sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział:43

"- Misiu? Ty idioto... - palnęła mnie w głowę. - Chciałam ten dzień spędzić sama ze sobą, a przez ciebie zmarnowałam swój cenny czas. Wszystko przez to twoje uciekanie.
Podszedłem do niej i wziąłem ją w objęcia. Przez parę minut się miotała, ale po chwili dała sobie spokój. 
- Postaram się ingerować cię w moje życie skarbie. - szepnąłem jej na ucho.
- A spróbowałbyś nie. - pogroziła mi palcem, po czym zaczęliśmy się oboje śmiać.
Poczułem wibracje w mojej kieszeni, spojrzałem na wyświetlacz - ojciec.
- Muszę coś jeszcze załatwić. - odparłem, głaszcząc po twarzy. - Ta rozmowa nie może czekać... ojciec nie może czekać. 

* Eric's POV *



- No na co czekasz? Odbierz. - jęknęła zniecierpliwiona.
Przełknąłem ślinę i nacisnąłem słuchawkę.
- Synu. Musimy porozmawiać.
- Gdzie?
- Czekam koło parku. 
Rozłączyłem się. Na samą myśl o tym spotkaniu z moim ojcem przyprawa mnie to o dreszcze. Dobrze wiem, jak może się to skończyć. Wyśle mnie z powrotem do USA, zamknie w klatce i będzie żył swoim idealnym życiem. Nadal będzie zgrywał pogrążonego w żałobie ojca i idealnego prezydenta miasta. 
- I nie mogłeś tak zrobić od początku?! - wrzasnęła już, któryś raz kolei.
- To nie jest takie łatwe jak sobie myślisz... - jęknąłem, łapiąc ją za ręce.
- Owszem jest... wiem, że twój ojciec jest człowiekiem z żelaznymi zasadami... - urwała, kładąc głowę na moim torsie. - Ale to twój ojciec i pragnie dla ciebie jak najlepiej.
Na dole nagle zapanowała  dziwna cisza, postanowiliśmy to sprawdzić. Zastaliśmy zdenerwowanego Axel'a, a na jego kolanach śpiącą Dianę. 
- Co tu się działo? - spytałem, drapiąc się po głowie.
- To prawda, że Caleb Stonewall to....
On tylko spojrzał na nas swoim wzrokiem, powoli położył jej głowę na sofie. 
- Idziesz się spotkać z ojcem? - spytał, krzyżując ręce na piersi.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie..  - spojrzałem na niego znacząco.
- To ja też się przewietrzę. - sapnął, otwierając nam drzwi. 
Na jego twarzy znajdował się ogromny siniak wielkości mojej dłoni. Ogólnie był cały poobijany, nie wyobrażam sobie jaką jadkę musiał tam stoczyć.
- A więc.... - przewrócił na mnie oczami. 
- To prawda? - jęknęła Silvia zza moich pleców.  
- Tak... to dzięki niemu moja siostra żyje. - westchnął, patrząc w niebo. 
- Dziś byłem na spotkaniu z nim. - przetarł twarz. 
- Czyli te siniaki...
- Kazałem mu spadać, ale nie do końca to zrozumiał. Ale teraz mam nadzieję, że poznał to na własnych kościach i będzie się od nas trzymał z daleka.
- Powiem ci, że niezły ma lewy sierpowy. - wskazałem na nabrzmiały, fioletowy siniak.
- Jeden się tłucze na śmierć, a drugi ucieka nie wiadomo gdzie przed ojcem. - odparła poirytowana Silvia.
- Witaj w naszej codzienności, kochana! - odparł Axel, zakładając okulary. 
- Uwielbiam jak się tak słodko irytujesz... - sapnąłem, uśmiechając się w jej stronę.
- O proszę was, nie tu. - zasłonił oczy. - Jak się zaczniecie całować, to obiecuję wam, zacznę rzygać.
- Kto to mówi... 
- Ja i Diana... może jesteśmy parą i też się migdalimy... - urwał nie pewnie. - Ale to nie zmienia faktu, że nadal irytują mnie takie gołąbeczki jak wy.
- Musimy się zbierać... - ścisnąłem dłoń szatynki.
Udaliśmy się w stronę umówionego spotkania, przychodząc widzieliśmy wiele szczęśliwych rodzin cieszących się ze wspólnego czasu spędzonego ze sobą.
- Eric... - dźgnęła cię w bok. - Jesteś na to gotowy?
Zapatrzyłem się na ojca wraz z synem, któremu pomagał budować zamek z piasku.
- Tak mi się wydaje... - urwałem nie spuszczając z niego wzroku.
Boje się, jakie będą tego konsekwencje, ale w końcu muszę się spiąć w sobie i z nim pogadać, w końcu to mój ojciec. Tylko na papierze. Odkąd mnie uśmiercił, nie mogę na niego patrzeć inaczej. Rozumiem, że chciał mnie w jakiś sposób chronić od tego wszystkiego, ale nie mógł mnie od tak odciąć od świata. 
Podczas patrzenia na ten piękny obrazek, zdałem sobie sprawę, że nigdy tak z ojcem nie spędzaliśmy czasu. Najczęściej siedziałam z nianiami, które nie były zadowolone z niańczenia małego dziecko.
Przystanęliśmy, gdyż zbliżaliśmy się do bramy parku. 
- Zadzwoń. - szepnęła moja ukochana, całując mnie w policzek. 
- Życz mi powodzenia. - odparłem, całując jej ręce.
Odeszła, a ja stałem jeszcze tak bite pięć minut i patrzyłem na pobliskie drzewa. Gdy się otrząsnąłem, udałem się w głąb parku. Usiadłem na jednej z ławek i czekałem. Z drzew leciały małe listki, które tańczyły na wietrze. Ludzie przechadzali się wokoło, uśmiechali się i cieszyli się, że spędzają tak swój cenny czas. Słońce świeciło dziś wyjątkowo mocno, zmrużyłem oczy. Nagle zobaczyłem w oddali jakąś postać, gdy wyostrzyłem wzrok, zobaczyłem jego. Jak zwykle, wyglądał jakby szedł na jakieś spotkanie biznesowe - miał na sobie czarną, trochę za dużą marynarkę i zielony krawat na szyi. Na oczach jak zwykle czarne okulary, aby nie patrzeć ludziom w oczy. Wyszedłem mu na przeciw, a odległość między nami stopniowo się zmniejszyła.
- Cześć, Eric. - powiedział, podchodząc bliżej. 
- Po co tu przyjechałeś? - wyrwałem się.
Po raz pierwszy ściągnął ze swojego nosa okulary i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Jeszcze pytasz... - pokręcił głową.
- Ty się mnie nie pytałeś kiedy mnie pogrzebałeś na naszym cmentarzu. - odwrócił ode mnie wzrok i głęboko westchnąłeś.
- Uciekłeś z domu i poleciałeś tutaj, do Japonii... - odparł z wyrzutem, ignorując moje oskarżenie. - Sądziłeś, że ja... jako twój ojciec, nie będę cię szukał? 
- Sądziłem też, że pragniesz mojego szczęścia. - odburknąłem. - Nie wierzę w żadne twoje ckliwe słowo
- Synu... ja...
- Moi przyjaciele widząc jak moje ciało wleciało pod tira, a potem odprowadzając moją trumnę... cierpieli przez wieki. Nie mogłem grać w piłkę, bo leżałem w szpitalu. 
- Rozumiem... - pokiwał na moje słowa głową.
I nie udawaj, że mnie rozumiesz. - uciąłem szybko. - Dla ciebie liczy się święty spokój w prasie i dobra passa w wyborach. Gdy przyleciałem do Inazumy, wszystko się zmieniło. Czułem się wolny od twoich władczych szponów.
- Zrozum i mnie... - złapał mnie za rękę. - Nie zrobiłem dla własnych pobudek, zrobiłem to dla twojej matki.
- Jak to?
- Chciałem uniknąć tej rozmowy. - strzelił ręką w kolano. - Twoja matka mocno przeżyła twój wypadek i popadła w obłęd... To był jedyny sposób by uspokoić jej myśli.
- Ja.. 
- Nie wiedziałeś, skąd mogłeś? - rozłożył bezradnie ręce. - Byłeś dzieckiem, które chciało mieć szczęśliwe dzieciństwo.... nie chciałem go zmieniać.
- Za to ja zmieniłem swoją przyszłość i naprawiłem przeszłość. - odparłem. - Stałem się mistrzem Japonii, mam nowych, prawdziwych przyjaciół i kochającą dziewczynę. A ty przyjeżdżasz by mi to wszystko zabrać!
- Przyjechałem, bo cię kocham. - spojrzał mi głęboko w oczy. -Jesteś w końcu moim synem. Wiem, że marny ze mnie ojciec. Masz racje, nie mogę się położyć w twojej sytuacji. Oglądałem każdy twój mecz i widziałem jaki jesteś szczęśliwy. Miałeś na twarzy uśmiech, którego chyba nie widziałem od lat. I to mnie bolało najbardziej. 
- Na prawdę? 
- Tak synu... - na jego twarzy pojawił się uśmiech, którego nie widziałem od wielu lat. - Przyjechałem, aby cię przeprosić. Nienawidzisz mnie i to zrozumiałe, ale kiedy ci już przejdzie... wróć do domu. Tymczasem widzę, że dojrzałeś i już mnie nie potrzebujesz. 
Po jego jak i moich policzkach spłynęły łzy Podszedłem do niego i go przytuliłem. W głębi duszy wiem, że go kocham, ale wyrwa, którą uczynił w moim sercu, jeszcze się nie zagoiła. Nie potrafię jeszcze mu wybaczyć, ale połowa mojej nienawiści i złości minęła. 
- Mamy umowę. - rzuciłem, podając mu rękę. - Stoi?
Uśmiechnął się w moją stronę i potrząsnął moją rękę. 
- Do zobaczenia w domu, Eric. - sapnął, odchodząc.
Usiadłem na ławce i westchnąłem, musiałem jeszcze wiele rzeczy poukładać w mojej głowie.

* Diana's POV *



Otworzyłam sklejone snem oczy. 
- Dan. Ty jesteś moim wszystkim, nie rób mi tego... 
- Axel...   Będziesz niszczył każdego, kto będzie mi zagrażał i co potem? To nic nie da, oprócz mnóstwo stresu dla mnie, nowych szww-wów dla cie-bbb-ie...
To ostatnie słowa jakie pamiętam zabłysnęły w mojej pamięci po tym jak zasłabłam. Teraz leżałam na kanapie, owinięta w ciepły koc. Na stoliku leżała świeżo zrobiona owsianka malinowa. Rozglądnęłam się na wszystkie strony, nigdzie go nie było - znowu gdzieś poszedł. Spojrzałam na miskę i się skrzywiłam, gdyż to była jego marna próba udobruchania naszej dość nerwowej sprzeczki, przy jedzeniu była mała karteczka. 
" Muszę załatwić parę spraw. Jeśli coś się stanie, dzwoń. 
P.S Kocham cię
                                       - Axel "
Zgięłam kartkę i odłożyłam na miejsce. Jedząc pyszną owsiankę i rozkoszując się smakiem mrożonych malin, wpadłam na  idealnu pomysł. Wiem, że to głupie szpiegować Axel'a, ale nadal nie wiem, co on kombinuje. Wolę się przekonać na własne oczy, czy to co mówi jest prawdą. To nie jest tak, że ja mu nie ufam, po prostu wiem, że czasami mój chłopak zataja prawdę, która nie jest dla mnie groźna. Wiedziałam, że nie mogę sama go szpiegować, potrzebny mi ktoś z jego otoczenia. Najlepiej, jakby był to jego kumpel. Bingo! Szybko zjadłam i odstawiłam miskę do zlewu. Udałam się szybkim krokiem do pokoju, wybrałam z mojej torby parę ciuchów i weszłam do łazienki, aby doprowadzić się do porządku. Uczesałam włosy w kucyk i wyszłam z jabłkiem w ustach. Zamknęłam drzwi na klucz i wrzuciłam je do małej doniczki. Udałam się do mojej ulubionej kawiarni i wykręciłam numer do Jude'a. Wydawał się mi najbardziej sensowną osobą, do takiego zadania, w końcu to bardzo dobry strateg.
- Halo? 
- Cześć, możemy się spotkać?
- O co chodzi?
- To ważne, Jude.
- Okej, będę.
Spojrzałam po barze, w momencie moim oczom ukazał się roztrzepany brunet. Pomachałam w jego stronę i podszedł do mojego stolika.
- A więc.. coś się stało? - spytał, łapiąc mnie niespodziewanie za rękę.
Spojrzał to na mnie, to na jego rękę i szybko ją zabrał.
- Potrzebuję cię. 
- To najdziwniejsza rzecz, którą mi powiedziałaś. - spojrzałam na niego znacząco. - A więc... w czym mogę pomóc?
- Axel coś przede mną ukrywa.... musimy sprawdzić co. - urwałam, gryząc policzek od wewnątrz.
Jego oczy powiększyły się, a na jego twarzy pojawił się zakłopotany uśmiech. 
- Co. - wykrztusił, śmiejąc się w głos. - I właśnie ja mam go śledzić? 
- To tylko jeden raz... spokojnie. Chce wiedzieć co robi, wtedy będę spokojniejsza. - spojrzałam na niego błagalnie.
- Diana, nie patrz się tak na mnie. - pogroził mi palcem. - Kiedyś nabierałem się na smutnego psiaczka.... teraz na mnie to w zupełności nie działa.
Jako iż jestem uparta jak osioł, uporczywie patrzyłam mu w oczy właśnie tym wzrokiem. Po chwili chłopak przewrócił oczami, a ja uśmiechnęłam się na znak mojego zwycięstwa.
- Jeden, jedyny raz. - przytuliłam go do siebie. 
Nagle zobaczyłam przez okno Axel'a, szarpnęłam Jude'a za ramię.
- Dobra, twoja robota zaczyna się właśnie teraz. - wskazałam na okno. -  Informuj mnie przez telefon co i jak.
- Ale...
- No już! - krzyknęłam, wyprowadzając go z kawiarni.

* Alex's POV *



Wstąpiłem do domu tylko na chwilę, a ona nadal tak słodko spała. Wyglądała zupełnie tak samo jak te dzieci w przedszkolu na leżakowaniu. Nie miałem serca ją budzić, pogłaskałem ją po głowie na co dziewczyna zaczęła dziwnie mruczeć. Przygotowałem dla niej jedzenie i zostawiłem jej liścik, aby nie była zaskoczona moją nieobecnością. Właśnie miałem wychodzić, kiedy dostałem SMS'a od Celia: POMOCY!!! 
Gdy tylko przeczytałem tą wiadomość wiedziałem co zrobić i o kogo chodzi. On na prawdę nie zna granic. Czy ja muszę go zabić, żeby to zrozumiał? Zmierzałem do tej małej uliczki, gdzie wcześniej dusił Willy'ego. Zastałem tam straszną scenę. Chłopak się po prostu do niej dobierał, właśnie miał jej zdejmować bluzkę, kiedy podbiegłem do niego i z impetem walnąłem go w twarz. Celia skulona siedziała koło ściany, a jej twarz była zapłakana.
- Ey... mieliśmy spędzić razem czas! - jęknął oszołomiony moim uderzeniem.
-  Śmieciu. - warknąłem, ponownie waląc go w twarz. 
Wyżywałem się nad nim jeszcze chwile bijąc go po żebrach, po głowie - dosłownie wszędzie. Jeszcze w taką furię nie wpadłem, zdałem sobie sprawę, że tracę kontrolę kiedy brunet ledwo co mógł wziąć oddech. Uznałem, że już się nie podniesie, więc powoli wstałem i popatrzyłem na moje obdarte knykcie. Nie minął jeden dzień, a ja znowu napotykam tego typa. Podszedłem szybko do zdewastowanej dziewczyny, trzęsła się jak cholera. Zdjąłem więc z siebie bluzę i nałożyłem na jej ramiona. 
- Celia. - zwróciłem się w jej stronę. - Nic ci nie zrobił?
Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Nie.... - urwała, łkając. - nie zdążył.
- Nie płacz, proszę. - sapnąłem, czując zakłopotanie.
- A co jeśli... - wtuliła się w mój tors. - on dokończy dzieła?
- Zapewniam cię... on już nikogo nie tknie. - odparłem, głaszcząc ją po głowie. 
Moim oczom ukazał się Jude. Co on tu robi? Spojrzał na mnie zdziwiony, a następnie na swoją zatrwożoną siostrę.
- Celia, Axel. - podszedł do nas wszystko. - Co się stało? 
- Ten cały Stonewall.... próbował mnie zgwałcić. - jęknęła, przytulając się do mojego torsu. - Na szczęście Axel był w pogotowiu. 
- A ty, co tu robisz? - spytałem szybko, odpychając delikatnie Celię, przylepioną do mojego torsu.
- Ja? Właśnie wychodziłem ze sklepu. - jęknął, stawiając parę kroków w tył. - Ja muszę iść...
- Sharp, nie rób ze mnie idioty.... - warknąłem, w jego stronę.
- To pa. - rzucił, odchodząc.
Postanowiłem, że zdruzgotaną Celię odprowadzę do domu. Dziewczyna nadal kurczowo trzymała się mojej klatki piersiowej. To było dla mnie niezręczne, Diana na pewno byłaby wściekle zazdrosna o mnie właśnie w tej chwili. Gdy tylko doprowadziłem ją pod same drzwi, moje kroki skierowały się w stronę mojego domu. 

* Jude's POV *



To było spokojne, słoneczne popołudnie, a ja siedziałem po uszy w książkach. Nagle z tej wielkiej kupy papierzysk usłyszałem dźwięk mojego telefonu, próbowałem nie zburzyć mojego stosu. Jednak kiedy lekko sięgnąłem po telefon, wielka wieża runęła mi na stopę.
- Cholera! - syknąłem, łapiąc się za obolałą stopę.
Resztkami sił złapałem winowajcę (telefon) mojego bólu i przeciągnąłem słuchawkę.
- Halo? 
- Cześć, możemy się spotkać?
- O co chodzi?
- To ważne, Jude.
- Okej, będę.
Nie traciłem dłużej czasu, nałożyłem bluzę i udałem się do tutejszej kawiarni. W mig spostrzegłem Dianę, która podpierała podbródek rękoma i wyglądała na z lekka strapioną.
- A więc.. coś się stało? - złapałem ją za rękę, ale nie trwało to krótko, gdyż zdałem sobie sprawę, że to może być dla niej co najmniej niekomfortowe. 
- Potrzebuję cię. 
- To najdziwniejsza rzecz, którą mi powiedziałaś. - spojrzała na mnie znacząco. - A więc... w czym mogę pomóc?
- Axel coś przede mną ukrywa.... musimy sprawdzić co. - urwała. 
- Co. - spojrzałem na nią rozbawiony. - I właśnie ja mam go śledzić? 
- To tylko jeden raz... spokojnie. Chce wiedzieć co robi, wtedy będę spokojniejsza. - spojrzała na mnie błagalnie.
- Diana, nie patrz się tak na mnie. Kiedyś nabierałem się na smutnego psiaczka.... teraz na mnie to w zupełności nie działa.
Jednak po mimo to Diana nadal robiła do mnie te słodkie oczy, a ja uznałem, że dam wygrać jej uporczywości i przewróciłem na nią oczami.
- Jeden, jedyny raz. - ucieszona wpadła w moje objęcia. 
- Dobra, twoja robota zaczyna się właśnie teraz. - wskazała na okno. -  Informuj mnie przez telefon co i jak.
- Ale...
- No już! - krzyknęła, wyprowadzając mnie siłą z kawiarni.
Podążyłem za blond czupryną, jednak nie było to dla mnie łatwe, ponieważ Axel jest bardzo czujny, dlatego też co chwila się obracał, a ja musiałem się chować w przeróżnych zakamarkach, by siebie nie zdradzić. Dopiero co zacząłem to całe "śledztwo", a ona już dzwoni. Chciałem odebrać telefon, ale nie miałem czasu, ponieważ ten skurczybyk poruszał się szybciej niż zwykle. Zadzwoniłem do niej udając się za nim w nieznanym mi kierunku. Po co ja się zgadzałem na to? Może dlatego, że pragnę jej szczęścia? A może dlatego, że chcę go sprawdzić, czy mam do niego słuszne mniemanie? Tymczasem Axel nie zauważył mnie, więc na to wygląda, że dobrze mi idzie. Zaszedł w jakieś dziwne, ciemne uliczki. 
- Co tam się dzieje?
- Diana... nie mam pojęcia.
- Jude! - szybko się rozłączyłem, ponieważ usłyszałem damskie krzyki, które przypominały mi łudząco wrzaski mojej siostry. 
Przyszedłem niestety za późno, ponieważ Stonewall leżał prawie nie żywy na ziemi, a Axel i Celia siedzieli. Szatynka cała zapłakana, a on nieco zmieszany całą sytuacją. Może to dlatego, że dziewczyna płakała na jego torsie. Stanąłem wryty i patrzyłem się na nich.
- Celia, Axel. - podszedł do nas wszystko. - Co się stało? 
- Ten cały Stonewall.... próbował mnie zgwałcić. - jęknęła, przytulając się do jego torsu. - Na szczęście Axel był w pogotowiu. 
- A ty, co tu robisz? - spytał szybko, odpychając delikatnie Celię, przylepioną do jego torsu.
- Ja? Właśnie wychodziłem ze sklepu. - zaimprowizowałem. - Ja muszę iść...
- Sharp, nie rób ze mnie idioty.... - warknął w moją stronę.
- To pa. - rzuciłem, szybko odchodząc.
Wybrałem pośpiesznie numer do Diany.
- Matko, nareszcie! Co się tam stało?
- Właśnie byłem świadkiem gwałtu na mojej siostrze...
- Co?
- To co słyszysz... twój chłopak uratował jej życie.
- Nic im nie jest?
- Stonewall leżał ledwo żywy, Axel ma poobdzierane łapy, a Celia jest już bezpieczna.
- Dzięki Bogu... dzięki Jude.
- Nie dziękuj mi. Musicie obgadać po między sobą kwestię zachowania, zdajesz sobie z tego sprawę?
- Ugh... wiem, jeszcze raz dziękuję ci.


* Celia's POV *



Zatrzasnęłam za sobą drzwi i ponownie zaczęłam płakać. Na szczęście rodzice mają być bardzo późno więc nie muszę się ukrywać w moim pokoju. Ja i moi rodzice rzadko rozmawiamy, a jeśli już do tego dochodzi to ich tematem są: szkoła, praca. Opatuliłam się w koc, a mimo to na moim ciele miałam gęsią skórkę. Trzęsłam się jakbym miałam jakiś atak padaczki. Nie mogłam się uspokoić. Bo jak tu udawać spokojną skoro przed chwilą próbowano cię zgwałcić? Myślałam, że takie rzeczy są tylko w filmach. Jednak życie potrafi nas zaskoczyć... Przed moimi oczami miałam jego ohydne ręce, które podnosiły powoli moją bluzkę - na samą myśl o tym robiło mi się niedobrze. Czuję się brudna... Jak ja spojrzę Bobby'emu w oczy? Oby się o tym nie dowiedział. Nie dziś, nie teraz, a najlepiej nigdy! Nagle zobaczyłam przebłysk w oknie i warkot silnika - niech to, wykrakałam. Zakryłam głowę i zamknęłam oczy, a chłopak, jak zawsze wszedł bez pukania do mojego pokoju.
- Misiu, śpisz? - usłyszałam jego pełen troski głos, który niebezpiecznie zbliżał się do kanapy. 
Odsłonił mnie, a ja szybko usiadłam i stworzyłam pozornie bardzo spokojnej. Pogłaskał mnie po ramieniu, a ja odruchowo się odsunęłam. Chwycił mnie za ręce i zmusił do patrzenia w jego oczy.
- Celia.... co się stało? - spytał poważniej.
- Puść mnie! - krzyknęłam, próbując się wyswobodzić.
- Ej, spokojnie... ja chcę ci pomóc. - jęknął, ściskając moje nadgarstki.
- Odwal się. - warknęłam, nadal się szamocząc.
Wiedziałam, że mnie nie puści, dopóki nie powiem mu prawdy. To będzie bolało. 
- Wychodziłam z księgarni... - przetarłam mokrą twarz. -Przechodziłam koło tej ciemnej uliczki koło kawiarni, nagle ktoś mnie chwycił za rękę. Przestraszyłam się gdyż nagle zostałam przybita do ściany. 
- Nie musisz mówić je-eśli...
- Spojrzałam na jego twarz... - nie zwracałam na niego uwagi. -To był Caleb Stonewall, który patrzył na mnie takim obleśnym spojrzeniem. Zaczął mnie permanentnie macać... ale nie zdążył dokończyć dzieła, ponieważ Axel się na niego rzucił. 
Na twarzy chłopaka pojawiło się wielkie zmieszanie, w jego oczach pojawiła się nieodparta furia.
- Czemu mnie tam nie było.... - mamrotał do siebie, przechadzając się po salonie. 
Podeszłam do niego i przytuliłam, słyszałam jego szalone bicie serca.
- To nie twoja wina... skąd miałeś wiedzieć? - chłopak  odepchnął mnie. - Proszę... nie rób nic głupiego!
- Kochanie, możesz coś dla mnie zrobić? - spytał, łapiąc mnie za ręce, a ja pokiwałam twierdząco głową.
- Uderz mnie w twarz jak najmocniej potrafisz.
- Oszalałeś.... 
Zawiodłem cię w momencie, kiedy mnie najbardziej potrzebowałaś... To ja powinienem się tobą opiekować.  - sapnął, wystawiając policzek w moją stronę. - Obiecałem ci, że będziesz ze mną bezpieczna.
- Nie mogę. 
-  Celia, cholera raz w życiu się postaraj! - krzyknął, na co ja wymierzyłam mu siarczystego policzka.
- Kręci cię to, Shearer? - odburknęłam, masując pulsującą rękę.
Chłopak złapał mnie za ramiona i przycisnął usta do swoich. Przez chwile próbowałam się oprzeć, ale niestety uwiódł mnie. Zawsze to on jest górą, a ja poddaje się jego urokowi.
- Nigdy nie widziałem cię takiej  wkurzonej....
- Oj nie chcesz poznać smak mojego lewego sierpowego, kochany. 

* Diana's POV *



- Matko, nareszcie! Co się tam stało?
- Właśnie byłem świadkiem gwałtu na mojej siostrze...
- Co?
- To co słyszysz... twój chłopak uratował jej życie.
- Nic im nie jest?
- Stonewall leżał ledwo żywy, Axel ma poobdzierane łapy, a Celia jest już bezpieczna.
- Dzięki Bogu... dzięki Jude.
- Nie dziękuj mi. Musicie obgadać po między sobą kwestię zachowania, zdajesz sobie z tego sprawę?
- Ugh... wiem, jeszcze raz dziękuję ci. - odłożyłam słuchawkę.
Teraz tylko czekałam na niego. Jestem ciekawa, czy powie mi prawdę czy też skłamie. Usiadłam na sofie i próbowałam się uspokoić, zagryzłam dolną wargę. Drzwi zaskrzypiały, a w nich zobaczyłam go.
- Gdzie byłeś? 
- Musiałem coś załatwić. - odparł, przecierając twarz.
- Czyżby? 
- Tak... niedługi urodziny Julki. - sapnął, otwierając lodówkę i wyciągając zimną puszkę coli.
- A może tłukłeś się z Calebem, bo chciał wymacać Celię? - rzuciłam w jego stronę. 
Obrócił się w moją stronę, wydawał się na zaskoczonego. 
- Skąd wiesz? - spytał, podchodząc do mnie.
- Mam swoje źródła. Ale to nieważne... to nie zmienia faktu, że okłamałeś mnie. - jęknęłam. - Znowu.
- Nie chcę żebyś swoją główkę zapychała moimi problemami... - złapał mnie za rękę.
- Niestety, coś ci nie wyszło. - wyrwałam się z jego uścisku. - Popatrz do czego doprowadziłeś... doszło do tego, że nie mogę ci ufać..   
Blondyn podszedł w moją stronę. Zaczął patrzeć na mnie tymi dużymi, ciemnymi oczami, po czym ujął mnie w talii i zaczął lekko kołysać.
- Teraz wiesz, co ja przeżywałem.
- Nie odwracaj kota ogonem. - odburknęłam.
Wiedziałam, że bałwan ma rację, to ja jako pierwsza okłamałam go, gdyż próbowałam chronić. Teraz role się odwróciły, chłopak schylił się po telefon i puścił naszą ulubioną piosenkę
- Kocham cię, wiesz?
- Myślisz, że tą piosenką wszystko naprawisz? - spytałam, a ten zaczął mną kręcić.
- Może nie... ale przynajmniej przestałaś zrzędzić. - pokazałam mu język.
- Jeszcze jedno... jeśli nadal będziesz mi matkować, to nie wytrzymam. - odparł, śmiejąc się pod nosem.
- Mogłabym to samo powiedzieć o tobie.. - wtuliłam się w jego tors. - Zawrzyjmy więc pakt.
- Niech będzie... wszystko dla mojej złośnicy. - szepnął, całując moją szyję.
A do moich nozdrzy dostała się słodka nuta, poczułam jego boskie perfumy. Chyba powoli  zaczniemy wracać na właściwy tor, mam nadzieję... Ale czy na długo? Oczywiście utrzymanie się na nim nie uda się bez krztyny zaufania. To będzie bardzo trudne, ale... czego się nie robi w imię miłości?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz