" - Co? Jak to? - wydukała
- Jeśli Jude wygra ten mecz będzie mógł z nią zamieszkać.
- Celia wie o tym? - złapała się za głowę.
- Chyba nie... sam nie wiem.
- Nie, no nie... - wydukała szatynka. - co teraz?
Mam pustkę w głowie. Za niedługo początek drugiej połowy. A ja mam wybór albo się poddać albo rozbić czyjąś rodzinę i jej szczęście. "
* No One's POV *
Mark powoli wstał z ziemi. Otrzepał się z kurzu, który opadł na jego strój po tym strzale, który swoją drogą zmiótł by każdego i wszystko co się porusza. Jego ciało jakby sparaliżowane, stało teraz nieruchomo. Chłopak zapatrzony w swoje niebiesko-żółte korki, które idealnie pasowały do stroju, był zamyślony. Było mu wstyd, na jego twarz malowało się rozczarowanie. Ale mecz trwa dalej, trzeba więc przerwać chwilę zadumy naszego bohatera. Jude szarżuje na bramkę Evans'a wraz z innymi graczami, czyżby była ta sama akcja co sprzed chwili? Gdy piłka już miała wzbić się w powietrze, coś powstrzymuje tą tak dobrze zapowiadającą się akcje. A raczej ktoś, to Axel. Szybko podbiegł w ich stronę i również podleciał w górę, w ich stronę. Przywarł do piłki nogą, tak aby ani na milimetr nie zbliżyła się do bramki. Ponowny kurz i dźwięk podobny do ptaka spadającego na ziemie. Kolejne straty?
* Diana's POV *
♫
Mecz pełen wrażeń, można rzec. Jednak coś mi tutaj nie pasuje, coś jest nie tak. Siedzę niespokojnie, bębnie nogami o murawę i obserwuję każdą sekundę tego meczu. Mark, po tym strzale, stał się jakiś niewyraźny, dodatkowo zbladł. Jude natomiast gra tak jak zwykle, muszę niestety to przyznać - świetnie, nie dając nawet chłopakom na chwilę oddechu. Przed chwilą Marka najdoskonalsza taktyka zawiodła. Sharp to dobry strateg, zawsze wymyśli pomysł, aby człowieka zaorać. Zbliżał się ponownie do zatrwożonego Mark'a, a ja zacisnęłam usta. I wtem jak piorun z jasnego nieba, Blaze zablokował dostęp do bramki. I kolejny kurz, a na mojej twarzy zaskoczenie i zdenerwowanie. Nie rozumiem tego co się właśnie stało, muszę się dowiedzieć - teraz. Szybko wbiegłam na boisko, a wraz ze mną Celia. Ja pobiegłam do Axel'a, a ona zatrzymała się. Widać, że jest zdenerwowana, nie dziwię się jej relacje z Jude'em jest specyficzna - czasami jest, a czasami jej nie ma. Najwidoczniej chce się zbliżyć do brata, ale po prostu nie wie jak.
- Mark by to obronił. - stwierdziłam, kucając przed skulonym blondynem
Pokręciłam głową patrząc na jego zakurzone ciało.
- Jesteś tego taka pewna? - powiedział, pokazując na postać mojego brata. - Spójrz, że na niego.
Rzeczywiście, Axel ma rację. Był niespokojny jak nigdy i niepewny swoich ruchów.
- Idź, poradzę sobie. - odparł cicho Axel.
Wtem na horyzoncie zobaczyłam szatynkę z apteczką w ręku. Nie mogłam zostawić tego tak po prostu. Szybko podeszłam do ich dwójki. Dziewczyna niezdarnie próbowała opatrzyć nogę Jude'a.
- Oddaj to. - sapnęłam, wyrywając jej bandaż z rąk.
Dziewczyna spojrzała na mnie cała zszokowana, tak samo jak jej brat. Wypsikałam Jude'a łydkę, a następnie zawinęłam w bandaż. Rzuciłam butle ze spray'em w stronę szatynki.
- A jak będziesz chciał wygrać mecz, to nie wykorzystuj do tego swojej siostry. - warknęłam w jego stronę, odchodząc.
Widziałam kątem oka, że chłopak z pomocą siostry podąża za mną. Zwolniłam kroku. Trener wziął na chwilę czas, aby porozmawiać z Markiem. Usłyszałam nagle czyiś krzyk. Zauważyłam dość nieciekawą sytuację, która mnie mocno zdenerwowała. Blondyn dosłownie wycelowałam swoim tornadem prosto w Mark'a.
- Blaze, coś ty zrobił?! - krzyknęłam, szarpiąc go za koszulkę.
Zachowują się jak dzieci. Za niedługo wszyscy się pobiją.
- To co trzeba. - podsumował, nie zaimponowała mu moja agresja.
- Axel, to mój brat do cholery! - warknęłam.
- To niech przestanie się mazgaić! - odparł poirytowany.
Nienawidzę kiedy ten gałgan ma rację, ale tak sytuacja wygląda. A przeważnie zawsze ją ma, w tym momencie na prawdę chciałam, aby jej nie miał.
- Agresją nie rozwiążesz jego problemu. - westchnęłam.
- Inaczej by nie dotarło, kochanieńka. - powiedział Blaze, patrząc ukradkiem na czołgającego się po ziemi Mark'a.
- Nie skończyłam z tobą. - sapnęłam, łapiąc go za rękę.
- Diana, nie pozwalaj sobie.- usłyszałam dobrze znajomy mi głos należący do kapitana królewskich, a Axel wyrwał się z mojego uścisku.
- I kto to mówi? - zaśmiałam mu się w twarz.
- Nie bądź ironiczna. - warknął Sharp zacisnął zęby.
- A tobie jeszcze mało. - jęknęłam, próbując pohamować łzy. - Przez ciebie nic nie mam. Zawładnąłeś moim sercem i straciłam miłość i zaufanie do kogoś.
- Diana...
- I za każdym razem jak mnie lałeś, niemal do nieprzytomności, zabrałeś mi poczucie bezpieczeństwa. Skazałeś mnie na cierpienie, wszystko przez ciebie, cholerny gnojku!
- Przegięłaś.
- Co. ty. zrobiłeś. - powiedział Mark, podnosząc się z ziemi.
Jego głos się zmienił. Nie był już taki delikatny, pełen troski. Zastąpiła go ostra, szorstka barwa.
- Uderzyłeś ją, tak? - spytał ponownie, patrząc z nienawiścią na bruneta.
- Mark..
- Stul pysk. - modliłam się, żeby nie rozwiązali tej kwestii pięściami.
- Diana, ja... - załkała cicho Celia, tuląc się do mnie.
- Już dobrze. To nie twoja wina.
- Co masz na swoje wytłumaczenie? - Celia wbiegła po między nimi.
- Proszę was.. - jęknęła, a jej twarz wyglądała jak ściana deszczu.
- Celia, kocham cię i będę o ciebie walczył. - zacisnął pięści - A co do ciebie Diana...Nie licz, że oszczędzę Blaze'a.
To ostatnie zdanie wprawiło mnie w osłupienie. Zapowiada się niezły horror, moja psychika już tego nie potrafi poukładać.
* Mark's POV *
♫
Nie obroniłem tego, niech to.. było tak bliski. Myślałem, że ta technika jest nie do złamania, do teraz. Otrzepałem się i próbowałem się skupić, ale w mojej głowie wciąż brzmią słowa Darka. Nim zdążyłem się wyrwać z roztargnienia, Jude już był blisko pola bramki, a wtedy Axel ruszył w jego stronę. Zatamował kolejny atak i obaj w kłębie kurzu. Diana i Celia, jak wystrzelone z procy, poleciały w miejsce kraksy. I wtedy Poczułem jak piłka miota uderza moją twarz, ogromny czerwony placek widniał teraz na mojej twarzy. Zachwiałem się i świat zawirował przede mną, zobaczyłem przed sobą Blaze'a. Byłem zdziwiony tym wszystkim i nie mogłem poukładać myśli, gdyż ból pulsował po całej mojej głowie.
- Co do...
- Co tu się dzieje? - warknął, patrząc mi prosto w oczy.
- Axel, ty nie zrozumiesz. - jęknąłem, masując obolałą twarz, siadając na ziemi.
- Nie muszę... Silvia mi o tym powiedziała. - sapnął, łapiąc mnie za ramię. - Sprawy osobiste zostaw za boiskiem.
- On może stracić siostrę, tak jak ty swoją. - obrócił się, szarpnął moją koszulkę.
- Ogarnij się, Mark. - puścił zacisk. - To nie miejsce na takie coś, grajmy.
Pokiwałem na jego słowa, miał rację. Sport wymaga skupienia, muszę się więc skupić. Moją uwagę przykuło konwersacja pomiędzy Dianą i Jude'em.
- I za każdym razem jak mnie lałeś, niemal do nieprzytomności, zabrałeś mi poczucie bezpieczeństwa. Skazałeś mnie na cierpienie, wszystko przez ciebie, cholerny gnojku!
- Przegięłaś.
- Co. ty. zrobiłeś. - wycedziłem przez zęby.
- Uderzyłeś ją, tak? - zapytałem, jakbym się chciał upewnić, że dobrze usłyszałem.
- Mark..
- Stul pysk. - otworzył mi się scyzoryk w ręce.
- Diana, ja... - Celia wpadła w objęcia mojej siostry.
- Już dobrze. To nie twoja wina. - zaczęła ją pocieszać.
- Co masz na swoje wytłumaczenie? - Celia wbiegła po między nami, w tym momencie gdy przysłowiowy "scyzoryk w kieszeni mi się otwiera"
- Proszę was.. - jęknęła, a jej twarz wyglądała jak ściana deszczu.
- Celia, kocham cię i będę o ciebie walczył. - zacisnął pięści - A co do ciebie Diana...Nie licz, że oszczędzę Blaze'a.
Jak on mógł? Moją malutką, bezbronną siostrzyczkę uderzyć. Kobiety się szanuje i kocha, a nie poniewiera.
- Mark.. - urwała, wziąłem ją w objęcia. - Przepraszam..
- Diana... to nie jest twoja wina. - zmusiłem ją by spojrzała w moje oczy. - Zajmę się tym.
Pogłaskałem ją po głowie i zająłem pozycję, gdyż przerwa się już kończyła. Dosłownie wszystko mnie boli. Ten potężny pocisk Blaze'a przyprawił mnie o nowe rany i siniaki. Z ledwą biedą stałem na dwóch nogach.
* No One's POV *
I tak oto rozpoczęła się 2 połowa tego jakże emocjonującego spotkania. W pierwszej połowie Akademia królewska zdobyła 1 punkt, zmiatając Evans'a z pola bramkowego, co dało im chwilowe prowadzenie nad rywalem. Nie ma na co czekać, zaczynajmy!
Piłka błyskawicznie przechodzi z pod nóg Samford'a do Jude'a. Jude Sharp, widzicie go? Ten młodzieniec ma na koncie wiele wygranych, nigdy nie przegrwał. Czy Raimon przełamie tą zwycięską passę?A tutaj już następujące kolejne podanie, tym razem do Wildshild'a. Ten prosto celuje w bramkę przeciwnika, bez jakiegokolwiek namysłu. Ale cóż to? Obok Evans'a nie wiadomo skąd pojawił się Swift. Zatrzymuje strzał swoim ciałem, jakby on sam był bramkwarzem. Obok niego pojawili się inni pomocnicy i pomagali bronić swojego kapitana. Mark osobiście się wzruszył. Taka postawa jego kolegów pobudziła go do działania, nowa energia napełniła jego serce. W pewnym momencie piłka szybuje w powietrze. Wiadomo co się teraz stanie, ponownie 3 zawodnicy akademii skaczą w kierunku piłki. Ustawiają się w trójkąt, niczym ZABÓJCZA FORMACJA. Piłka niezauważona prześlizguje się przez obrońców. Co teraz? Nagle do piłki podbiega Bobby i własną twarzą broni tą piłkę. Co za poświęcenie u drużyny Raimon!
* Diana's POV *
♫
Nie mogę usiedzieć w miejscu. To już nie jest gra, tylko pole bitewne. Cios za cios, a nasi chłopcy padają jeden po drugim. Nie wiem co Mark wyczynia. Czy on nie widzi tego? Musi się do cholery obudzić, nasz bramkarz jest na tyle słaby, że potrzebuje mieć kilku obrońców wokół siebie. Przepraszam bardzo, co się tutaj dzieje? Gdzie jest ten pełny energii chłopak? Gdy zobaczyłam jak Bobby heroicznie broni tą piłkę, wybuchłam. Szybko podbiegłam do niebiesko-włosego, by udzielić mu pierwszej pomocy. Opatrzyłam go, a później czekałam na przyjazd pogotowia. Widząc koszulkę Shearer'a, postanowiłam działać. Chciałam poczuć ponowną adrenalinę, chce być na boisku, chce ich uratować. Pobiegłam z koszulką do najbliższej łazienki. Tam przebrałam się w koszulkę, ubrałam dodatkowo spodenki i moje adidasy. Gdy już byłam gotowa, zawiązałam włosy w koka i podążyłam na boisko. Wbiegłam na murawę, a wszystkie oczy były skierowane na mnie. Spojrzałam na blondyna, który tylko przewrócił na mnie oczami. Natomiast Sharp uważnie mi się przyglądał, jeszcze nie widział mnie w akcji. W końcu zmierzę się z moim największym lękiem, czas najwyższy Diana! Ustawiłam się na obronie. Ale wiedziałam, że nie będę stać jak kołek. Czas aby Mark się otrząsnął, wykurował swoją zranioną dumę.
* No One's POV *
Po zdjęciu Shearer'a z boiska, miał za niego wejść Jim. Jednak zamiast niego pojawiła się brunetka, siostra Marka - Diana. Ustawiła się na obronie, za Bobby'ego. Każde spojrzenie było skierowane na tą dziewczynę. Kto by pomyślał? Czyżby powtórka z rozrywki? Widzieliśmy ją w akcji już wcześniej, to idealne wzmocnienie dla zespołu. Ale.. czy da sobie radę z takimi potęgami? Mecz zostaje wznowiony. Przy piłce znajduje się Dragonfly. Chłopak podąża do bramki, wymija innych zawodników. Wymierza SMOCZY CIOS prosto w bramkę rywala. Ale TARCZA MOCY odbija piłkę do góry. I po nim następuje kolejne zagranie, tym razem Axel atakuje swoim OGNISTYM TORNADEM Joe'go. Na nic, chłopakowi nie imponują żadne strzały wymierzone w jego bramkę. Na czym polega ta ciekawa forma obrony? Jak ją rozbić? To proste. Tarcza odbiera tylko ataki z daleka, natomiast z bliska jest do niczego. Blaze już wiedział co zrobić. Podał do Kevin'a, a ten ponownie wycelował w bramkę. W momencie kiedy piłka już miała się odbić, blondyn swoim kopnięciem pozwolił przejść obronę King'a. GOL, mamy pierwszy punkt Raimon! Ale to jeszcze nie koniec. Błyskawiczne podanie do Jude'a, jest on niepowstrzymany przez nikogo podczas biegu w stronę bramki. Chłopak mocno kopie piłkę w stronę bramki Raimon'a. Tym razem Evans nie będzie stał z założonymi rękami. Wypiąstkował ten strzał, a piłka poleciała wysoko. Chłopak uśmiechnął się sam do siebie. Podanie do Blaze'a zostało szybko odebrane przez Dianę. Dziewczyna mignęła przed blondynem jak błyskawica.
- Niech cię Diana Evans! - krzyczy Axel, ale dziewczyna jest nie wzruszona.
Na jej drodze stanął Jude.
- Czas na zmianę w twojej grze. - mruknęła, patrząc głęboko w oczy swojemu byłemu chłopakowi.
Genialnym dryblingiem wyminęła bruneta. Nawet Samford nie mógł jej zatrzymać.
- Diana, nie rób tego! - krzyczy Carson, biegnąc dużo w tyle za Dan.
Po ostatniej bramce, dziewczyna trafiła do szpitala, omały włos i zniknęła by z naszej opowieści. Chłopcy nie chcieli tak ryzykować. Nim zdążyli ją dogonić, dziewczyna już wznosiła się jak anioł nad boiskiem. Zrobiła jedno salto i z wielką siłą kopnęła piłkę. Piłka przywaliła w TARCZĘ. Ten strzał roztrzaskał ją na kawałki. Diana, delikatnie opadła na boisko. Na szczęście nic się nie stało, stanęła pewnie. Ostatnie minuty meczu! Jest 2:1! Czy Królewscy się podniosą?! 3,2,1 i KONIEC! Drużyna z Gimnazujm Raimona wygrywa te finały!
* Mark's POV *
♫
Udało się? Nie wierze. Niepokonana od 40 lat Akademia Królewska stała się pokonana? Przez nas? Przez pasjonatów sportu? Przecież jesteśmy tylko marnym klubikiem bez perspektyw. Teraz mogę napluć twarz ludziom, którzy w nas wątpili. Podbiegła do mnie uśmiechnięta Nelly. Zamknąłem ją w szczelnym uścisku.
- No, no kapitanie. - szepnęła, całując mnie. - Jesteś najlepszy.
- Ależ owszem, pani manager. - wymruczałem, wpijając się w jej usta.
Spojrzałem kątem oka na Jude'a. Rozmawiał z Celią, ale ja nie chciałem wzlekać. Mimo, że radość przykryła złość, ja i tak muszę wiedzieć co się zadziało. I muszę to usłyszeć od niego, nie chcę rozdrapywać ran Diany, już i tak dużo wycierpiała. Postanowiłem się z nim rozmówić.
* Jude's POV *
Poczułem jak moje wnętrze wybucha. Czemu akurat dziś nie mogłem wygrać, co? Dlaczego? Czy o tak mało proszę ten zakichany los? Chcę mieć siostrę przy sobie, chce odzyskać moją najukochańszą Dianę, a nic z tych rzeczy już nie wydaje się realnym celem, który można osiągnąć.
- Eej, Sharp. - usłyszałem za swoimi plecami. - Nie wkurzaj się, w końcu musieliśmy przegrać.
- David... - sapnąłem.
Właśnie sobie uświadomiłem, że ci ludzie to moja druga rodzina. Dzięki nim jestem gdzie jestem, nie dzięki sobie. W końcu rozumiem, dlaczego ludzie mówią, że "w kupie siła".
- Jeszcze 1 mecz mamy do rozegrania, stary! - powiedział Joe, uśmiechając się.
- Jude? - obok mnie stała moja siostrzyczka.
Przytuliłem ją do siebie, chciałem pohamować łzy. Gdy już jedna spadła, szybko przetarłem twarz.
- To prawda? - sapnęła. - Chciałeś abym z Tobą zamieszkała?
- Nawet nie wiesz jak bardzo, maleńka. - złapałem ją za rękę.
- Ale chyba już z tego nici. - odparła smutno. - Miałeś wygrać mecz, ale go przegrałeś.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, nie chciałem napisać takiego scenariusza...
- W rodzinie Hills'ów czuję się naprawdę dobrze. - zapewniła mnie. - Nie musiałeś się starać o to. Wystarczyło zadzwonić i ze mną porozmawiać.
- To co zaczynamy od nowa? - spytałem, podając do niej ręka.
Ona serdecznie ją uściskała. Potem odeszła do swojej drużyny, a ja kątem oka zauważyłem, zbliżającego do mnie, Evans'a. Czeka mnie niezłe manto. Spojrzałem z trwogą na Marka.
- Cześć Jude. - powiedział, uśmiechając się.
Nawet nie wiem czego mam się po nim spodziewać.
- Przyszedłeś mi przywalić czy z przymusu przeprosić?
Chłopak zaczął się śmiać.
- Skrzywdziłeś moją siostrę, przyjacielu. - zaczął trzeć ręce. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym widzieć na twojej twarz czerwony ślad po mojej pięści. Ale nie po to przyszedłem. Chciałbym ci podziękować za mecz.
Podaliśmy sobie ręce. Bobby miał racje, chłopak jest bezkonfliktowy. Ale dobrze wiem, że mi nie odpuści.
- Nie ciesz się. - sapnąłem, trzymając moją rękę. - To jeszcze nie koniec udziału Akademii Królewskiej w Strefie Football'u. Rozwalę cię przy najbliższej okazji.
- Cudownie. Będę czekał. - rzucił przez ramię. -Tylko potem nie płacz, jeśli ci zrobię małe kuku.
Odszedł, a po chwili się obrócił się w moją stronę, uformował z ręki pistolet i udawał, że strzela do mnie. Udałem martwego, a ten zaczął się śmiać. Poczułem, że między mną a nim wytworzyła się specyficzna relacja, kiedy go unicestwię, zabiorę go na kawę.
* Diana's POV *
Rzuciłam się w jego objęcie, lekko mnie odepchnął.
- Co to miało być? - zaczął prawić mi morały. - Diana, kazałem Ci? Chyba nie.
- Uspokój nerwy tatuśku, nic się nie stało. - powiedziałam, klepiąc po ramieniu rozwścieczonego Blaze'a.
- To był zamach na twoje życie. - sapnął. - Na moje zresztą też.
- Przestań.. - urwałam, bo wiedziałam, że znowu wejdzie na te śliski temat, jakim jest moja choroba.
- A gdybyś ty nam umarła?
- Ey. - zatrzymałam jego fantazje. - Dopóki biorę leki, wszystko jest okej.
- No ja myślę, ale już nigdy więcej ci na takie coś nie pozwolę. Choćbym musiał wąchać skarpety Jack'a.
Zaczęliśmy się oboje śmiać, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Nie śmiej się idiotko! - próbował pohamować swój śmiech.
Poczułam uczucie, które już kiedyś miałam - motylki w brzuchu. Cholerny Blaze, niech cię... Zdałam sobie sprawę, że zakochałam się i nie mam wyjścia z tej sytuacji.
hej, hej kochani! <3
heh. heh. heh
dawno mnie nie było, co? xDDD
przepraszam was pięknie, ale miałam brak weny.
do tego te testy, wyjazd który zmienił mój tok rozumowania.
musiałam odetchnąć!
ale wracam!
załogo
a nasi bohaterowie mają troche dram. :d
aaaale będzie dobrze.
tak myślę. :")
i może w końcu Axel ruszy tyłek i powie swoje uczucia Dianie?
to zdecydowanie za długo trwa!! xD
dobra, ja spadam.
do "może" zobaczenia.
całuski! :3
- Jeśli Jude wygra ten mecz będzie mógł z nią zamieszkać.
- Celia wie o tym? - złapała się za głowę.
- Chyba nie... sam nie wiem.
- Nie, no nie... - wydukała szatynka. - co teraz?
Mam pustkę w głowie. Za niedługo początek drugiej połowy. A ja mam wybór albo się poddać albo rozbić czyjąś rodzinę i jej szczęście. "
* No One's POV *
Mark powoli wstał z ziemi. Otrzepał się z kurzu, który opadł na jego strój po tym strzale, który swoją drogą zmiótł by każdego i wszystko co się porusza. Jego ciało jakby sparaliżowane, stało teraz nieruchomo. Chłopak zapatrzony w swoje niebiesko-żółte korki, które idealnie pasowały do stroju, był zamyślony. Było mu wstyd, na jego twarz malowało się rozczarowanie. Ale mecz trwa dalej, trzeba więc przerwać chwilę zadumy naszego bohatera. Jude szarżuje na bramkę Evans'a wraz z innymi graczami, czyżby była ta sama akcja co sprzed chwili? Gdy piłka już miała wzbić się w powietrze, coś powstrzymuje tą tak dobrze zapowiadającą się akcje. A raczej ktoś, to Axel. Szybko podbiegł w ich stronę i również podleciał w górę, w ich stronę. Przywarł do piłki nogą, tak aby ani na milimetr nie zbliżyła się do bramki. Ponowny kurz i dźwięk podobny do ptaka spadającego na ziemie. Kolejne straty?
* Diana's POV *
♫
Mecz pełen wrażeń, można rzec. Jednak coś mi tutaj nie pasuje, coś jest nie tak. Siedzę niespokojnie, bębnie nogami o murawę i obserwuję każdą sekundę tego meczu. Mark, po tym strzale, stał się jakiś niewyraźny, dodatkowo zbladł. Jude natomiast gra tak jak zwykle, muszę niestety to przyznać - świetnie, nie dając nawet chłopakom na chwilę oddechu. Przed chwilą Marka najdoskonalsza taktyka zawiodła. Sharp to dobry strateg, zawsze wymyśli pomysł, aby człowieka zaorać. Zbliżał się ponownie do zatrwożonego Mark'a, a ja zacisnęłam usta. I wtem jak piorun z jasnego nieba, Blaze zablokował dostęp do bramki. I kolejny kurz, a na mojej twarzy zaskoczenie i zdenerwowanie. Nie rozumiem tego co się właśnie stało, muszę się dowiedzieć - teraz. Szybko wbiegłam na boisko, a wraz ze mną Celia. Ja pobiegłam do Axel'a, a ona zatrzymała się. Widać, że jest zdenerwowana, nie dziwię się jej relacje z Jude'em jest specyficzna - czasami jest, a czasami jej nie ma. Najwidoczniej chce się zbliżyć do brata, ale po prostu nie wie jak.
- Mark by to obronił. - stwierdziłam, kucając przed skulonym blondynem
Pokręciłam głową patrząc na jego zakurzone ciało.
- Jesteś tego taka pewna? - powiedział, pokazując na postać mojego brata. - Spójrz, że na niego.
Rzeczywiście, Axel ma rację. Był niespokojny jak nigdy i niepewny swoich ruchów.
- Idź, poradzę sobie. - odparł cicho Axel.
Wtem na horyzoncie zobaczyłam szatynkę z apteczką w ręku. Nie mogłam zostawić tego tak po prostu. Szybko podeszłam do ich dwójki. Dziewczyna niezdarnie próbowała opatrzyć nogę Jude'a.
- Oddaj to. - sapnęłam, wyrywając jej bandaż z rąk.
Dziewczyna spojrzała na mnie cała zszokowana, tak samo jak jej brat. Wypsikałam Jude'a łydkę, a następnie zawinęłam w bandaż. Rzuciłam butle ze spray'em w stronę szatynki.
- A jak będziesz chciał wygrać mecz, to nie wykorzystuj do tego swojej siostry. - warknęłam w jego stronę, odchodząc.
Widziałam kątem oka, że chłopak z pomocą siostry podąża za mną. Zwolniłam kroku. Trener wziął na chwilę czas, aby porozmawiać z Markiem. Usłyszałam nagle czyiś krzyk. Zauważyłam dość nieciekawą sytuację, która mnie mocno zdenerwowała. Blondyn dosłownie wycelowałam swoim tornadem prosto w Mark'a.
- Blaze, coś ty zrobił?! - krzyknęłam, szarpiąc go za koszulkę.
Zachowują się jak dzieci. Za niedługo wszyscy się pobiją.
- To co trzeba. - podsumował, nie zaimponowała mu moja agresja.
- Axel, to mój brat do cholery! - warknęłam.
- To niech przestanie się mazgaić! - odparł poirytowany.
Nienawidzę kiedy ten gałgan ma rację, ale tak sytuacja wygląda. A przeważnie zawsze ją ma, w tym momencie na prawdę chciałam, aby jej nie miał.
- Agresją nie rozwiążesz jego problemu. - westchnęłam.
- Inaczej by nie dotarło, kochanieńka. - powiedział Blaze, patrząc ukradkiem na czołgającego się po ziemi Mark'a.
- Nie skończyłam z tobą. - sapnęłam, łapiąc go za rękę.
- Diana, nie pozwalaj sobie.- usłyszałam dobrze znajomy mi głos należący do kapitana królewskich, a Axel wyrwał się z mojego uścisku.
- I kto to mówi? - zaśmiałam mu się w twarz.
- Nie bądź ironiczna. - warknął Sharp zacisnął zęby.
- A tobie jeszcze mało. - jęknęłam, próbując pohamować łzy. - Przez ciebie nic nie mam. Zawładnąłeś moim sercem i straciłam miłość i zaufanie do kogoś.
- Diana...
- I za każdym razem jak mnie lałeś, niemal do nieprzytomności, zabrałeś mi poczucie bezpieczeństwa. Skazałeś mnie na cierpienie, wszystko przez ciebie, cholerny gnojku!
- Przegięłaś.
- Co. ty. zrobiłeś. - powiedział Mark, podnosząc się z ziemi.
Jego głos się zmienił. Nie był już taki delikatny, pełen troski. Zastąpiła go ostra, szorstka barwa.
- Uderzyłeś ją, tak? - spytał ponownie, patrząc z nienawiścią na bruneta.
- Mark..
- Stul pysk. - modliłam się, żeby nie rozwiązali tej kwestii pięściami.
- Diana, ja... - załkała cicho Celia, tuląc się do mnie.
- Już dobrze. To nie twoja wina.
- Co masz na swoje wytłumaczenie? - Celia wbiegła po między nimi.
- Proszę was.. - jęknęła, a jej twarz wyglądała jak ściana deszczu.
- Celia, kocham cię i będę o ciebie walczył. - zacisnął pięści - A co do ciebie Diana...Nie licz, że oszczędzę Blaze'a.
To ostatnie zdanie wprawiło mnie w osłupienie. Zapowiada się niezły horror, moja psychika już tego nie potrafi poukładać.
♫
Nie obroniłem tego, niech to.. było tak bliski. Myślałem, że ta technika jest nie do złamania, do teraz. Otrzepałem się i próbowałem się skupić, ale w mojej głowie wciąż brzmią słowa Darka. Nim zdążyłem się wyrwać z roztargnienia, Jude już był blisko pola bramki, a wtedy Axel ruszył w jego stronę. Zatamował kolejny atak i obaj w kłębie kurzu. Diana i Celia, jak wystrzelone z procy, poleciały w miejsce kraksy. I wtedy Poczułem jak piłka miota uderza moją twarz, ogromny czerwony placek widniał teraz na mojej twarzy. Zachwiałem się i świat zawirował przede mną, zobaczyłem przed sobą Blaze'a. Byłem zdziwiony tym wszystkim i nie mogłem poukładać myśli, gdyż ból pulsował po całej mojej głowie.
- Co do...
- Co tu się dzieje? - warknął, patrząc mi prosto w oczy.
- Axel, ty nie zrozumiesz. - jęknąłem, masując obolałą twarz, siadając na ziemi.
- Nie muszę... Silvia mi o tym powiedziała. - sapnął, łapiąc mnie za ramię. - Sprawy osobiste zostaw za boiskiem.
- On może stracić siostrę, tak jak ty swoją. - obrócił się, szarpnął moją koszulkę.
- Ogarnij się, Mark. - puścił zacisk. - To nie miejsce na takie coś, grajmy.
Pokiwałem na jego słowa, miał rację. Sport wymaga skupienia, muszę się więc skupić. Moją uwagę przykuło konwersacja pomiędzy Dianą i Jude'em.
- I za każdym razem jak mnie lałeś, niemal do nieprzytomności, zabrałeś mi poczucie bezpieczeństwa. Skazałeś mnie na cierpienie, wszystko przez ciebie, cholerny gnojku!
- Przegięłaś.
- Co. ty. zrobiłeś. - wycedziłem przez zęby.
- Uderzyłeś ją, tak? - zapytałem, jakbym się chciał upewnić, że dobrze usłyszałem.
- Mark..
- Stul pysk. - otworzył mi się scyzoryk w ręce.
- Diana, ja... - Celia wpadła w objęcia mojej siostry.
- Już dobrze. To nie twoja wina. - zaczęła ją pocieszać.
- Co masz na swoje wytłumaczenie? - Celia wbiegła po między nami, w tym momencie gdy przysłowiowy "scyzoryk w kieszeni mi się otwiera"
- Proszę was.. - jęknęła, a jej twarz wyglądała jak ściana deszczu.
- Celia, kocham cię i będę o ciebie walczył. - zacisnął pięści - A co do ciebie Diana...Nie licz, że oszczędzę Blaze'a.
Jak on mógł? Moją malutką, bezbronną siostrzyczkę uderzyć. Kobiety się szanuje i kocha, a nie poniewiera.
- Mark.. - urwała, wziąłem ją w objęcia. - Przepraszam..
- Diana... to nie jest twoja wina. - zmusiłem ją by spojrzała w moje oczy. - Zajmę się tym.
Pogłaskałem ją po głowie i zająłem pozycję, gdyż przerwa się już kończyła. Dosłownie wszystko mnie boli. Ten potężny pocisk Blaze'a przyprawił mnie o nowe rany i siniaki. Z ledwą biedą stałem na dwóch nogach.
* No One's POV *
I tak oto rozpoczęła się 2 połowa tego jakże emocjonującego spotkania. W pierwszej połowie Akademia królewska zdobyła 1 punkt, zmiatając Evans'a z pola bramkowego, co dało im chwilowe prowadzenie nad rywalem. Nie ma na co czekać, zaczynajmy!
Piłka błyskawicznie przechodzi z pod nóg Samford'a do Jude'a. Jude Sharp, widzicie go? Ten młodzieniec ma na koncie wiele wygranych, nigdy nie przegrwał. Czy Raimon przełamie tą zwycięską passę?A tutaj już następujące kolejne podanie, tym razem do Wildshild'a. Ten prosto celuje w bramkę przeciwnika, bez jakiegokolwiek namysłu. Ale cóż to? Obok Evans'a nie wiadomo skąd pojawił się Swift. Zatrzymuje strzał swoim ciałem, jakby on sam był bramkwarzem. Obok niego pojawili się inni pomocnicy i pomagali bronić swojego kapitana. Mark osobiście się wzruszył. Taka postawa jego kolegów pobudziła go do działania, nowa energia napełniła jego serce. W pewnym momencie piłka szybuje w powietrze. Wiadomo co się teraz stanie, ponownie 3 zawodnicy akademii skaczą w kierunku piłki. Ustawiają się w trójkąt, niczym ZABÓJCZA FORMACJA. Piłka niezauważona prześlizguje się przez obrońców. Co teraz? Nagle do piłki podbiega Bobby i własną twarzą broni tą piłkę. Co za poświęcenie u drużyny Raimon!
* Diana's POV *
♫
Nie mogę usiedzieć w miejscu. To już nie jest gra, tylko pole bitewne. Cios za cios, a nasi chłopcy padają jeden po drugim. Nie wiem co Mark wyczynia. Czy on nie widzi tego? Musi się do cholery obudzić, nasz bramkarz jest na tyle słaby, że potrzebuje mieć kilku obrońców wokół siebie. Przepraszam bardzo, co się tutaj dzieje? Gdzie jest ten pełny energii chłopak? Gdy zobaczyłam jak Bobby heroicznie broni tą piłkę, wybuchłam. Szybko podbiegłam do niebiesko-włosego, by udzielić mu pierwszej pomocy. Opatrzyłam go, a później czekałam na przyjazd pogotowia. Widząc koszulkę Shearer'a, postanowiłam działać. Chciałam poczuć ponowną adrenalinę, chce być na boisku, chce ich uratować. Pobiegłam z koszulką do najbliższej łazienki. Tam przebrałam się w koszulkę, ubrałam dodatkowo spodenki i moje adidasy. Gdy już byłam gotowa, zawiązałam włosy w koka i podążyłam na boisko. Wbiegłam na murawę, a wszystkie oczy były skierowane na mnie. Spojrzałam na blondyna, który tylko przewrócił na mnie oczami. Natomiast Sharp uważnie mi się przyglądał, jeszcze nie widział mnie w akcji. W końcu zmierzę się z moim największym lękiem, czas najwyższy Diana! Ustawiłam się na obronie. Ale wiedziałam, że nie będę stać jak kołek. Czas aby Mark się otrząsnął, wykurował swoją zranioną dumę.
* No One's POV *
Po zdjęciu Shearer'a z boiska, miał za niego wejść Jim. Jednak zamiast niego pojawiła się brunetka, siostra Marka - Diana. Ustawiła się na obronie, za Bobby'ego. Każde spojrzenie było skierowane na tą dziewczynę. Kto by pomyślał? Czyżby powtórka z rozrywki? Widzieliśmy ją w akcji już wcześniej, to idealne wzmocnienie dla zespołu. Ale.. czy da sobie radę z takimi potęgami? Mecz zostaje wznowiony. Przy piłce znajduje się Dragonfly. Chłopak podąża do bramki, wymija innych zawodników. Wymierza SMOCZY CIOS prosto w bramkę rywala. Ale TARCZA MOCY odbija piłkę do góry. I po nim następuje kolejne zagranie, tym razem Axel atakuje swoim OGNISTYM TORNADEM Joe'go. Na nic, chłopakowi nie imponują żadne strzały wymierzone w jego bramkę. Na czym polega ta ciekawa forma obrony? Jak ją rozbić? To proste. Tarcza odbiera tylko ataki z daleka, natomiast z bliska jest do niczego. Blaze już wiedział co zrobić. Podał do Kevin'a, a ten ponownie wycelował w bramkę. W momencie kiedy piłka już miała się odbić, blondyn swoim kopnięciem pozwolił przejść obronę King'a. GOL, mamy pierwszy punkt Raimon! Ale to jeszcze nie koniec. Błyskawiczne podanie do Jude'a, jest on niepowstrzymany przez nikogo podczas biegu w stronę bramki. Chłopak mocno kopie piłkę w stronę bramki Raimon'a. Tym razem Evans nie będzie stał z założonymi rękami. Wypiąstkował ten strzał, a piłka poleciała wysoko. Chłopak uśmiechnął się sam do siebie. Podanie do Blaze'a zostało szybko odebrane przez Dianę. Dziewczyna mignęła przed blondynem jak błyskawica.
- Niech cię Diana Evans! - krzyczy Axel, ale dziewczyna jest nie wzruszona.
Na jej drodze stanął Jude.
- Czas na zmianę w twojej grze. - mruknęła, patrząc głęboko w oczy swojemu byłemu chłopakowi.
Genialnym dryblingiem wyminęła bruneta. Nawet Samford nie mógł jej zatrzymać.
- Diana, nie rób tego! - krzyczy Carson, biegnąc dużo w tyle za Dan.
Po ostatniej bramce, dziewczyna trafiła do szpitala, omały włos i zniknęła by z naszej opowieści. Chłopcy nie chcieli tak ryzykować. Nim zdążyli ją dogonić, dziewczyna już wznosiła się jak anioł nad boiskiem. Zrobiła jedno salto i z wielką siłą kopnęła piłkę. Piłka przywaliła w TARCZĘ. Ten strzał roztrzaskał ją na kawałki. Diana, delikatnie opadła na boisko. Na szczęście nic się nie stało, stanęła pewnie. Ostatnie minuty meczu! Jest 2:1! Czy Królewscy się podniosą?! 3,2,1 i KONIEC! Drużyna z Gimnazujm Raimona wygrywa te finały!
* Mark's POV *
♫
Udało się? Nie wierze. Niepokonana od 40 lat Akademia Królewska stała się pokonana? Przez nas? Przez pasjonatów sportu? Przecież jesteśmy tylko marnym klubikiem bez perspektyw. Teraz mogę napluć twarz ludziom, którzy w nas wątpili. Podbiegła do mnie uśmiechnięta Nelly. Zamknąłem ją w szczelnym uścisku.
- No, no kapitanie. - szepnęła, całując mnie. - Jesteś najlepszy.
- Ależ owszem, pani manager. - wymruczałem, wpijając się w jej usta.
Spojrzałem kątem oka na Jude'a. Rozmawiał z Celią, ale ja nie chciałem wzlekać. Mimo, że radość przykryła złość, ja i tak muszę wiedzieć co się zadziało. I muszę to usłyszeć od niego, nie chcę rozdrapywać ran Diany, już i tak dużo wycierpiała. Postanowiłem się z nim rozmówić.
* Jude's POV *
Poczułem jak moje wnętrze wybucha. Czemu akurat dziś nie mogłem wygrać, co? Dlaczego? Czy o tak mało proszę ten zakichany los? Chcę mieć siostrę przy sobie, chce odzyskać moją najukochańszą Dianę, a nic z tych rzeczy już nie wydaje się realnym celem, który można osiągnąć.
- Eej, Sharp. - usłyszałem za swoimi plecami. - Nie wkurzaj się, w końcu musieliśmy przegrać.
- David... - sapnąłem.
Właśnie sobie uświadomiłem, że ci ludzie to moja druga rodzina. Dzięki nim jestem gdzie jestem, nie dzięki sobie. W końcu rozumiem, dlaczego ludzie mówią, że "w kupie siła".
- Jeszcze 1 mecz mamy do rozegrania, stary! - powiedział Joe, uśmiechając się.
- Jude? - obok mnie stała moja siostrzyczka.
Przytuliłem ją do siebie, chciałem pohamować łzy. Gdy już jedna spadła, szybko przetarłem twarz.
- To prawda? - sapnęła. - Chciałeś abym z Tobą zamieszkała?
- Nawet nie wiesz jak bardzo, maleńka. - złapałem ją za rękę.
- Ale chyba już z tego nici. - odparła smutno. - Miałeś wygrać mecz, ale go przegrałeś.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, nie chciałem napisać takiego scenariusza...
- W rodzinie Hills'ów czuję się naprawdę dobrze. - zapewniła mnie. - Nie musiałeś się starać o to. Wystarczyło zadzwonić i ze mną porozmawiać.
- To co zaczynamy od nowa? - spytałem, podając do niej ręka.
Ona serdecznie ją uściskała. Potem odeszła do swojej drużyny, a ja kątem oka zauważyłem, zbliżającego do mnie, Evans'a. Czeka mnie niezłe manto. Spojrzałem z trwogą na Marka.
- Cześć Jude. - powiedział, uśmiechając się.
Nawet nie wiem czego mam się po nim spodziewać.
- Przyszedłeś mi przywalić czy z przymusu przeprosić?
Chłopak zaczął się śmiać.
- Skrzywdziłeś moją siostrę, przyjacielu. - zaczął trzeć ręce. - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym widzieć na twojej twarz czerwony ślad po mojej pięści. Ale nie po to przyszedłem. Chciałbym ci podziękować za mecz.
Podaliśmy sobie ręce. Bobby miał racje, chłopak jest bezkonfliktowy. Ale dobrze wiem, że mi nie odpuści.
- Nie ciesz się. - sapnąłem, trzymając moją rękę. - To jeszcze nie koniec udziału Akademii Królewskiej w Strefie Football'u. Rozwalę cię przy najbliższej okazji.
- Cudownie. Będę czekał. - rzucił przez ramię. -Tylko potem nie płacz, jeśli ci zrobię małe kuku.
Odszedł, a po chwili się obrócił się w moją stronę, uformował z ręki pistolet i udawał, że strzela do mnie. Udałem martwego, a ten zaczął się śmiać. Poczułem, że między mną a nim wytworzyła się specyficzna relacja, kiedy go unicestwię, zabiorę go na kawę.
* Diana's POV *
Rzuciłam się w jego objęcie, lekko mnie odepchnął.
- Co to miało być? - zaczął prawić mi morały. - Diana, kazałem Ci? Chyba nie.
- Uspokój nerwy tatuśku, nic się nie stało. - powiedziałam, klepiąc po ramieniu rozwścieczonego Blaze'a.
- To był zamach na twoje życie. - sapnął. - Na moje zresztą też.
- Przestań.. - urwałam, bo wiedziałam, że znowu wejdzie na te śliski temat, jakim jest moja choroba.
- A gdybyś ty nam umarła?
- Ey. - zatrzymałam jego fantazje. - Dopóki biorę leki, wszystko jest okej.
- No ja myślę, ale już nigdy więcej ci na takie coś nie pozwolę. Choćbym musiał wąchać skarpety Jack'a.
Zaczęliśmy się oboje śmiać, spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
- Nie śmiej się idiotko! - próbował pohamować swój śmiech.
Poczułam uczucie, które już kiedyś miałam - motylki w brzuchu. Cholerny Blaze, niech cię... Zdałam sobie sprawę, że zakochałam się i nie mam wyjścia z tej sytuacji.
hej, hej kochani! <3
heh. heh. heh
dawno mnie nie było, co? xDDD
przepraszam was pięknie, ale miałam brak weny.
do tego te testy, wyjazd który zmienił mój tok rozumowania.
musiałam odetchnąć!
ale wracam!
załogo
a nasi bohaterowie mają troche dram. :d
aaaale będzie dobrze.
tak myślę. :")
i może w końcu Axel ruszy tyłek i powie swoje uczucia Dianie?
to zdecydowanie za długo trwa!! xD
dobra, ja spadam.
do "może" zobaczenia.
całuski! :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz