - i nim zdążyliśmy o cokolwiek zapytać, mężczyzna rozpłynął się
Postanowiłam się trochę odświeżyć, podreptałam do toalety. Przed drzwiami stali Axel i Nelly.
- Podoba mi się to jak udajesz niedostępnego... - wymruczała w jego ucho.
Nagle stało się coś, czego się kompletnie się nie spodziewałam.
Dziewczyna nawet się nie zawahała, od razu wbiła się w jego usta. Co najdziwniejsze blondyn się nawet nie sprzeciwiał. Wychyliłam się powoli zza ściany.
- Dan, to nie tak... - wydukał, odpychając od siebie.
Zimne łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Zranił mnie, a to nie dlatego, że się całował z dziewczyną. Mówił mi, że jej nienawidzi ze swojego czystego serca, zawsze bronił mnie przed nią. A teraz co? Jak gdyby nigdy nic, całuje ją. Nie wyrywa się i gdybym tak beztrosko szorowała moje ręce, to pewnie ta chwila trwałaby o wiele dłużej. To już nawet nie chodzi o moją lekką zazdrość. Moje serce, które powoli sklejało swoje kawałki po rozstaniu z Jude'm, a które przygotowało się przyjąć Axel'a do swojego serca, ponownie zaklekotało. Widok tych dwojga przypomniał mi dokładnie ten sam moment, tylko zamiast nich był Jude i moja przyjaciółka. Momentalnie wybiegłam z tego miejsca. Za mną wybiegł Nathan. Chcę dzisiaj zostać sama, nie potrzebuje wujcia dobrej rady.
- Co jest? - spytał, łapiąc mnie za ramiona.
- Właśnie widziałam Axel'a całującego Nelly.. - próbowałam przełknąć wielką gulę w gardle. - Jest po prostu cudownie!
- Czy chcesz...
- Dajcie mi wszyscy święty spokój. - krzyknęłam mu w twarz.
Chłopak przytulił mnie do siebie.
- Chodź. - odrzekł, łapiąc mnie za rękę.
Nasze kroki zmierzały do pobliskiego parku. Usiedliśmy na jednej z ławek.
- A więc.. - nakłaniał mnie do otwarcia się
- Nathan... - jęknęłam, bo z trudem przychodziło mi powiedzenie, tych właśnie słów. - Ja go kocham do cholery!
- Może to nie porozumienie... - próbował sam siebie przekonać
- Nie broń go. - odrzekłam, ocierając kolejną łzę. - Widziałam to wszystko!
- Nie bronię. Mówię co myślę. Dałaś mu się w ogóle wytłumaczyć? - spytał, nadal trzymając moją rękę.
- Myślisz, że sobie to wymyśliłam, tak? - sapnęłam.
- Diana ty widziałaś jedną stop klatkę, a pozostała część filmu może być zupełnie inna.
* Axel's POV *
♫
- Co jej tak długo nie ma? - jęknął Mark, rozglądając się dookoła.
- Sprawdzę co z nią. - urwałem, wstając z miejsca.
Postanowiłem, że najpierw zacznę od przeszukania toalet. I właśnie miałem chwycić za klamkę, gdy przed drzwiami stanęła Nelly. Przydusiła mnie do ściany i patrzyła beztrosko.
- Co chcesz? - spytałem, nawet na nią nie patrząc.
- Nie można z Tobą nawet normalnie porozmawiać? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie, dotykając mojego policzka.
- Najwidoczniej. - wybełkotałem.
Poczułem, że całe moje ciało odpycha jej szorstki dotyk.
- Podoba mi się to jak udajesz niedostępnego...
Odległość po między naszymi twarzami się coraz to zmniejszała.
Nagle dziewczyna wpiła się w moje usta. Nawet nie mogłem na to zareagować. Po czym zobaczyłem Dianę, wychodzącą z łazienki. Odepchnąłem dziewczynę od siebie.
- Dan, to nie tak... - wydukałem.
Z jej oczu zaczęła płynąć słona ciecz. Jeszcze chwile patrzyła na mnie znacząco, a każda łza powodowała ukłucie w moim sercu, po chwili uciekła. Spojrzałem na zadowoloną pannę Raimon. Dziewucha miała na twarzy wielki, sztuczny śmiech. Zrobiła to celowo. Nienawidzę siebie, nienawidzę jej, nienawidzę przeklętego losu.
- Policzę się z tobą, zobaczysz. - warknąłem i przyparłem ją do ściany, że na chwilę straciła oddech.
Również wyszedłem z lokalu, nie miałem ochoty siedzieć tam tak beztrosko, kiedy dziewczynie moich marzeń wyrwałem serce. Akurat wtedy wpadłem na Nathan'a.
- Czy ty wiesz co...
- Tak, wiem. - odrzekłem, pocierając kark.
- Mówisz, że ją kochasz. - odparł, łapiąc mnie za koszulę. - A całujesz się z Nelly?!
- To nie tak... - jęknąłem, bo sytuacja wyglądała strasznie. - Dobrze wiesz, że ona się liczy. Nikt poza nią, rozumiesz? Nikt.
- Lepiej żebyś miał jakieś dobre wytłumaczenie.. - westchnął głęboko. - Bo właśnie ją tracisz, stary.
hej,hej! :D
witam was w kolejnym rozdziale.
kto by tu przypuszczał...
czy się pogodzą? ;/
miejmy nadzieję.
chciałabym wam podziękować, za to jak przyjęliście ostatni rozdział.
bardzo mnie to cieszy! <3
wyświetlenia rosną i rosną, jest już ich ponad 600.
oo mateńko! nie wiem co powiedzieć.
to chyba na tyle z mojej strony.
buja! :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz