niedziela, 13 marca 2016

Rozdział:32


"Dziewczyna spojrzała na mnie zatrwożona, a potem niespodziewanie mnie pocałowała, lecz nie puściłem jej ust tak szybko. Gdy ta piękna chwila się skończyła, dostałem od niej siarczystego policzka.
- Co tym razem zrobiłem źle? - jęknąłem, masując pulsujący czerwony placek na policzku.
- Nigdy prze nigdy już tak nie zrobisz, rozumiesz? 
Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie. Usłyszałem jak brunetka zaczęła krzyczeć i wybiegła z domu. Mignęła mi nad głową sylwetka Diany.. i tu się film urywa. Tak to jest kiedy moje serce jest nasączone zbyt dużą dawkę adrenaliny."

* Silvia's POV *



Te dwa dni doprowadziły mnie do załamania nerwowego, wszystko przez jednego człowieka - Erica. Można z  nim zwariować, co ja mam z tym chłopakiem? Powinnam się od niego najlepiej odizolować, urwać kontakt... A ja? Jeszcze się z nim przyjaźnię, poprawka- jestem w związku. Do czego to dochodzi? Siedzę tu od 21 aż do teraz, moje powieki najchętniej zamknęłyby się, ale adrenalina którą mi dostarczył, spędza mi sen z powiek. Jest aktualnie 4 rano, zza wieżowców wychodziło leniwe słońce, -promienie oświetlały twarz chłopaka. Spał jak aniołek, pogładziłam delikatnie jego twarz. Po wczorajszym już nigdy, p r z e n i g d y nie pozwolę by się doprowadził do takiego stanu! W tym związku inicjatywę niestety musi przejąć kobieta ( w tym wypadku ja jako jedyna, trzeźwo myśląca osoba w tej relacji). Diana nie wytrzymywała przy jego łóżku fizycznie i psychicznie, dlatego odesłałam ją do domu. A raczej zadzwoniłam po Axel'a i wyniósł ją z szpitala. Teraz wiem, dlaczego tak bardzo jest bliski z Amerykaninem, są tak samo uparci i zaparci w swoim zdaniu. Nagle jego powieki zaczęły lekko drżeć, a ja chwyciłam jego rękę. Chłopak otworzył oczy, obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się w moją stronę.
- No i co się cieszysz?! - palnęłam go głowę. 
- Ała!
- Teraz wiesz jak się czułam, kiedy odwalałeś swój teatrzyk.
- Oj no... nie chciałem... Emocje mnie poniosły, powinienem je ugasić w zupełnie inny  sposób.. - pogłaskał mnie po ramieniu, rozglądając się nerwowo. - Co jest... gdzie jest Diana?
- Axel musiał ją wyprowadzać, a raczej wynosić z sali. Trzymała się kurczowo twojej pościeli, jednak dała za wygraną i po tej szarpaninie zniknęła około pierwszej.
- Twarda bestia..
- Jesteś kompletnym idiotą...
- Powiedz mi coś czego nie wiem Silvia. - spojrzał na mnie znacząco.
- ...dlatego jeśli chcesz ze mną chodzić, musisz się podporządkować pewnym regułom.
- Słucham. 
- Po pierwsze przyjmujesz leki, po drugie nie robisz takich chorych akcji jak tamta, a...
- ... a po trzecie daję ci buzi. - dokończył, muskając lekko moje usta.
- Zbieraj się. - wstałam, a ten posłusznie podniósł swoje siedzenie z niewygodnego łóżka szpitalnego. - Właśnie przed chwilkę pielęgniarka mówiła, że mogę cię wziąć do domu. Bierz manatki i spadamy z tego miejsca.

* Diana's POV *

♫ 

Jestem cholernie zmęczona psychicznie i fizycznie, Eric dał nam wszystkim popalić, a zaledwie dzień jest w Japonii. Nawet nie wiem jak trafiłam do mojego łóżka, nie wiele pamiętam... Mam tylko parę faktów, które są prawdą: Eric trafił do szpitala. Głowa mi dudniała jakby co chwila bomba wybuchała. Spojrzałam na zegarek, jest dziewiąta, szybko podniosłam się z łóżka i przetarłam twarz. Założyłam szlafrok i weszłam do łazienki, zmyłam swoje zmęczenie choć częściowo, pomalowałam, związałam włosy w małego kucyka. Potem skierowałam swoje kroki w stronę szafy, aby wybrać jakieś ciuchy. Z mojego nosa leciała krew, ale zignorowałam i wtedy już wiedziałam, że ten dzień będzie bardzo męczący. Jak na razie jestem spóźniona, więc mniej żwawym krokiem śpieszyłam się na mój WOS. Gdy już weszłam do budynku, powitała mnie przerwa. Obtarłam mój mały, już zaschnięty strumyczek krwi na ustach i ruszyłam w stronę mojej szafki. Wyciągnęłam z niej jakąś parę okularów przeciwsłonecznych i założyłam na nos. W mig obok mnie pojawił się Max, Nathan i Axel. 
- Dzień dobry! 
Pokiwałam na ich głupie przywitania głowami.
- A mówiłem, że nie możesz tam zostać tyle...
- Matko nie krzycz tak. - jęknęłam, łapiąc się za głowę.
- Oo widzę, że jesteś zmęczona, a na dodatek udziela ci się mój humor. - palnął Nathan.
- Max, tu potrzebna jakaś pomoc humanitarna! - zaczął krzyczeć wokół.
- Ostatnio Axel świetnie się spisuje w ratowaniu z opresji niewiast. - poklepał go po ramieniu Nathan , po czym chłopak obdarował go srogim spojrzeniem.
- Skoro tak to na co czeka? - zaczęłam podążać za nauczycielem do WOS-u, rzuciłam przez ramię. - Nie potrzebuje super bohatera, sama nim jestem.
Na lekcji jakże to arcyciekawej bardzo się mi nudziło. Jakby to powiedział nauczyciel - te rzeczy przydadzą ci się w życiu. Co racja, to racja - czasami podczas lekcji wymieniałyśmy się karteczkami z Sil.
- Panno Evans, skoro jest pani dzisiaj wyjątkowo aktywna społecznie, może powiesz nam z czego wynika deflacja? - powiedział pan Freddy, uśmiechając się.
- Z.. kryzysu? - mruknęłam, przecierając twarz. - Sama nie wiem, nie interesuje mnie gospodarka. Ważne, że jestem na razie bezpieczna w swoim kraju i inni również. 
- Hmm, okej. To twoje zdanie, które szanuje, ale... - zmrużyłam oczy, bo wiedziałam, że ta odpowiedź go ani trochę nie satysakcjonowała. - Następnym razem bardziej rozwiniesz swoją wypowiedź przy kartkówce, która będzie w przyszły piątek. - po czym zapisał datę na tablicy.
Wszyscy jęknęli z żałości, podkopałam ich i czułam ich wściekłe spojrzenia  na sobie - to w końcu 3 klasa moi państwo! Zadzwonił dzwonek i udałam się na stołówkę, niespodziewanie napadł mnie Blaze. 
- Czego? 
- Ja rozumiem, że chciałaś być przy swoim przyjacielu...
- Skoro mnie rozumiałeś... to trzeba było mnie zostawić tam. - wyminęłam go. 
- Poczekaj! - złapał mnie za ramię. - Chciałbym ci złożyć propozycję.
- Czyżby?
- Czy... - zacisnął usta. - ...pójdziesz ze mną do kina?

* Axel's POV *




- Co ty chcesz zrobić? - krzyknął Nathan.
To była jego reakcja na to co dziś planuję zrobić, chcę w końcu wyznać swoje uczucia. Sam nie wiem... z jednej strony, boje się jak cholera, a z drugiej mam presję czasu. Jego oczy były wybite z orbit, zamiast się cieszyć, wesprzeć na duchu, gapi się na mnie jak ciele na malowane wrota. Namawiał mnie do tego odkąd poznał Dianę i moje uczucia do niej. Niekiedy nawet wziąłby sprawę w swoje ręce. Max zrobił znaczącą minę, która mnie rozśmieszyła. 
-  Axel, potraktuj to poważnie... - złapał mnie za ramię Nathan. - Stratujesz do laski z poważnym uczuciem... 
Uniosłem jedną brew do góry.
- Od kiedy my rozmawiamy "na poważnie"?
- Dobra, dobra nie rób ze mnie jakiegoś jednorożca! Po prostu z miłością nie jest łatwo. 
- Zaczyna się... - przewrócił oczami Max.
- To tak... jak sos słodko-kwaśny w Mac'u, nie zawsze wpadniesz na ten pyszny. Tak samo jak z dziewczyną. Diana jest wyjątkowa i mam nadzieję, że nie okaże się nieświeżym sosem.
- Dlaczego sos? - rozłożyłem na niego bezradnie ręce. 
- Może lepsze by było porównanie do kubełku w KFC? Nie wiadomo, czy nie trafisz na tego najbardziej panierowanego.  - odparł Carson.
- Niczego nie byłem pewny jak tego. - sapnąłem. - Kocham ją i dziś zamierzam jej to wyznać. 
 - Axel... Ty dopiero co pieluchy nosiłeś. - w oczach Swift'a pojawiły się łzy. - A teraz będziesz mieć dziewczynę... 
Gdy tylko wyszła z sali, postanowiłem podejść do niej. Uśmiechnąłem się w jej stronę, a na jej twarzy pojawił się grymas.
- Czego? 
- Ja rozumiem, że chciałaś być przy swoim przyjacielu...
- Skoro mnie rozumiałeś... to trzeba było mnie zostawić tam. - próbowała wyminąć mnie. 
- Poczekaj! - złapałem ją za ramię. - Chciałbym ci złożyć propozycję.
- Czyżby?
- Czy... - zacisnąłem usta. - ...pójdziesz ze mną do kina?
- Że ja? - dziewczyna zdębiała. 
- Diana...
-  Daj mi pomyśleć..
- To moje przeprosiny za ostatnie wydarzenia. - pokiwała na to głową. - To co... osiemnasta?
- Okej. - zgodziła się, również się uśmiechając.
Wszystko idzie zgodnie z planem, teraz tylko trzeba jakoś urwać się z matematyki. Wiem, że nauka jest ważna, ale... cholera moja randka jednak nad tym wszystkim znacznie przeważa. Wszedłem do sali, spojrzałem na Swift'a, on tylko pokiwał głową, wiedział co robić. Zacząłem łapać się za brzuch.
- Panie Blaze, o co tym razem chodzi? - spytała pani Hemmings, patrząc na mnie podejrzliwie.
No dobra, robiło się tak czasami. W końcu, musiałem zdążyć na odwiedziny do Julii. Wtedy było z górki, ale teraz nie tak łatwo ją oszukać.
- Ale proszę panią.. - jęknął Nathan. - jego na prawdę boli!
- A ty skąd to wiesz? - zwróciła się w jego stronę.
Chłopak potarł kark i spuścił głowę. Ale wtem jakby olśnienie przyszło na niego.
- Ponieważ... powiedział mi w tajemnicy, że... ma biegunkę. - spojrzałem na niego tym wzrokiem, z którego jak to kiedyś powiedział sika ze strachu. 
Cała klasa patrzyła na mnie jak na debila. Max próbował zachować powagę, ale wiem, że prawie pochlastał się ze śmiechu. Mark patrzył na mnie troskliwie, natomiast Jude obdarował mnie podejrzliwym wzrokiem. Pani spojrzała na mnie uważnie. By urzeczywistnić moją biegunkę... zacząłem jęczeć z "bólu", a nawet położyłem się na podłodze. Kupiła to, szczęśliwy podążałem do domu.
- Biedaczek. - usłyszałem głos.
Obróciłem się, posiadaczem głosu okazał się Jude.
- Przepraszam bardzo, ale ciśnie mnie strasznie, więc jakbyś mógł się streszczać...
- Wiem, że umówiłeś się z Dianą. - odparł.
- Zapomniałem się ciebie pierwszy o to zapytać, ach no tak! 
- Diana nie należy do mnie. - sapnął.
Stałem tam jak kołek i tylko na niego patrzyłem, zagiął mnie dosłownie jednym zdaniem. On nagle podszedł do mnie i chwycił za ramię.
- Axel, jeśli ją kochasz to... zrób to. - puścił mnie. - Zanim ktoś ci ją zabierze. Ale jeśli się dowiem, że ją skrzywdziłeś, to dostaniesz po mordzie bardziej niż ostatnim razem. 
- Czyli... mam twoje błogosławieństwo? - Axel'u Aleksandrze Blaze, jesteś debilem nawet gorszym niż ten cały Carson i Swift.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja wraz z nim. Szybko się z nim pożegnałem i pognałem do najbliższego supermarketu po jakiś koc i przekąski. Mój plan jest niemalże idealny, ale ciągle mam obawy, że z resztą nie pójdzie tak łatwo i płynnie. Poszedłem do parku i schowałem torby za pobliskim kasztanem. Po kinie właśnie tam ją zabiorę i popatrzymy na gwiazdy... iii jej powiem... Chyba. CHYBA?! Matko ten się jeszcze zastanawia. Skarciłem swoje własne myśli i pomaszerowałem do domu. Tam zastałem naszą gosposie, pani Cliford. Ta szybko zlustrowała mnie wzrokiem.
- Co panicz tak szybko?  - spytała, zniesmaczona moim postępowaniem. - Znowu jakiś sprawdzian?
- To coś innego proszę panią... - zacząłem przeszukiwać szafki. -Dziewczyna. 
Na tą wiadomość kobieta mało niezasłabła. 
- Co? Jak to? To niemożliwe... Od kiedy to ukrywałeś? Już są dzieci? Pewnie ślub wzięty w sekrecie! 
- Oczywiście i jeszcze 500 plus na te dzieciaczki. - odparłem, śmiejąc się w głos.
- Ty się śmiej, ale ja ci mówię, swoim postępowaniem tak właśnie skończysz. - odrzekła, wzdychając i wracając do kuchni.
Wszedłem po schodach do swojego pokoju. Spojrzałem przez okno. i zauważyłem... Nathan'a?!  
- Jest Axel? - usłyszałem z dołu.
- Ty to powinieneś wiedzieć najlepiej, młody człowieku. - powiedziała podejrzliwie gosposia.
- No ale proszę panią... Ja bym panią nie okłamał, czy tym oczkom pani nie wierzy? 
- Nathan, nabierałam się na nie już tyle razy, że już im nie wierzę.  - sapnęła pani Cliford. - Idź na górę.
Usłyszałem szybkie kroki. I nim zdołałem otworzyć szafę, u drzwi zobaczyłem blondyna.
- Dobrze wiesz, że Mark cię zabije... - złapałem za bluzkę i rzuciłem ją w kąt. - nie byłeś na treningu.
- A ty to co? 
- Ja to załatwiłem już wczoraj. I nie, nie powiedziałem mu, że mam sraczkę. 
- Oj no... Tylko jedno mi przychodziło na myśl...
Podszedł do szafy i zaczął wyciągać dosłownie wszystko. To będzie bardzo ciężkie to przeżycia.

* Diana's POV *



- Nareszcie... tyle razy sobie was wyobrażałam na na na naszych wspólnych randkach.  - udarła mi się do słuchawki Celia, kiedy powiedziałam jej, że idę z Blaze'em do kina.
Sama bym tak zrobiła, ale zważając na to, że jestem na ulicy to tego nie zrobię. Moje serce tak mocno drży... Idę z nim na randkę? Ja tak zasłaniałam się tym, że kogoś ma na oku. A tutaj idzie kina - ze mną? Tyle jest ładnych dziewczyn na tym świecie, a on wybrał mnie. Nie róbmy sobie nadziei, może to po prostu zwykłe spotkanie po przyjacielsku? Sama nie wiem, ale czuję, że to nie będzie nic zwyczajnego. Ponadto dowiedziałam się, że zwolnił się z powodu fizjologicznych - tak przynajmniej powiedział mi Mark. Właśnie wracałam ze szkoły i treningu, kiedy napotkałam na Max'a. 
- Oo Dianka. - chłopak głupio się uśmiechał. 
- Co to za torby? - spytałam, wskazując na wielkie, brązowe torby.
- Eem.. mówiłem ci, że moja babcia jest chora...  - odparł szybko, poprawiając nerwowo kapelusz. 
- Te wszystkie? Czy twoją babcię tam karmią?
- Zważając, że szpital należy do ojczulka Axel'a, powątpiewam. - odrzekł, śmiejąc się.
Pokiwałam na to wszystko głową. Dobrze wiem, że kłamie. Ale dam mu złudzenie , że jest wielkim, nikczemnym kłamcą. Szybko się ze mną pożegnał i pomknął w stronę rzekomego szpitala. Oglądnęłam się za siebie, chłopak podążył zupełnie inną drogą. Wątpię, że to jakiś skrót, tym bardziej, że tylko znajduje się jeden szpital z jedną drogą. Westchnęłam na to wszystko, doczłapałam się do domu. Zdałam sobie sprawę, że jest piętnasta trzydzieści, więc żwawiej podążyłam do pokoju i zaczęłam się szykować. Pomalowałam paznokcie w odcień pudrowego różu. Włosy zostawiłam naturalnie kręcone, rozpuszczone. Poprawiłam swój poranny make-up i dodałam odrobinę różu. Podeszłam do szafy, zdałam sobie sprawę, że kompletnie nie wiedziałam co założyć. Jednak po kilku minutach, znalazłam odpowiedni ubiór  i teraz zastanawiałam się nad butami. Szpilki czy trampki? - jeśli założę szpilki, to od razu będę tego żałować, ponieważ później wrócę z nogami opuchniętymi jak słoń. Natomiast w trampkach będę wyglądać jak skrzat przy 189 centymetrach. Ale wolę wygodę więc wybieram czarne super-star'y. Pozostało mi tylko czekać. Dokładnie o 18 wszystko się zacznie. 

* Axel's POV *



Nie mam czasu, dochodzi siedemnasta, a ja jestem u Max'a. Wiedziałem, że to błąd wysłać takiego imbecyla  po jakieś ciuchy.  Ten nie wraca już godzinę, a to zaważa na moim być albo nie być najważniejszym elementem w jej życiu. Nagle zobaczyłem jego mordę w drzwiach. Chłopak położył przede mną, aż 3 wielkie torby. Spojrzałem na Swift'a, nie mogłem uwierzyć w to, co on zrobił. Kazał kupić mu sobie żarcie, moje oraz jego ciuchy. O jeszcze niech babcia się dorzuci! Ja stawiam.
- Oj no, głodny jestem. - dorwał się do torby z jedzeniem. - Po tym jak szukałem u ciebie jakiejkolwiek koszuli byłem się zmęczony. 
Po kilku minutach byłem wyszykowany . Spojrzałem na siebie - wyglądałem jak jakiś model z tych brukowców, choć w połowie nim nie jestem. Nagle przed moimi oczami mignął flesz, przetarłem oczy, zauważyłem jak Swift trzyma w ręce aparat. 
- To takie na pamiątkę. - przeglądał zdjęcie. - Zawsze nie wiadomo, czy to nie pierwsza i ostatnia, twoja randka. 
Spojrzałem na zegarek, 17:45. Chwyciłem się za głowę i szybko wybiegłem z domu. Złapałem po drodze taksówkę i podjechałem pod jej dom. Czekałem, aż wyjdzie, nagle drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich ona. Wyglądała jak zawsze nieziemsko, a gdy uśmiechnęła się w moją stronę myślałem, że kompletnie wymięknę. Wyszedłem z auta i podszedłem do niej. 
- Pięknie wyglądasz. 
- Myślałam, że rzucisz jakiś ironiczny komentarz. - odrzekła, klepiąc mnie po ramieniu. -  Ty też wyglądasz niczego sobie. 
- My nie wyglądamy jakbyśmy szli, co najmniej do jakiejś opery czy teatru? - zaczęliśmy się śmiać. - Kurde szkoda, że nie ma żadnego w pobliżu.
- A czy ubiór ma znaczenie? - machnęła na to ręką. - Przecież będziemy się dobrze bawić, chodź! 
Gdy dotarliśmy do kina zakupiłem dwa bilety na " Deadpool'a", oczywiście usiedliśmy w ostatnim rzędzie. Przez cały film śmialiśmy się jak głupi i każdy element fabuły utorżsamiał się z naszym życiem. Po mimo tego, że wszyscy nas uciszali, nie przejmowaliśmy się tym, ponieważ spędziliśmy wspaniałe chwile zupełnie jak dawniej. Gdy tylko popatrzyłem na jej twarz zaczynałem się śmiać. Zawibrował mi telefon, spojrzałem na wyświetlacz, dostałem wiadomość - Nathan.
od CIULEK:  I jak tam z panną Evans? Mam nadzieję, że jeszcze nic nie schrzaniłeś. :))))
do CIULEK: Na razie jest dobrze i zmierza to w bardzo dobrym kierunku... Nie psuj chwili!
Gdy film się skończył, wyszliśmy z sali przytuleni i z dobrymi humorami. 
- Nie wiesz, co tam u Max'a babci? - spytała niespodziewanie.
- Jak to każda babcia... - jęknąłem. - dużo się je!
- Tak, a zwłaszcza babcie lubują się burgerach.
- Tyle nie wiesz o ludziach Diana... - ponownie zaczęliśmy się śmiać.
Udaliśmy się w stronę parku, tam miał być Max i przygotować piknik. Gdy dotarliśmy na wskazane miejsce, wszystko było rozłożone.
- Axel.. - jęknęła, zasłaniając usta. - Nie spodziewałabym się tego po tobie. 
- To miłe?
- Na prawdę.. - była zamurowana.
- No chodź. - pociągnąłem ją za rękę i usiedliśmy na kocu. Opowiadaliśmy sobie jak minął dzisiejszy dzień i wygłaszaliśmy swoje opinie na temat filmu. Na niebie powoli pojawiły się gwiazdy, a więc położyliśmy się na kocu i zaczęliśmy je oglądać.
- Jacie... jak ten czas szybko mija... - odparłem, opierając głowę o jej ramię. - Nadal wydaję mi się, że poznałam cię wczoraj, a nie 2 lata temu.
- Życie to jedna wielka ściema. 
- Czy miałeś kiedyś tak w swoim życiu, w którym  miałeś uczucie spełnienia? - uniosłem głowę do góry.
- Każda godzina, sekunda, minuta z Tobą jest dla mnie spełnieniem. - dziewczyna usiadła i spojrzała w moje oczy.
Nastała niezręczna cisza, tylko wiatr lekko wiał i bawił się z gałęziami drzew oraz jej włosami.
- Axel... 
- Wiem, że pownienem... - powstrzymała mnie od mojej przemowy.
- Odkąd poznałam Jude'a, wiedziałam, że się nigdy nie zakocham. Miał być tym jedynym b l a b l a b l a. Gdy go straciłam... moje serce było w kawałkach. Ale niedługo później przyszedłeś do mnie ty. 
- A raczej wpadłem. - zaczęła się śmiać.
- ...W jednej chwili wyleczyłeś moje serce. - w pewnym momencie chwyciła mnie za rękę. - Jestem ci wdzięczna za to ile poświęciłeś dla mnie swojego życia. Nie wiem jak na to zareagujesz, ale...
- Poczekaj. - przerwałem jej. - Chcę to powiedzieć pierwszy... Gdy cię ujrzałem, już wiedziałem, że będziesz częścią mojego życia. Po kilku miesiącach uświadomiłem sobie, że tak na prawdę... 
- Kocham cię. - powiedzieliśmy to w tym samym czasie.
- Jesteś tego pewien? - spojrzała na mnie znacząco.
- Kocham całą twoją osobę. Nie wiem czy wiesz, ty również mnie uratowałaś. Jesteśmy 2 duszyczkami, które nie potrafią bez siebie żyć.  
Po jej policzkach spłynęły łzy, nawet ja się wzruszyłem. Tłukłem w sobie to tak długo i na reszcie jestem od tego wolny. Czy to nie piękne? Na dodatek moje uczucie jest odwzajemnione. 
- Mówiłem, żebyś nie beczała!  - krzyknąłem, śmiejąc się i ocierając moją łzę. - Patrz, co zrobiłaś!
- Oj no przepraszam... - odparła, chichocząc. - Ale teraz mam pewność, że nie jesteś takim twardzielem. 
Szybko wpiłem się w jej usta. Jej usta były tak miękkie, nie chciałem oderwać się od nich chociaż na chwilę. Zupełnie jakby cały świat się zatrzymał, podczas gdy my wirowaliśmy w kółko. Ona odwzajemniła pocałunek - ta chwila mogła trwać wiecznie. 
- To dziwne... - odrzekła, śmiejąc się.
- A ja chciałem być romantyczny. - pokręciłem głową.
Musieliśmy się powoli zbierać. I kiedy chwyciłem ją za rękę, zdałem sobie sprawę, że to pierwszy raz w życiu i w dodatku bezkarnie. W końcu... moje marzenia się spełniły! Należę do niej, a ona do mnie. Ciekawe co ty na to, Mark? Na tą chwilę nie chcę się w to zagłębiać, chcę celebrować moje największe szczęście wraz z kobietą, która jest dla mnie najważniejsza.


hej, hej :D
no właśnie co na to Mark?
a raczej co na to wy?
ja jestem szczęśliwa bo czekałam na odpowiedni moment aby połączyć tą dwójkę!
i proszę stało się!
Teraz wszyscy są in lof xD <3
ach, w ogóle chciałam przeprosić was bo ten rozdział
teoretycznie miał być w poprzednią niedzielę, ale miałam problemy z weną.
i NAUUUUUKĘ!
życzę wam miłego dnia/wieczoru! :)
buzi
              ~ gejzerka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz